Baseus przez lata dorobił się dość konkretnej pozycji w kategorii, którą większość użytkowników zauważa dopiero wtedy, gdy coś przestaje działać. Ładowarki, powerbanki, kable, stacje dokujące – rzeczy mało romantyczne, ale absolutnie codzienne. Na spotkaniu prasowym marka przypomniała jednak, że jej ambicje coraz wyraźniej wychodzą poza szufladę z akcesoriami. I że jeśli do tej pory Baseus kojarzył się głównie z energią, teraz chce coraz mocniej kojarzyć się także z dźwiękiem.
Skala oczywiście pomaga w budowaniu takiej narracji. Firma działa od 2011 roku, jest obecna w ponad 100 krajach i regionach, deklaruje ponad 300 milionów użytkowników na świecie oraz współpracę z ponad 500 partnerami handlowymi. W Polsce również nie jest już egzotycznym logotypem z półki marketplace’u – jak zaznacza Jack Liu, globalny PR Manager Baseus, według danych sprzedażowych w 2024 roku sprzedano u nas ponad 3,64 mln urządzeń Baseus, a co czwarte gospodarstwo domowe ma posiadać przynajmniej jeden produkt tej marki. W ładowaniu Baseus mówi wręcz o pozycji lidera, z około 35-procentowym udziałem w polskim rynku. To nie jest już więc opowieść o firmie, która puka do drzwi. Raczej o takiej, która zdążyła wejść do domu razem z ładowarką do telefonu, powerbankiem na wyjazd i kablem, którego nikt nie oddał właścicielowi.

Najciekawszy fragment spotkania dotyczył jednak audio. Baseus rozwija tę kategorię znacznie bardziej świadomie niż mogłoby się wydawać po marce kojarzonej z szybkim ładowaniem. Seria Inspire, przygotowana we współpracy z Bose, ma być tego najlepszym przykładem. W gamie znalazły się nauszne Inspire XH1, dokanałowe Inspire XP1 oraz otwarte Inspire XC1 – wszystkie z dopiskiem „Sound by Bose”, ale każda celująca w trochę inny sposób słuchania. Jedne mają izolować od świata w podróży, drugie sprawdzić się w codziennym rytmie pracy i miasta, trzecie zostawić ucho otwarte na otoczenie, czyli na kuriera, rowerzystę, komunikat na lotnisku albo własne wyrzuty sumienia po zbyt długim scrollowaniu.
Baseus podkreśla też, że seria Inspire jest teraz dostępna w pełnej gamie kolorów, co w świecie słuchawek ma większe znaczenie, niż lubimy przyznawać. Sprzęt audio dawno przestał być tylko narzędziem do odtwarzania muzyki. To część ubrania, biurka, torby, porannej rutyny i tego małego prywatnego azylu, który tworzymy między jednym spotkaniem a drugim. Dlatego kolor nie jest tu wyłącznie dodatkiem z katalogu. Jest sposobem na to, żeby technologia trochę mniej wyglądała jak sprzęt, a trochę bardziej jak rzecz, z którą naprawdę chce się żyć.

Ważny był też sygnał, że współpraca z Bose nie kończy się na obecnej serii. Baseus mówi o audio jak o jednym z filarów dalszego rozwoju, obok ładowania i szeroko rozumianych akcesoriów mobilnych. I to może być najciekawsze w całej tej historii. Bo jeśli marka, która urosła na zasilaniu naszych urządzeń, zaczyna poważnie inwestować w to, jak te urządzenia mają brzmieć, to znaczy, że chce przesunąć się bliżej użytkownika. Nie tylko do gniazdka. Do ucha, kieszeni i codzienności.



