Przez lata domowa pielęgnacja skóry była dość przewidywalna. Krem, serum, ewentualnie maseczka, a jeśli ktoś chciał wejść na wyższy poziom technologicznego zaangażowania, pojawiała się szczoteczka soniczna albo maska LED. Dziś półka beauty zaczyna jednak coraz bardziej przypominać dział z elektroniką użytkową.
Jednym z przykładów jest LYMA Laser, urządzenie wchodzącej szerzej na polski rynek brytyjskiej marki LYMA. Producent wpisuje je w modny dziś nurt longevity i biohackingu, ale za tym zestawem słów kryje się całkiem konkretna idea: zamiast kontrolowanie uszkadzać skórę, by wymusić jej regenerację, urządzenie ma dostarczać energię do komórek bez naruszania ich struktury.
Według materiałów marki technologia ma wpływać na ekspresję 45 genów związanych z regeneracją skóry i produkcją kolagenu. LYMA podkreśla również, że rozwiązanie chronione jest 38 patentami, a wyniki badań klinicznych dotyczących urządzenia opublikowano w 2025 roku w Aesthetic Surgery Journal. Producent deklaruje przy tym brak bólu, uszkodzeń skóry i czasu potrzebnego na rekonwalescencję.
To istotna różnica względem wielu zabiegów gabinetowych, po których kalendarz przez kilka dni trzeba układać nie tylko pod spotkania, ale również pod pytanie: „czy moja twarz wygląda już wystarczająco normalnie, żeby wyjść z domu?”.
Laser ma być przenośny i przeznaczony do wszystkich odcieni skóry. Podstawowy zestaw obejmuje urządzenie LYMA Laser, preparaty Oxygen Mist & Glide, etui oraz akcesoria do ładowania. Cena wynosi 10 500 PLN.

Jeszcze wyżej znajduje się LYMA Laser PRO. Pakiet zawierający urządzenie, serum, krem, dwa zestawy Oxygen Mist & Glide, etui i akcesoria do ładowania został wyceniony na 24 500 PLN. Jeśli więc dotąd najbardziej zaawansowanym sprzętem w łazience była elektryczna szczoteczka do zębów, przeskok może być dość spektakularny.
LYMA nie ogranicza swojej koncepcji longevity do samego urządzenia. Firma oferuje również suplement w zestawie 120 tabletek na 30 dni. Starter kosztuje 999 PLN, a miesięczne uzupełnienie 829 PLN lub 780 PLN w modelu abonamentowym.
Czy domowy laser faktycznie stanie się kolejnym etapem codziennej pielęgnacji? Przy obecnych cenach raczej nie zastąpi kremu stojącego przy umywalce. Pokazuje jednak, w którą stronę zmierza rynek beauty: coraz mniej interesuje go kolejny słoiczek z obietnicą młodszego wyglądu, a coraz bardziej urządzenia mające dawać użytkownikowi poczucie, że część gabinetu kosmetologicznego można przenieść do własnej łazienki.
LYMA i SEPAI są w Polsce dystrybuowane przez Raya Group.



