Połącz się z nami

Gaming

RECENZJA: Crash Bandicoot 4: Najwyższy czas

Najnowsza wyprawa w towarzystwie sympatycznego torbacza.

Pamiętam, że jedną z największych tajemnic mojej gamingowej młodości była kwestia gatunkowej przynależności Crasha. Osobom, które nie zagłębiały się w ten temat, wyjaśniam: nasz bohater to jamraj pręgowany, wojownicze zwierzątko prowadzące zbieracki tryb życia. To w sumie niezły opis najnowszej części Crash Bandicoot, która udowadnia, że da się robić klasyczne platformówki, które będą przystępne dla nowych graczy i ciekawe dla weteranów gatunku. 

Długo wyczekiwana odsłona przygód sympatycznego torbacza rozpoczyna się przysłowiowym trzęsieniem ziemi. Największe szwarccharaktery uniwersum, Neo Cortex, N. Tropy i Uka Uka, łączą siły, by wydostać się z więzienia, w którym zostali zamknięci na końcu trzeciej części, Warped. Jedyną drogę ucieczki stanowi czasoprzestrzenna wyrwa, będąca także kluczem do zapanowania nie tylko nad światem, ale także wszystkimi wymiarami multiwersum. Zadanie przywrócenia równowagi spocznie oczywiście na barkach Crasha i jego siostry Coco, którzy wyruszają na poszukiwania Kwantowych Masek – tajemniczych artefaktów mogących pokrzyżować plany złoczyńców. Wyprawa zabierze ich w najdziwniejsze zakątki czasoprzestrzeni i pozwoli połączyć siły ze sprzymierzeńcami i dawnymi wrogami. 

Fabuła gry to jak zawsze tylko pretekst do tego, co Crash lubi najbardziej, czyli skakania, wirowania niczym tornado i zbierania hurtowych ilości owoców wumpa. Bohater wspina się po linach, unika ataków wrogów i wszechobecnych pułapek, ucieka przed wrogami oraz toczącymi się kamieniami, przeskakuje po zapadających się platformach – klasyka gatunku. 

W najnowszej części rozgrywka jest zróżnicowana i pełna niespodzianek: oprócz elementów platformowych znajdziemy zręcznościowe przerywniki, etapy czasowe a nawet proste łamigłówki; każdy duży segment został także zwieńczony szaloną potyczką z bossem. Wraz z postępem rozgrywki Crash, Coco i inni bohaterowie zyskują nowe umiejętności, nadane im przez wspomniane już kwantowe maski: pierwsza z nich pozwala odkrywać niewidoczne elementy mapy, a kolejna – unosić się w powietrzu przez długi czas. 

Niezwykle ważnym elementem rozgrywki jest rozbijanie skrzynek oraz zbieranie owoców i klejnotów (te ostatnie wymienimy na skórki postaci): gdy uda nam się odkryć wszystkie sekrety poziomu, zostaniemy nagrodzeni idealnymi reliktami, dodatkowymi kryształami i możliwością odblokowania kolejnych wyzwań. 

Poziom trudności w Najwyższym czasie rośnie z każdą kolejną mapą, podobnie jak w klasycznej trylogii. Gra jest wymagająca, ale sprawiedliwa: nowe przeszkody wprowadzane są stopniowo, dając nam możliwość zapoznania się z nimi i opracowania strategii ich pokonywania. Późniejsze levele nie zostawiają jednak na graczu suchej nitki: niejednokrotnie zdarzało się, że Crash musiał skakać po znikających platformach, jednocześnie unikając dystansowych ciosów przeciwników i rozbijając skrzynki w owocami w taki sposób, by przez przypadek nie wysadzić ich w powietrze za pomocą Nitro… Dość powiedzieć, że do niektórych poziomów podchodziłem kilkanaście razy, za każdym razem siarczyście przeklinając. Na prawdziwie hardkorowych graczy czeka także tryb retro, w którym po utracie wszystkich żyć, musimy zaczynać cały poziom od nowa. 

Odpowiedzialne za grę studio Toys for Bob ma na koncie także remake oryginalnej trylogii Crash Bandicoot i Spyro Reignited, więc kreskówkowa, wesoła oprawa graficzna może wydawać się nam znana. Najwyższy czas jest prześlicznie animowany, wypełniony płynnymi efektami specjalnymi i dopracowanymi modelami postaci, które otrzymały odświeżony, współczesny design. Dobre wrażenie zrobiły na mnie także zróżnicowane mapy i ścieżka dźwiękowa z motywami z oryginalnej trylogii. 

Crash Bandicoot 4 bez wątpienia dostarczy sporo satysfakcji zarówno oddanym fanom najszybszego torbacza świata, jak i osobom, które dotychczas nie miały styczności z serią.

Od czasów remastera Crash i Coco wzięli się za siebie i odwiedzili jakiegoś niezłego stylistę – nowe projekty postaci są naprawdę fajne.

Doktor Neo Cortex nie ustaje w próbach zawładnięcia światem… no, wszystkimi światami.

Werdykt

84

NASZYM ZDANIEM...

Sympatyczny jamraj powraca w chwale – właśnie na takie gry czekają fani platformówek na całym świecie.

Plusy

Zróżnicowana, wymagająca rozgrywka. Błyskotliwe żarty i dialogi. Mnóstwo zawartości do odblokowania.

Minusy

Dla niektórych graczy może być zbyt hardkorowa. Na słabszych wersjach konsol potrafi klatkować.

Następne:

RECENZJA: FIFA 21

Nie przegap:

TEST: Audeze Penrose

Autor:

Dobry duch i woda na młyn naszej redakcji. Pilnuje terminów, buduje treści i tworzy layout magazynu. Czasami też znajduje czas na filiżankę kawy, bez której nie wyobraża sobie życia.

Kliknij, by skomentować

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Popularne

HTC XR suite – produktywność przyszłości

Publikacje

Hyundai prezentuje nową platformę dla aut elektrycznych

Newsy

Snapdragon 888 – nowy flagowy procesor od Qualcomm

Newsy

TEST: TP-Link Deco S4

Testy

Połącz
Newsletter

Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!