Nowe sceny świetlne Nanoleaf inspirowane dodatkiem Diablo IV: Lord of Hatred mają zamienić gamingowy setup w małe prywatne Sanktuarium. Bez miecza na ścianie, ale z czerwienią piekła, chłodem niebios i światłem reagującym na to, co dzieje się w grze.
Gamingowy setup dawno przestał być tylko biurkiem, monitorem i krzesłem, na którym kręgosłup prowadzi cichą wojnę z ambicją gracza. Dziś to coraz częściej mała scena – trochę centrum dowodzenia, trochę jaskinia, trochę próba udowodnienia światu, że RGB może mieć jednak sens. Nanoleaf przypomina o tym przy okazji Diablo IV: Lord of Hatred, przygotowując zestaw scen świetlnych inspirowanych światem Sanktuarium.
Pomysł jest prosty: światło ma nie tylko świecić, ale dopowiadać atmosferę gry. W przypadku Diablo to szczególnie wdzięczny temat, bo trudno wyobrazić sobie serię bardziej zbudowaną z mroku, czerwieni, płomieni i poczucia, że za rogiem wydarzy się coś bardzo złego. Nanoleaf proponuje więc sceny, które można znaleźć na stronie Discover w aplikacji marki: „Diablo IV Lord of Hatred”, „Diablo IV The Paladin” oraz „Diablo IV The Warlock”.
Pierwsza idzie w oczywistą, ale skuteczną stronę – głęboką czerwień i klimat piekielnego żaru, czyli estetykę Mephista bez konieczności podpisywania żadnego podejrzanego kontraktu. „The Paladin” ma z kolei rozświetlić pokój chłodniejszymi, jaśniejszymi tonami inspirowanymi boską stroną konfliktu. „The Warlock” stawia na pulsujące czerwienie i reakcję na dźwięk przez funkcję Rhythm, dzięki czemu pokój może odpowiadać na chaos walki, zaklęcia i całą tę przyjemną kakofonię, po której człowiek mówi sobie „jeszcze jeden dungeon” i nagle robi się 2:17 w nocy.

Nanoleaf sugeruje też, jak zbudować cały setup wokół gry. 4D V2 może działać jako podświetlenie za ekranem i przez Screen Mirror przenosić kolory z monitora na ścianę w czasie rzeczywistym. Shapes mają rozbudować efekt na większej powierzchni, tworząc modularne świetlne tło, a Desk Dock Pegboard może podświetlać biurkowy ekwipunek – ten prawdziwy, czyli słuchawki, pady, kable i inne rzeczy, które zawsze „na chwilę” lądują obok klawiatury.
Ciekawie wypada także funkcja Magic Scenes. Zamiast ręcznie ustawiać kolory i animacje, można wpisać nastrój, na przykład „Angelic Fortress” albo „Demonic Ritual”, a system wygeneruje odpowiednią scenę świetlną. Brzmi jak drobiazg, ale to właśnie takie drobiazgi decydują o tym, czy inteligentne oświetlenie jest gadżetem, którym bawimy się przez dwa wieczory, czy elementem pokoju, do którego naprawdę wracamy.
Nanoleaf wspomina również o integracji z Overwolf, która pozwala światłu reagować na intensywność rozgrywki. W praktyce oznacza to, że pokój może zmieniać się razem z tym, co dzieje się na ekranie – inaczej podczas spokojnej eksploracji, inaczej w trakcie walki, gdy gra przypomina, że relaks przy Diablo jest pojęciem dość umownym.
Całość jest oczywiście częścią współpracy z Blizzard Entertainment i dotyczy dodatku Diablo IV: Lord of Hatred. Nanoleaf przypomina też o konkursie związanym z projektem, prowadzonym do 20 maja. Najważniejsze jest jednak coś innego: to kolejny przykład tego, że gamingowe akcesoria coraz rzadziej próbują tylko „wyglądać gamingowo”, a coraz częściej chcą współtworzyć doświadczenie. Czasem przesadnie, czasem bardzo efektownie. W przypadku Diablo trudno jednak udawać, że mrok na ścianie nie robi roboty.



