Obecność większości marek na targach łatwo przewidzieć jeszcze przed wejściem do hali. Ekrany będą większe, odkurzanie bardziej autonomiczne, sztuczna inteligencja zostanie wsadzona w kolejne miejsce, w którym jeszcze rok temu nikomu jej specjalnie nie brakowało. Baseus ma trudniejsze zadanie. Bo jak zrobić premierę rzeczy, których największą zaletą jest zwykle to, że podczas używania przestajemy o nich myśleć?
Po premierze w Berlinie właśnie to wydaje się jednak najciekawsze.
IFA jest miejscem szczególnym. Messe Berlin potrafi człowieka przekonać, że od ładowarki do ekspresu do kawy prowadzi droga wymagająca mapy, dobrych butów i lekkiego przygotowania psychicznego. W halach miesza się zapach kawy, plastiku nowych urządzeń i jedzenia kupowanego w biegu, a ludzie z identyfikatorami na szyjach przemieszczają się pomiędzy stoiskami jak uczestnicy technologicznej gry RPG. Co kilkadziesiąt metrów ktoś właśnie zmienia przyszłość. Przynajmniej według napisu nad jego stoiskiem.
Baseus ulokował się w hali 4.2, w części poświęconej komunikacji i urządzeniom mobilnym. I może właśnie w takim otoczeniu najlepiej widać, jak bardzo zmieniła się ta marka. Jeszcze niedawno pierwszym skojarzeniem były kabel USB-C, ładowarka albo powerbank kupowany przed wyjazdem, bo poprzedni został w hotelu w Barcelonie. Dzisiaj obok ładowarek leżą słuchawki, a granica między producentem akcesoriów a marką elektroniki użytkowej robi się coraz mniej wyraźna.
Najbardziej wdzięcznym symbolem tej zmiany była kolekcja Dark Cherry. Głęboka, ciemna czerwień pojawiła się na ładowarkach, powerbankach, kablach i słuchawkach, tworząc coś, czego kilka lat temu raczej nie oczekiwalibyśmy od producenta przewodów: spójną estetykę. Trudno przy tym nie zauważyć momentu premiery – zaledwie kilka dni przed kolejnym wrześniowym wydarzeniem Apple. W centrum kolekcji znalazła się niewielka, trzyportowa ładowarka PicoGo Pro AH22 o mocy 100 W z ekranem, a obok magnetyczny powerbank PicoGo AM52 o pojemności 10 000 mAh i lżejszy PicoGo Air 5000 mAh.
Dark Cherry dostało jednak w Berlinie jeszcze jeden, ważny element. Baseus pokazał w tym kolorze słuchawki Inspire XC1, zaprojektowane wspólnie z Bose i oznaczone Sound by Bose. Same XC1 nie są nowym modelem – nowa jest ich wiśniowa odsłona. I paradoksalnie to właśnie zmiana koloru najlepiej tłumaczy, o co chodzi w całej kolekcji.
Baseus nie stworzył bowiem ładowarki, dwóch powerbanków, kabla i słuchawek, które przypadkiem występują w tym samym odcieniu. Stworzył z nich zestaw. Taki, który rano wrzuca się do torby i zabiera do pracy albo szkoły, później na spotkanie, do pociągu, samolotu czy kawiarni, w której przez godzinę udajemy, że naprawdę da się wygodnie pracować przy stoliku wielkości talerza. Słuchawki dają muzykę i rozmowy, powerbank energię w drodze, ładowarka czeka na pierwsze dostępne gniazdko, a kabel – jak to kabel – okazuje się najmniej interesującym elementem zestawu dokładnie do chwili, w której go zabraknie.
I chyba właśnie w tym Dark Cherry Collection jest ciekawsza niż suma tworzących ją produktów. Baseus próbuje sprzedawać już nie pojedyncze akcesoria, lecz cały mały ekosystem rzeczy potrzebnych człowiekowi, który większość dnia spędza pomiędzy jednym miejscem a drugim. Przy okazji wszystkie wyglądają tak, jakby rzeczywiście miały znaleźć się w jednej torbie.
Można oczywiście przewrócić oczami. Kolorowa ładowarka pozostaje ładowarką. Tyle że właśnie takie drobiazgi dobrze pokazują, gdzie znalazła się elektronika użytkowa w 2026 roku. Większość z nas nie potrzebuje już rewolucji w kablu. Chcemy, żeby był krótki albo długi dokładnie wtedy, kiedy trzeba, żeby ładowarka nie zajmowała połowy listwy pod biurkiem i żeby powerbank nie wyglądał jak element wyposażenia wojskowego z początku wieku. Technologia codzienna stała się trochę jak zegarek czy okulary. Nadal ma działać, ale skoro patrzymy na nią kilkadziesiąt razy dziennie, może przy okazji nie być brzydka.
Jeszcze bardziej „wyjazdowym” urządzeniem okazał się PicoGo Mix AT51. To jedna z tych rzeczy, których sens staje się znacznie bardziej oczywisty po dwóch dniach życia z walizką niż podczas studiowania specyfikacji w internecie. W jednej obudowie Baseus zamknął powerbank 10 000 mAh, ładowanie do 67 W, dwa przewody oraz adaptery pozwalające korzystać ze standardów gniazdek spotykanych w Europie, Wielkiej Brytanii, USA i Japonii.
Na wyjeździe prasowym takie urządzenie przestaje być gadżetem. Staje się odpowiedzią na jedno z podstawowych pytań współczesnej turystyki: „gdzie jest moje przejście?”. USB-A na USB-C, USB-C na USB-C, brytyjskie gniazdko, europejska ładowarka, telefon mający 17 procent baterii i laptop, który właśnie przypomniał sobie o aktualizacji. Człowiek jest podobno najbardziej rozwiniętym gatunkiem na Ziemi, a mimo to znaczną część podróży spędza na poszukiwaniu kawałka plastiku pozwalającego podłączyć jeden kawałek plastiku do drugiego. Jeśli AT51 rzeczywiście potrafi ograniczyć tę część życia, będzie to postęp wystarczająco duży.
Jeszcze kilka lat temu granice pomiędzy kategoriami elektroniki były dość czytelne. Firma od ładowarek robiła ładowarki, producent słuchawek robił słuchawki. Dziś wszyscy próbują budować własne małe ekosystemy. Baseus również, ale robi to od strony rzeczy stosunkowo mało spektakularnych. Prądu w torbie. Muzyki podczas spaceru. Drobiazgów, o których nie myślimy, dopóki któregoś z nich nagle nie zabraknie.
Na targach, na których co chwilę ktoś próbuje pokazać urządzenie mające zmienić nasze życie, może to nawet działać na korzyść marki. Bo po powrocie z Berlina człowiek szybko zapomina o połowie futurystycznych demonstracji. Nadal jednak musi naładować telefon.
I dobrze, jeśli pamięta, gdzie położył kabel.



