Bose wie, jak projektować rzeczy, które wyglądają drogo jeszcze zanim sprawdzimy cenę. Lifestyle Ultra Soundbar ma szklany panel na górze, elegancką tkaninę z przodu, dopracowane detale i zdecydowanie więcej charakteru niż kolejny czarny prostokąt pod telewizorem. Przy szerokości około 109 cm najlepiej wygląda pod dużym ekranem, a dziewięć przetworników, w tym dwa skierowane ku górze, jasno sugeruje, że nie chodzi tu tylko o poprawienie dialogów w wieczornych wiadomościach. Jest Dolby Atmos, Wi-Fi, AirPlay 2, Google Cast, Spotify Connect i Bluetooth. Jest też kalibracja pomieszczenia, która rzeczywiście pomaga poukładać scenę. Bose od początku robi więc wszystko, żebyśmy czuli klasę premium.
W pierwszym kontakcie również trudno mieć pretensje do brzmienia. Dialogi są czyste i dobrze wypchnięte do przodu, środek nie ginie nawet wtedy, gdy film zaczyna mieszać muzykę z efektami, a bas jest sprężysty i lepiej kontrolowany, niż można oczekiwać po pojedynczej listwie bez osobnego subwoofera. Lifestyle Ultra gra schludnie, równo i kulturalnie. Można oglądać przez kilka godzin bez zmęczenia, można słuchać muzyki bez poczucia, że soundbar zaraz zamieni gitarę w efekt przestrzenny, a telewizyjne głośniki po pięciu minutach wydają się wspomnieniem z gorszych czasów.
Problem zaczyna się tam, gdzie kino powinno przestać być kulturalne. Nagły skok głośności, eksplozja, start silnika, uderzenie ścieżki dźwiękowej – Bose podaje to wszystko poprawnie, ale bez tej fizycznej dynamiki, która sprawia, że ciało reaguje szybciej niż głowa. To soundbar, który na imprezie zna teksty wszystkich piosenek, lecz nawet przy ulubionej nie wychodzi na parkiet. W materiałach Atmos efekt wysokości jest obecny, ale skromny, a scena nie buduje wokół widza przekonującej kopuły. Dźwięki nie przemieszczają się w przestrzeni z taką precyzją jak u najlepszych rywali, a szerokość sceny również bywa bardziej „duży telewizor” niż „małe kino”.
Jeszcze mocniej słychać to przy muzyce. Bose ma dobrą równowagę tonalną i potrafi brzmieć przyjemnie, ale rzadko daje poczucie rytmicznej swobody czy energii. Perkusja jest tam, gdzie trzeba, bas nie rozlewa się po pokoju, wokal ma odpowiednią masę, lecz wszystko zachowuje się trochę tak, jakby producent podczas strojenia częściej używał słowa „bezpiecznie” niż „emocjonująco”. To nie wada w tańszym modelu. W urządzeniu kosztującym tyle, co niezły telewizor, zaczyna już uwierać.
Do tego dochodzą decyzje funkcjonalne. Brakuje obsługi DTS, nie ma dodatkowych wejść HDMI, a producent zrezygnował z klasycznego pilota, zakładając, że wystarczy aplikacja i sterowanie telewizorem. Da się z tym żyć, ale konkurencja w tej klasie często daje więcej. Bose oczywiście pozwala rozbudować zestaw o subwoofer i tylne głośniki. Wtedy system rzeczywiście nabiera kinowego rozmachu, ale rachunek szybko zaczyna przypominać budżet małego festiwalu filmowego.
I właśnie cena jest tu sędzią bez poczucia humoru. Lifestyle Ultra wchodzi na ring z Sonosem Arc Ultra i innymi flagowymi konstrukcjami, więc samo „bardzo dobrze” nie wystarcza. W tej klasie chcemy chwili, w której odruchowo oglądamy się za siebie, bo coś przeleciało przez salon. Bose częściej sprawia, że doceniamy kulturę dźwięku, niż zapominamy o stojącej pod telewizorem listwie. To nie jest zły soundbar. Właśnie dlatego rozczarowuje bardziej – wszystkie elementy są na miejscu, tylko zabrakło tej jednej rzeczy, której nie da się wpisać do specyfikacji: ekscytacji.
Specyfikacja
- CENA 4 999 PLN
- KONFIGURACJA 5.1.2, 9 przetworników
- ŁĄCZNOŚĆ HDMI eARC, Wi-Fi, Bluetooth 5.2
Werdykt
NASZYM ZDANIEM
James Bond w idealnie skrojonym smokingu, który podczas pościgu samochodowego pamięta o ograniczeniu do 50 km/h.
Plusy
Znakomite wykonanie. Czyste dialogi i dobrze kontrolowany bas. Dobra aplikacja i kalibracja. Szerokie możliwości streamingu.
Minusy
Za mało dynamiki. Przeciętny efekt Dolby Atmos. Brak DTS i dodatkowych HDMI. Cena stawia go naprzeciw lepszych rywali.



