Połącz się z nami

Testy

TEST: Samsung Galaxy S10+

Nowy flagowiec Samsunga robi piorunujące pierwsze wrażenie, ale czy to drugie będzie równie pozytywne?

Opublikowane

dnia

Magazyn T3

Najnowszy flagowiec Samsunga to ciekawy przypadek. Aktualnie jest on najpotężniejszym (i najdroższym) telefonem koreańskiej marki, ale ten tytuł już wkrótce przypadnie jego następcom: S10 5G i składanemu Galaxy Fold. Czy warto zatem wydać ciężko zarobione pieniądze na smartfona, którego flagowy status już niedługo zostanie przejęty przez inne urządzenie?

Gwiazda ekranu

Design S10+ to spory krok naprzód w porównaniu z zeszłorocznym S9+. Zmiany widać już na pierwszy rzut oka: ekran z wycięciem Infinity-O, brak zewnętrznego czytnika linii papilarnych (zamiast niego jest ten zintegrowany z ekranem), potrójny aparat z tyłu i szklana obudowa umożliwiająca ładowanie Qi w dwie strony. Nowe wzornictwo idzie w parze z nową, wyższą ceną. S10+ w wersji 8 GB RAM i 128 GB pamięci wewnętrznej kosztuje 4 400 PLN, ale najbardziej wypasiony wariant (12 GB RAM + 1 TB pamięci) może być twój za kosmiczne 7 000 złotych. Może lepiej zdecydować się na tańszą konfigurację, której pojemność można rozszerzyć za pomocą karty microSD?

Niezależnie od wydanej na S10+ kasy, w zamian otrzymasz sprzęt najwyższej jakości. Zakrzywiony ekran i tył przyjemnie dopasowują się do krzywizn dłoni, a aluminiowe wykończenie – chociaż nie tak eleganckie jak stalowe elementy iPhone’a XS – pasuje do produktu premium, jakim jest telefon Samsunga. Zaokrąglone krawędzie sprawiają, że Galaxy S10+ nie sprawia trudności w obsłudze jedną ręką.

Ekran AMOLED o przekątnej 6,4 cala i rozdzielczości Quad HD+ wydaje się wypełniać każdy milimetr telefonu, a cienkie ramki zauważamy dopiero po bliższym przyjrzeniu się. Sam panel jest fenomenalny, zachwycający bogatymi kolorami i głębokimi czerniami. Do wyboru mamy dwa ustawienia barw: Naturalne i Żywe. Pierwszy tryb został ustawiony jako domyślny; lekko zgaszonej kolorystyce towarzyszy dokładniejsze odwzorowanie barw, które przypadło nam do gustu.

Niestety, sam design Infinity-O w wersji z dwoma aparatami kole w oczy. Wydaje nam się, że nawet Samsung odniósł takie wrażenie: domyślne tapety „zasłaniają” wydłużone wycięcie poprzez mocne cieniowanie w prawym górnym rogu. Gdy jednak otworzysz jakąkolwiek aplikację, od razu powita cię owalny kształt, odcinający się na kontrastującym tle. Wycięcie oznacza również, że wskaźnik naładowania baterii, ikony Wi-Fi i sieci zostały przesunięte w stronę środka ekranu, co wcale nie wygląda dobrze. Wycięcia i podwójne aparaty raczej do siebie nie pasują – Infinity-O z jednym obiektywem wygląda wcale niezgorzej, ale z dwoma brak mu uroku.

Podwójne widzenie

W przypadku aparatów to, jak wyglądają, jest jednak sprawą drugorzędną – ważne, jakie zdjęcia robią. S10+ to jedyny model w rodzinie Galaxy S10 wyposażony w dwa przednie obiektywy i jedyny, który może korzystać z funkcji Live Focus. Selfie wykonane w tym trybie otrzymuje sztuczne rozmycie tła typu bokeh (jego intensywność można regulować) oraz szereg efektów. Najbardziej spodobał nam się ten zamieniający barwy tła na skalę szarości, dzięki czemu fotografowany obiekt był jedynym kolorowym elementem na zdjęciu. Narzędzia wchodzące w skład Live Focus można przyrównać do trybu portretowego znanego z nowych iPhone’ów. Zwykłe selfie również wyglądają nieźle, chociaż daleko im do ostrości i szczegółowości fotek wykonanych przednią kamerką Google Pixela 3.

Z tyłu Galaxy S10+ znalazło się natomiast miejsce na zupełnie nowy, potrójny aparat. W jego skład wchodzą trzy matryce: 12-megapikselowy obiektyw szerokokątny, aparat ultra-szerokokątny 16 Mpix i 12-megapikselowy teleobiektyw. Konfiguracja ta pozwala na robienie szerokich ujęć 0,5x i korzystanie z podwójnego, optycznego zoomu. Obydwie funkcje są przydatne, chociaż trudno nazwać je rewolucyjnymi; musimy jednak przyznać, że ultra-szerokie fotki miejskich krajobrazów wyglądają świetnie.

S10+ to pierwszy telefon Samsunga bez tylnego czytnika linii papilarnych. Nowy sensor znajduje się pod panelem AMOLED. Jako pierwszy tego typu czujnik na świecie został on wykonany w technologii ultradźwiękowej, która ma zapewnić lepszą dokładność i niezawodność niż klasyczne czytniki optyczne. Nie udało nam się sprawdzić, czy – jak obiecuje Samsung – rzeczywiście rejestruje on każdą linię na palcu, ale korzystanie z niego nie sprawiło nam szczególnych problemów, nawet wtedy, gdy ekran był mokry. Przyzwyczajenie się do niego zajmuje jednak sporo czasu. Położenie czytnika zasygnalizowane jest przez ikonkę odcisku palca, ale trafienie w niego za pierwszym razem wymaga sporej precyzji. Jeśli chcesz na szybko odblokować telefon, przygotuj się na liczne powiadomienia o nieprawidłowym odblokowaniu. Cóż, taka cena nowych technologii…

Jednoręki bandyta

Galaxy S10+ działa na fantastycznej nakładce Samsung One UI, która oparta jest na Androidzie 9.0 Pie. Pozwala ona w pełni wykorzystać potencjał drzemiący w dużych ekranach, bez konieczności męczenia się z niedostępnymi elementami interfejsu. Aby korzystanie z 6,4-calowego wyświetlacza nie przyprawiało użytkownika o ból głowy (i rąk), One UI umieszcza większość podstawowych opcji w dolnej części ekranu, gdzie są one łatwo dostępne, gdy obsługujesz telefon jedną dłonią.

Działa to trochę jak funkcje ułatwienia dostępności z iOS, które tymczasowo przenoszą przyciski z górnej połowy wyświetlacza w dół, ale z tym wyjątkiem, że jest ciągle włączone. Nawet podczas wybierania notyfikacji, menu wysuwa się tak nisko, że żądana opcja znajdzie się w zasięgu twoich palców. Owszem, na pierwszy rzut oka menu wyglądają śmiesznie – ich nagłówki napisane są naprawdę dużą czcionką – ale po przyzwyczajeniu się przestaje to razić.

One UI nie jest pozbawiony błędów. Część aplikacji Samsunga i Google się dubluje, przez co mieliśmy wrażenie, że sprzęt od nowości był „zaśmiecony” niepotrzebnymi programami. Na dodatek nie wiadomo, czy Samsung będzie oferował aktualizacje do kolejnych wersji Androida – w przeszłości koreański producent zaniedbywał starsze modele, ale mamy nadzieję, że wraz z nowym interfejsem użytkownika nareszcie się to zmieni.

Galaxy S10+ napędzany jest przez baterię o pojemności 4 100 mAh. Dla porównania, akumulator Galaxy Note 9 był mniejszy, ale sam telefon miał słabszy procesor. Oszczędne, sporadyczne korzystanie ze smartfona pozwala wyciągnąć z niej cały dzień pracy, ale jeśli grasz w cokolwiek lub korzystasz z Netflixa czy YouTube’a, raczej powinieneś przygotować się na dodatkowe doładowanie w środku dnia.

Bateria otrzymała dodatkową funkcję Wireless Powershare, która zmienia S10+ w bezprzewodowy powerbank Qi. Wystarczy włączyć odpowiednią opcję w ustawieniach, obrócić telefon i umieścić kompatybilny gadżet na tylnej ściance obudowy. Fajnie jest mieć tę opcję w zanadrzu, chociaż w praktyce korzystaliśmy z niej dość rzadko. Na początku mieliśmy problemy ze zlokalizowaniem miejsca, które aktywuje ładowanie, ale po kilku próbach przestało nam to sprawiać problem.

Nie odchodź, Jack

Z drobiazgów, które oferuje Galaxy S10+ i których nie znajdziemy u konkurencji, najbardziej ucieszyła nas obecność minijacka audio. Mimo panujących trendów, Samsung nie rezygnuje z wyjścia 3,5 mm, więc możesz korzystać z niego wraz z przewodowymi słuchawkami, bez konieczności dokupienia przejściówki. Telefon jest odporny na zapylenie i zamoczenie; klasa IP68 wskazuje, że wytrzyma on półgodzinną kąpiel w wodzie do głębokości 1,5 metra.

Najnowszy flagowiec Samsunga jest… cóż, bardzo „flagowcowy”. To piękny, szybki i efektowny sprzęt z bardzo dobrym aparatem i przyjaznym interfejsem użytkownika. Wydaje nam się jednak, że cena smartfona podskoczyła zbyt mocno w stosunku do ubiegłorocznych modeli – o ile zakup słabszych wariantów jest uzasadniony, o tyle wydanie 7 tysięcy na najbardziej wypasioną wersję to raczej zbędny wydatek. Jeśli szukasz wydajnego smartfona z Androidem, który będzie łatwy w obsłudze, Samsung Galaxy S10+ to bardzo dobry wybór. Osoby pragnące czegoś więcej, będą musiały uzbroić się w cierpliwość i poczekać do premiery składanego Galaxy Fold lub klasycznego, acz potężnego S10 5G.

Specyfikacja

  • Cena Od 4 400 PLN
  • Procesor Exynos 9820, osiem rdzeni
  • Ekran 6,4-calowy AMOLED 3040×1440 px
  • RAM 8 GB/12 GB
  • Pamięć wewnętrzna 128 GB / 512 GB / 1 TB
  • Bateria 4 100 mAh
  • Aparat tylny 12 Mpix szerokokątny + 16 Mpix ultra-szerokokątny + 12 Mpix teleobiektyw
  • Aparat przedni 10 Mpix + 8 Mpix
  • System operacyjny Android 9.0
  • Wymiary 157,6 x 74,1 x 7,8 mm
  • Waga 198 g

Werdykt

NASZYM ZDANIEM...

Galaxy S10+ to fantastyczny, acz nie przełomowy telefon. Na rewolucję musimy dopiero poczekać.

Wynik
85

Plusy

Piękny, kolorowy ekran. Wydajna specyfikacja. One UI jest wygodny i praktyczny. Aparat z dodatkowymi trybami. Złącze 3,5 mm!

Minusy

Infinity-O z dwoma obiektywami wygląda trochę śmiesznie. Przeciętna żywotność na jednym ładowaniu. Telefon jest bardzo drogi.

Od dziewięciu lat redaktor naczelny Magazynu T3. Ekspert w dziedzinie nowych technologii. Częsty gość programów radiowych i telewizyjnych. Prowadzący konferencji technologicznych. Autor wydawnictw książkowych o grach oraz organizator koncertów. Pasjonat muzyki, kina i literatury.

Kontynuuj czytanie
Kliknij, by skomentować

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Testy

TEST: Divoom Macchiato

Czy brzmienie tego przenośnego głośnika rozbudzi nas tak samo jak dobra kawa?

Opublikowane

dnia

Głośniki Bluetooth przestały być jedynie sposobem na niedrogie nagłośnienie imprezy, a stały się designerskim gadżetem. Na rynku pojawia się coraz więcej modeli, które wyglądają jak stworzone z myślą o efektownych fotkach na Instagram. Spójrzmy chociażby na Divoom Macchiato – uroczy, superkompaktowy sprzęt w vintage’owym stylu. Czy jego brzmienie dorównuje urzekającemu wzornictwu?

(więcej…)

Werdykt

NASZYM ZDANIEM…

Divoom Macchiato to właściwie gotowy pomysł na prezent, który możesz sprawić znajomym Instagramowiczom… lub sobie.

Wynik
84

Plusy

Vintage’owa stylistyka połączona z wysoką jakością wykonania. Głośnik gra mocno i czysto. Pojemna bateria.

Minusy

Odczepiana antena FM, która może ulec uszkodzeniu w transporcie. Brak NFC.

Kontynuuj czytanie

Testy

TEST: Canon EOS RP

Duża matryca, dużo funkcji, wysoka jakość zdjęć – czyżbyśmy mieli do czynienia z bezkompromisowym aparatem?

Opublikowane

dnia

 Aparaty bezlusterkowe coraz częściej trafiają w ręce zawodowych fotografów. Nic w tym dziwnego – wraz z rozwojem technologii zaczynają one dorównywać lustrzankom pod względem możliwości, a niekiedy nawet je przewyższać. Gdy połączymy to z ich poręczną konstrukcją, otrzymujemy aparaty idealne dla podróżników. Canon EOS RP to właśnie taki „bezlusterkowiec na sterydach” – superlekki sprzęt wyposażony w pełnoklatkową matrycę w (relatywnie) niskiej cenie.

Pełen wypas

Zacznijmy od krótkiego wyjaśnienia, czym jest owa „pełna klatka” i po co właściwie wybierać aparaty z taką matrycą. Jej sekret leży w rozmiarze – im większa powierzchnia matrycy, tym więcej światła może ona przyjąć, co skutkuje ostrzejszymi i jaśniejszymi zdjęciami. Kolejną zaletą tego formatu jest fakt, że nie obcina on ujęcia. Mniejsze matryce, na przykład popularne w bezlusterkowych aparatach APS-C, nie pokazują nam całego pola widzenia obiektywu. W ich przypadku przycięcie (profesjonalnie nazywane mnożnikiem ogniskowej) wynosi około 1,5x, co oznacza, że gdy skorzystamy z obiektywu o ogniskowej 50 mm, będzie on działał jak 75 mm.

Matryce pełnoklatkowe rejestrują natomiast… cóż, pełną klatkę. Ogniskowa 50 mm zachowuje się tutaj jak ogniskowa 50 mm. Daje to fotografowi więcej kontroli nad kompozycją ujęcia, w szczególności podczas pracy z obiektywami szerokokątnymi.

Matryca zastosowana w Canonie EOS RP ma rozdzielczość 26 Mpix i potrafi nagrywać wideo w jakości 4K. Nie ma ona wewnętrznego systemu stabilizacji obrazu – mają go jedynie niektóre kompatybilne z aparatem obiektywy. Nawet jeśli nagramy materiał 4K przy ich pomocy, i tak nie wykorzystamy możliwości, które daje nam pełna klatka, ponieważ kadr jest automatycznie przycinany. W ogóle filmy Ultra HD są najsłabszą stroną EOS RP. Owszem, są one ostre i pełne detali, ale często pojawia się na nich tzw. efekt rolling shutter, czyli zdeformowanie szybko poruszających się obiektów. W rozdzielczości 1080p ten problem nie występuje, ale zawód pozostaje.

Na szczęście aparat nadrabia te braki jakością zdjęć – są one po prostu wspaniałe. Każda fotka pełna była realistycznych, nasyconych kolorów, a automatyczne narzędzie wyboru balansu bieli spełniało swoją rolę bez zarzutu. EOS RP potrafi uchwycić mnóstwo szczegółów nawet wtedy, gdy fotografowane obiekty się poruszają. Równie dobrze wychodzą zdjęcia wykonane w słabych warunkach oświetlenia – to zasługa ustawień redukujących szumy.

Lekko i przyjemnie

Robienie efektownych ujęć jest zresztą bardzo proste. EOS RP waży jedynie 485 g, dzięki czemu nie ma problemów z jego transportem – jest większy od standardowego aparatu bezlusterkowego z matrycą APS-C, ale mniejszy i poręczniejszy od lustrzanki. Dzięki wyprofilowanemu uchwytowi wygodnie korzysta się z niego nawet podczas pracy z dużymi obiektywami, a korpus sprawia wrażenie solidnego.

Elektroniczny wizjer okazał się przyjemnie ostry. Ekran dotykowy można obracać pod różnymi kątami, a aby sfokusować zdjęcie, wystarczy nacisnąć go palcem – 143-punktowy autofokus jest superszybki. Spodobał nam się także tryb śledzenia twarzy, który daje radę nawet w tłumie. W serii zdjęć możemy zrobić maksymalnie pięć ujęć na sekundę, co nie jest najlepszym wynikiem, ale większości użytkowników w zupełności wystarczy. Szkoda tylko, że nie można własnoręcznie wyciszyć migawki – owszem, aparat posiada tryb cichy, ale jego włączenie blokuje kilka funkcji.

W obiektywie

Oczywiście ta wygoda ma także swoje minusy. Format zapisu plików RAW wykorzystywany w EOS RP nie jest wspierany przez Adobe Lightroom czy Photoshopa, więc do ich obróbki potrzebujemy oprogramowania Canona. Kolejnym minusem jest stosunkowo mały wybór kompatybilnych obiektywów. Na razie ukazało się pięć modeli RF, które są niestety dość drogie. Dzięki adapterowi możemy podłączyć do aparatu także starsze i często tańsze obiektywy EF, ale musimy liczyć się z tym, że przytną one obraz. Nie jest to jakaś straszna wada, ale warto o tym pamiętać przed zakupem.

Problemem jest także stosunkowo krótki czas pracy na baterii. Jedno pełne ładowanie wystarczy na jedynie 250 zdjęć, co dla wielu profesjonalistów jest śmieszną wartością. Owszem, można ją wydłużyć za pomocą zapasowych akumulatorów, ale wiążą się one z dodatkowymi kosztami. Mimo tego Canon EOS RP to godny polecenia aparat fotograficzny dla osób szukających najwyższej jakości i wygody.

Specyfikacja

  • Cena 6 600 PLN (korpus z adapterem)
  • Matryca 26,2 Mpix, pełna klatka CMOS 35,9 x 24 mm
  • Procesor obrazu DIGIC 8
  • Mocowanie obiektywu Canon RF
  • Wizjer elektroniczny 0,39 cala OLED, 2,36 mln punktów, powiększenie 0,7x
  • Ekran dotykowy 3 cale LCD, 1,04 mln punktów
  • Wymiary 133 x 85 x 70 mm
  • Waga 440 g

Werdykt

NASZYM ZDANIEM…

Canon EOS RP przypadnie do gustu zarówno profesjonalnym amatorom fotografii, jak i rozmiłowanym w podróżach zawodowcom.

Wynik
82

Plusy

Doskonała jakość zdjęć. Kompaktowa, wytrzymała konstrukcja. Szybki autofokus. Niewysoka cena.

Minusy

Nagrywanie w 4K jest dalekie od ideału. Słaba żywotność na baterii.

Kontynuuj czytanie

Testy

TEST: Netgear Orbi Voice

Tablet z Androidem i inteligentny ekran z Alexą w jednym? Brzmi dobrze, ale jak jest w praktyce?

Opublikowane

dnia

przez

Routery należą do grupy urządzeń, które mimo najszczerszych chęci dość trudno jest zamaskować – w końcu jeśli schowamy je w szafce, ucierpi na tym ich zasięg. Na przeciwnym biegunie znajdują się inteligentne głośniki, stworzone po to, aby je eksponować. Netgear postanowił połączyć oba gadżety w jedno urządzenie. Pomysł niezły, a jak z jego wykonaniem?

(więcej…)

Werdykt

NASZYM ZDANIEM…

Mimo kilku niedociągnięć Orbi Voice to ciekawa propozycja dla osób, które chcą zaopatrzyć swoje domowe zacisze w sieć MESH i towarzystwo Alexy.

Wynik
74

Plusy

Bardzo dobry router MESH, dostarczający stabilnego i szybkiego połączenia. Ciekawy pomysł na połączenie z inteligentnym głośnikiem.

Minusy

Działa tylko w pakiecie z systemem Orbi. Niezbyt dobre brzmienie przy wysokiej głośności. Brak Bluetooth.

Kontynuuj czytanie

Testy

TEST: Creative Outlier Air Sports

Słuchawki prawdziwie bezprzewodowe… i prawdziwie sportowe.

Opublikowane

dnia

Nie zastanawiacie się czasami, jaka przyszłość czeka prawdziwie bezprzewodowe słuchawki? Odejdą one w niepamięć czy wręcz przeciwnie – staną się normą, a ich podstawowe modele będą dostępne za przysłowiowe grosze? Przedsmak przyszłości możemy mieć już dzisiaj w postaci Creative Outlier Air Sports, niedrogich i funkcjonalnych słuchawek dla sportowców. 

(więcej…)

Werdykt

NASZYM ZDANIEM…

W takiej cenie trudno nie skusić się na zakup Outlier Air Sports – to funkcjonalne i praktyczne słuchawki.

Wynik
82

Plusy

Wygodne wkładki do uszu. Pojemna bateria. Bardzo dobry stosunek jakości dźwięku do ceny.

Minusy

Sterowanie i dopasowanie wymagają przyzwyczajenia się. Nieporęczne, duże etui.

Kontynuuj czytanie

Testy

TEST: Huawei MateBook D

Bierzemy pod lupę lekkiego i zaskakująco wydajnego ultrabooka od Huawei.

Opublikowane

dnia

przez

MacBooki zapoczątkowały pewien trend na rynku laptopów – eleganckich, lekkich urządzeń o specyfikacji wystarczającej do komfortowego multitaskingu, doskonale nadających się do mobilnej pracy. Swojej inspiracji komputerami Apple nie kryje Huawei, który niedawno przesłał do naszej redakcji swojego MateBooka D w wersji z procesorem Ryzen 5 2500U. Czy dobrze się nam na nim pracowało?

(więcej…)

Werdykt

NASZYM ZDANIEM…

Ultralekki laptop od Huawei zaskoczy cię swoją wydajnością, jakością wykonania i niewysoką ceną.

Wynik
81

Plusy

Wzorowa wydajność podczas pracy biurowej i multitaskingu. Elegancki design nastawiony na mobilność. Wygodna klawiatura i gładzik.

Minusy

Mała dokładność w odwzorowywaniu barw. Nie nadaje się do gier. Tylko jeden port USB-C.

Kontynuuj czytanie
Reklama

Popularne