DJI przez kilka lat miało tę kategorię niemal na własność. Osmo Pocket 3 pojawiało się na konferencjach, ulicach i w rękach twórców z regularnością AirPodsów, bo rozwiązywało problem, którego klasyczne aparaty nie chciały zauważyć: większość ludzi nie potrzebuje kolejnego korpusu i torby, tylko kamery, którą można wyjąć, włączyć i po chwili mieć płynne ujęcie. Insta360 Luna Ultra wchodzi więc na teren zagospodarowany, ale nie zachowuje się jak lokator proszący o kawałek półki. Przychodzi z dwiema kamerami, odpinanym ekranem i ceną sugerującą, że nie zamierza być tańszą alternatywą.
Konstrukcyjnie pomysł jest znajomy: pionowy korpus, trzyosiowy gimbal i obracany ekran, który pozwala jednym ruchem przejść z poziomu do pionu. Luna jest jednak większa i cięższa od modeli DJI. Waży około 235 g, a przez rozbudowany moduł kamer ma lekko ciężką głowę. Nadal dobrze leży w dłoni, lecz w kieszeni robi się mniej dyskretna, szczególnie po założeniu futerału. Biały wariant wygląda efektownie, choć ma w sobie coś z urządzenia medycznego zaprojektowanego przez ekipę od WALL·E.
Najważniejszy pomysł Insta360 znajduje się niżej. Ekran wraz z joystickiem i przyciskami można odpiąć od korpusu, zamieniając go w bezprzewodowy pilot z podglądem obrazu. Dla osoby filmującej samodzielnie nie jest to gadżet dopisany do prezentacji, tylko funkcja, która usuwa z życia mały rytuał: ustaw aparat, usiądź przed nim, sprawdź kadr, wstań, popraw, wróć, odkryj, że teraz uciąłeś sobie włosy. Z Luną można zdalnie rozpocząć nagrywanie, sterować gimbalem i zmienić ogniskową bez biegania między planem a kamerą. W ekran wbudowano nawet mikrofon, więc da się nagrać głos, stojąc z dala od korpusu.
Producent mówi o zasięgu do 20 metrów, lecz w praktyce stabilność połączenia zależy od otoczenia. Kontroler ma też własny akumulator, choć po wpięciu w korpus oba elementy korzystają z jednego portu USB-C. Dwucalowy OLED jest jasny i przy 1 000 nitów czytelny w słońcu, ale cudów geometrii nie ma: ikony są ciasne, a ocenianie ostrości na tak małej powierzchni przypomina sprawdzanie makijażu w odbiciu czajnika.

Obsługa jest logiczna, choć joystick przy wolnych panoramach potrafi lekko szarpnąć. Śledzenie działa znacznie pewniej. Najlepiej radzi sobie z ludźmi, ale utrzyma w kadrze także zwierzę lub inny wybrany obiekt. Podczas samotnego nagrywania okazuje się to bardziej użyteczne niż połowa funkcji opisanych słowem „AI”.
Drugi znak rozpoznawczy Luny to para obiektywów. Główna kamera wykorzystuje jednocalowy sensor, jasność f/1,8 i ekwiwalent 20 mm, więc dobrze sprawdza się we vlogach, podróży i wnętrzach. Druga ma sensor 1/1,3 cala, f/2 i ogniskową odpowiadającą 60 mm. Teleobiektyw daje przyjemniejszą perspektywę przy portretach i zdjęciach produktów, lepiej oddziela temat od tła i sprawia, że filiżanka kawy może wyglądać jak rekwizyt z kampanii luksusowej marki, nawet jeśli stoi na stole z laminatu.
Zakres sięga cyfrowo do 12×, ale rozsądek kończy się wcześniej. Przy maksymalnym powiększeniu rośnie ilość szumu i spada naturalność detali. Znacznie ciekawsze są okolice 3× i 6×, pozwalające nagrywać koncert, architekturę czy detale krajobrazu bez wchodzenia komuś na scenę albo balkon. Autofokus zwykle działa dobrze, choć przy zoomowaniu i małych obiektach potrafi się zawahać. Poza ujęciami z bardzo małej odległości gimbal spisuje się znakomicie, wygładzając chód i ruch ręki bez cyfrowego pływania obrazu.
Luna nagrywa 8K przy 30 kl./s i 4K przy 120 kl./s, choć pionowy tryb natywnie kończy się na 3K. 8K daje dużo szczegółów i zapas do kadrowania, ale generuje większe pliki, mocniej grzeje kamerę i nie zawsze jest najlepszym wyborem. 4K pozostaje rozsądniejszym środkiem ciężkości: obraz jest ostry, pliki łatwiejsze do przełknięcia, a przy 120 kl./s można uzyskać efektowne zwolnienia. Wbudowane 47 GB pamięci wystarcza mniej więcej na godzinę 4K/60, więc ratuje sytuację, gdy karta została w czytniku, ale na dłuższy wyjazd microSD nadal jest obowiązkowa.
Jakość obrazu należy do najmocniejszych stron kamery. W dzień główny sensor daje szczegółowy, czysty materiał, a teleobiektyw nie wygląda jak awaryjny moduł doczepiony tylko po to, by dobrze prezentować się na pudełku. Przy ostrym słońcu łatwiej jednak przepalić jasne partie, dlatego uwaga przy ekspozycji albo filtry ND potrafią zrobić większą różnicę niż kolejny tryb automatyczny. Nocą pomaga PureVideo. Efekty są naturalne, z rozsądnym poziomem szumu, choć laboratoryjne pomiary pokazują, że w I-Logu kamera nie daje aż tak dużej swobody w ratowaniu ekspozycji, jak sugerują marketingowe deklaracje.

Do wyboru jest 10-bitowy I-Log, Dolby Vision i zestaw profili przygotowanych z Leicą. Te ostatnie bywają przyjemne, zwłaszcza gdy materiał ma od razu trafić do internetu, choć nie działają we wszystkich trybach, między innymi przy 4K/120. I-Log daje większą kontrolę nad kolorem, lecz nie zamienia Luny w kamerę kinową. To nadal kompaktowy sprzęt, a nie magiczne pudełko, które z parkingu pod supermarketem zrobi kadr Rogera Deakinsa.
Wbudowane mikrofony wystarczają do prostych vlogów, ale wiatr szybko przypomina, dlaczego istnieją zewnętrzne nadajniki. Insta360 Mic Pro poprawia czytelność głosu, choć jest częścią droższego zestawu Creator. Standardowa bateria w testach zapewniała około 130 minut w 4K/60 i 150 minut w 4K/24. Kamera wyraźnie się nagrzewa, a w wymagających trybach potrafi zgłosić przegrzanie, lecz przy krótszych ujęciach nie paraliżuje to pracy.
Zdjęcia są dodatkiem, ale nie takim, który dodano w piątek przed zamknięciem projektu. Standardowo mają 9 MP, tryb UltraPhoto oferuje 37 MP, są pliki DNG i panoramy. W dobrym świetle rezultaty są przyjemne, lecz brak regulowanej przysłony i współpracy z lampami sprawia, że Luna aparatu fotograficznego nie zastąpi.
Nie jest też kamerą sportową. Brakuje uszczelnień, gimbal nie lubi upadków, a lekki deszcz powinien być raczej sygnałem do schowania sprzętu niż okazją do testowania charakteru producenta. Kamera wymaga ponadto aktywacji przez aplikację, co jest irytującym zwyczajem współczesnej elektroniki: kupujesz sprzęt, lecz najpierw musisz udowodnić telefonowi, że naprawdę go posiadasz.
Luna Ultra kosztuje 3 150 PLN w podstawowym zestawie, więc trudno nazwać ją impulsywnym zakupem. To sprzęt dla osób, które naprawdę filmują, a nie tylko lubią wyobrażać sobie siebie jako twórców podczas przeglądania akcesoriów. W zamian dostają jednak kamerę bardziej wszechstronną niż model z jednym obiektywem i znacznie wygodniejszą od aparatu z gimbalem. Nie zastąpi pełnoklatkowego korpusu tam, gdzie liczy się najwyższa jakość i wymienna optyka, lecz w wielu codziennych sytuacjach wygra samym faktem, że będzie pod ręką, zanim większy zestaw zdąży opuścić torbę.
Specyfikacja
- CENA Od 3 149 PLN
- MATRYCE 1 cal + 1/1,3 cala
- OBIEKTYWY 20 mm f/1,8 + 60 mm f/2
- WIDEO 8K/30 kl./s, 4K/120 kl./s
- STABILIZACJA trzyosiowy gimbal
- EKRAN 2 cale OLED, 1 000 nitów, odpinany
- PAMIĘĆ 47 GB + microSD do 1 TB
- BATERIA 1 550 mAh, ok. 130 min w 4K/60
- WYMIARY 17 × 5,1 × 3,8 cm
- WAGA 235 g

Werdykt
NASZYM ZDANIEM
Luna Ultra nie zabija klasycznego aparatu, ale robi coś znacznie groźniejszego – sprawia, że coraz rzadziej chce się go wyjmować z torby.
Plusy
Dwa naprawdę użyteczne obiektywy. Odpinany ekran z pełnym sterowaniem. Znakomita stabilizacja i śledzenie. Bardzo dobra jakość obrazu w dzień i po zmroku. 47 GB pamięci wewnętrznej.
Minusy
Wysoka cena. Brak uszczelnień. Nagrzewanie w wymagających trybach.



