Connect with us

Cześć, czego szukasz?

Gaming

RECENZJA: Life is Strange: True Colors

To już czwarta odsłona narracyjnej gry przygodowej – czy dorówna poprzednikom?

Epizodyczne gry przygodowe były swego czasu prawdziwym hitem, przyciągającym przed monitory tyle osób co niejeden serial. Każdy deweloper chciał powtórzyć sukces The Walking Dead od Telltale, ale tylko nielicznym udała się ta sztuka. Jednym z tytułów, który zapisał się w pamięci graczy, było Life is Strange – opowieść o dojrzewaniu z intrygującym, paranormalnym wątkiem. Teraz na komputery i konsole trafia jej czwarta odsłona, stworzona przez studio Deck Nine.

Historia opowiedziana w True Colors to zamknięta całość, połączona z poprzednimi częściami jedynie siecią mniej lub bardziej zauważalnych nawiązań. Główną bohaterką gry jest Alex. Dziewczyna spędziła większość życia w rodzinach zastępczych i dopiero niedawno nawiązała kontakt ze swoim starszym bratem, mieszkającym w górniczej mieścinie Haven Springs. Nad miasteczkiem od lat ciąży tajemnica, która wychodzi na światło dzienne w wyniku tragicznego wypadku. Rozwiązać ją może tylko Alex – bohaterka posiada moc postrzegania kolorowej aury otaczającej ludzi, zdradzającej, co kryje się w ich sercach.

W przeciwieństwie do poprzednich odsłon, wszystkie epizody True Colors zostały wydane jednocześnie. Rozwiązanie to ma swoje plusy i minusy: miło było pochłonąć całą historię za jednym razem, ale z drugiej strony kończące się gwałtownymi zwrotami akcji epizody budowały na dłużej relację z tytułem. Na szczęście broni się tu sama fabuła: sprawnie poprowadzona i logiczna, w odpowiednich proporcjach łącząca obyczajowy thriller z kryminałem i wyciskaczem łez, w którym nie zabraknie także humorystycznych akcentów. Głębi dodaje jej przewijający się w tle wątek kompanii górniczej Typhon, potężnej siły kształtującej życie w miasteczku. Jeśli kiedykolwiek szukaliście tytułu, który stanowiłby przykład dlaczego gry są dla was ważne emocjonalnie, historia z True Colors powinna dostarczyć wam odpowiedniego materiału.

Opowieść nie należy do najdłuższych – w 13-14 godzin da się zobaczyć absolutnie wszystko, co gra ma do zaoferowania – ale dzięki temu nie sprawia ona wrażenia sztucznie przeciąganej, co momentami było zauważalne w „dwójce”.

Jedną z najmocniejszych stron True Colors są bohaterowie. Niemal wszyscy mieszkańcy Haven Springs mają swoje marzenia, obawy i motywacje, a ich lepsze poznanie umożliwi Alex dojście do prawdy. W interakcjach nieoceniona okaże się możliwość podglądania koloru aury i odczytywania silnych wspomnień zapisanych w przedmiotach – postacie bardzo często skrywają swoje prawdziwe uczucia, więc bez zajrzenia w głąb ich emocji, nie dowiemy się, co tak naprawdę je gryzie.

Jak na narracyjną przygodówkę przystało, w trakcie zabawy niejednokrotnie staniemy przed niełatwymi wyborami. True Colors nieco różni się pod tym względem od klasyków gatunku: nasze decyzje nie mają wpływu na samą fabułę, ale raczej na to, jak na nadchodzące wydarzenia zareagują postaci niezależne. Właśnie dlatego warto przejść tytuł drugi raz i zobaczyć, jak wybory wpłyną na społeczność Haven Springs; tylko w ten sposób sprawdzimy również obydwie opcje romansowe, świetnie zresztą napisane.

Jak już wspominaliśmy, gra jest dość liniowa. Co prawda deweloperzy zgrabnie to ukrywają, na każdym etapie dając graczowi sporo zadań do wykonania, ale podczas dogłębnej eksploracji miasteczko sprawia wrażenie naprawdę małego i pustego. W każdej lokacji znajdziemy zaledwie kilka przedmiotów, z którymi wejdziemy w interakcje, a niektóre miejsca zamykają się dla nas po zaledwie jednej lub dwóch wizytach.

Na szczęście sposób, w jaki True Colors przedstawia swój świat, okazał się strzałem w dziesiątkę. Haven Springs zachwyca kolorowymi widoczkami, które możemy podziwiać w trakcie zabawy – nic nie stoi na przeszkodzie, by na chwilę przystanąć na pomoście i nacieszyć oczy widokiem wartkiego strumienia. Chociaż niektóre modele i animacje wyglądają jak sprzed kilku lat (na przykład płynąca woda), nie psują one odbioru całości.

Fantastycznie wypada natomiast oprawa dźwiękowa. Pasją wielu bohaterów gry jest muzyka, dlatego True Colors wypełnione zostało eklektycznymi brzmieniami – od znanych utworów, po piosenki napisane specjalnie z myślą o tym tytule. Na pochwałę zasłużyli także aktorzy, podkładający głosy z dramatyzmem, ale bez wpadania w patos. Szkoda tylko, że na tę chwilę nie zagramy z polskimi napisami.

Czy warto włączyć najnowszą część Life is Strange? Jeśli lubisz gry o rozbudowanej fabule i sprytnych zwrotach akcji, jak najbardziej – w tę opowieść po prostu bardzo dobrze się gra.

Werdykt
85

NASZYM ZDANIEM...

True Colors godnie kontynuuje tradycje serii, zgrabnie poruszając się pomiędzy różnymi gatunkami i czerpiąc z nich to, co najlepsze, finalnie oferując najlepszą odsłonę Life is Strange.

Plusy

Pełna zwrotów akcji, wartka historia. Świetnie napisani bohaterowie. Decyzje mają wpływ na świat gry. Klimatyczna oprawa dźwiękowa i graficzna…

Minusy

…która nie ustrzegła się kilku problemów. Liniowość i mało możliwości eksploracji.

Od dziewięciu lat redaktor naczelny Magazynu T3. Ekspert w dziedzinie nowych technologii. Częsty gość programów radiowych i telewizyjnych. Prowadzący konferencji technologicznych. Autor wydawnictw książkowych o grach oraz organizator koncertów. Pasjonat muzyki, kina i literatury.

Może cię też zainteresować

Gaming

Będzie ona dostępna tylko jako zestaw deweloperski.

Gaming

Znajdziemy w niej zarówno dodatki cyfrowe, jak i gadżety dla fanów.

Publikacje

Gdyby nie kilka krytycznych błędów, japoński producent wciąż mógłby być dominującym graczem na rynku gamingowego sprzętu.

Gaming

Polskojęzyczna wersja kinowa będzie dostępna już w dniu premiery.