Najlepszy robot sprzątający to nie ten, o którym opowiadasz znajomym przy kolacji. To ten, o którym zapominasz – bo podłoga po prostu jest czysta. Modele iRobot Roomba Max 705 Vac i Roomba Plus 505 Combo próbują właśnie tak rozumieć domową automatykę: mniej jako technologiczny popis, bardziej jako cichą zmianę w codziennym rytmie.
Sprzątanie rzadko bywa wydarzeniem. Nie wpisujemy go w kalendarz z ekscytacją, nie robimy do niego playlisty i raczej nie mówimy: „wiesz co, dzisiaj wieczorem świetnie się zapowiada odkurzanie pod kanapą”. To jedna z tych czynności, które najczęściej pojawiają się wtedy, gdy człowiek już i tak ma dość. Po pracy, po obiedzie, po spacerze z psem, po tym momencie, w którym dzieci, zwierzęta albo samo życie zostawiły na podłodze ślady swojej aktywności.
Dlatego najlepsze sprzątanie to takie, którego nie trzeba oglądać. Nie dlatego, że podłoga przestała mieć znaczenie. Wręcz przeciwnie – właśnie dlatego, że ma znaczenie codziennie. Tyle że dobrze zaprojektowana technologia nie powinna domagać się uwagi jak kolejny ekran, kolejna aplikacja, kolejny domowy obowiązek przebrany za „smart rozwiązanie”. Powinna wejść w tło i zrobić swoje.
W tym sensie iRobot Roomba Max 705 Vac (2 299 PLN, www.irobot.pl) i Roomba Plus 505 Combo (1 699 PLN, www.irobot.pl) są ciekawsze nie wtedy, gdy patrzymy na ich listę funkcji, tylko wtedy, gdy zaczynamy myśleć o nich jak o sposobie odzyskania fragmentu dnia. 705 jest modelem dla tych, którzy chcą przede wszystkim mocnego, samodzielnego odkurzania. 505 Combo idzie krok dalej, bo oprócz odkurzania bierze na siebie także mopowanie. Oba mają jednak wspólną ambicję: sprzątać tak, żeby użytkownik nie musiał stać obok i pełnić funkcji kierownika zmiany.

Roomba Max 705 Vac ma moc ssącą 13 000 Pa, dwie gumowe szczotki główne i szczotkę boczną do krawędzi oraz narożników. To ważne, ale nie dlatego, że cyferki ładnie wyglądają w katalogu. Ważne, bo codzienny brud rzadko układa się w elegancki scenariusz testowy. Jest kurz przy listwie, okruchy pod stołem, sierść na dywanie, piasek w przedpokoju i ta jedna nitka, która z niejasnych powodów zawsze przyczepia się do wykładziny dokładnie tam, gdzie najbardziej ją widać. Podwójne gumowe szczotki pozostają w kontakcie z powierzchnią, a Carpet Boost zwiększa moc po wjechaniu na dywan. To nie jest technologia dla technologii, tylko próba rozwiązania bardzo zwyczajnego problemu: żeby mieszkanie wyglądało przyzwoicie również wtedy, gdy nikt nie ma siły robić z tego projektu.
Jeszcze bardziej domowo robi się przy stacji AutoEmpty. 705 może automatycznie opróżniać pojemnik do szczelnego worka nawet przez 75 dni, zatrzymując zanieczyszczenia o wielkości od 0,7 mikrona. W praktyce oznacza to mniej kontaktu z kurzem i mniej tej irytującej mikroczynności, która zawsze pojawia się między „robot posprzątał” a „czyli jednak muszę coś jeszcze zrobić”. To drobiazg, ale współczesny komfort bardzo często składa się właśnie z drobiazgów, które znikają z listy rzeczy do ogarnięcia.
Roomba Plus 505 Combo jest z kolei propozycją dla tych, którzy wiedzą, że sama walka z kurzem to dopiero połowa historii. Ma moc ssącą 7 000 Pa, gumową szczotkę główną, szczotkę boczną i dwa obrotowe pady mopujące DualClean z technologią PerfectEdge. Pady obracają się z prędkością 200 obr./min, a tryb SmartScrub pozwala robotowi jeździć w przód i w tył, mocniej pracując nad trudniejszymi zabrudzeniami. Brzmi technicznie, ale każdy, kto widział zaschnięte ślady po kawie, sosie pomidorowym albo łapach psa, wie, że mopowanie nie jest luksusem. To często różnica między „da się żyć” a „ktoś tu naprawdę mieszka”.
505 Combo ma cztery tryby pracy: samo odkurzanie, samo mopowanie, sprzątanie 2w1 oraz cykl, w którym robot najpierw odkurza, a później mopuje. Automatycznie unosi pady po wykryciu dywanu, więc nie trzeba robić z salonu pola minowego z ręcznie ustawianymi strefami zakazu. Do tego dochodzi stacja AutoWash, która nie tylko opróżnia pojemnik nawet przez 75 dni, ale też pierze i suszy pady ciepłym powietrzem po zakończonej pracy. W trybie mopowania robot może działać nawet do 4 tygodni bez ręcznej obsługi, przy założeniu jednego pełnego mopowania tygodniowo. Innymi słowy: to nie jest sprzęt, który tylko sprząta. To sprzęt, który ogranicza także sprzątanie po sprzątaniu.

W obu modelach istotna jest nawigacja LiDAR ClearView, która pozwala szybko mapować dom i pracować zarówno w dzień, jak i w nocy. 705 tworzy mapę w około 8 minut, 505 Combo w około 9 minut, a system może zapisać do 5 map, także dla różnych poziomów domu. To szczególnie ważne, bo robot sprzątający ma sens dopiero wtedy, gdy przestaje błądzić jak gość na weselu, który nikogo nie zna. Ma wiedzieć, gdzie jest kuchnia, gdzie dywan, gdzie schody, a gdzie ten fragment pod stołem, który zawsze po kolacji wygląda jak strefa zrzutu.
Jest też PrecisionVision z wykorzystaniem AI, czyli rozpoznawanie przeszkód w czasie rzeczywistym. Kable, skarpetki, drobne przedmioty, a nawet zwierzęce niespodzianki – robot ma je zauważyć i ominąć. To jedna z tych funkcji, które trudno docenić na slajdzie prezentacyjnym, ale bardzo łatwo w domu. Bo prawdziwe mieszkania nie wyglądają jak rendery. Mają ładowarki na podłodze, zabawki pod stolikiem, skarpetki bez pary i zwierzęta, które najwyraźniej podpisały osobną umowę z chaosem.
Najważniejsze jest jednak to, że oba modele nie próbują robić ze sprzątania spektaklu. Roomba Max 705 Vac ma być mocnym, samodzielnym odkurzaczem dla osób, które chcą regularnie pozbywać się kurzu, sierści i brudu bez codziennego angażowania się w temat. Roomba Plus 505 Combo jest bardziej wszechstronna – dla tych, którzy chcą, żeby robot zajął się również mopowaniem i odświeżaniem podłóg. Jeden lepiej odpowie na potrzeby domu, w którym priorytetem jest solidne odkurzanie. Drugi będzie bliższy mieszkaniu, w którym kuchnia, łazienka, przedpokój i zwierzęce łapy regularnie dopisują własne scenariusze.
I chyba właśnie w tym tkwi sens tej kategorii urządzeń. Dobry robot sprzątający nie musi zmieniać życia w sposób teatralny. Nie musi być kolejnym gadżetem, który przez tydzień zachwyca, a potem ląduje w kącie obok urządzeń do robienia rzeczy, których nigdy nie robimy. Ma po prostu sprawić, że część domowego bałaganu wydarzy się bez naszego udziału – i zniknie tak samo dyskretnie, jak się pojawiła.
Bo w idealnym świecie podłoga jest czysta nie dlatego, że ktoś właśnie wygrał heroiczną walkę z odkurzaczem, mopem i własną niechęcią do sobotnich porządków. Jest czysta, bo sprzątanie zeszło z pierwszego planu. A gdy technologia naprawdę dobrze działa, właśnie wtedy przestajemy o niej mówić.



