Kwiecień w PlayStation Plus nie próbuje nikogo przekrzyczeć – raczej spokojnie rozkłada akcenty. Są trzy tytuły, które celują w różne nastroje: cięższe granie wieczorem, powrót do klasyki i coś, co najlepiej działa, kiedy obok siedzi drugi pad (albo dziewiętnastu innych graczy online).
Od 7 kwietnia do 4 maja subskrybenci mogą dodać do biblioteki Lords of the Fallen, Tomb Raider I–III Remastered oraz Sword Art Online Fractured Daydream.
Najbardziej wymagające z tego zestawu jest Lords of the Fallen. Gra rozgrywa się równolegle w świecie żywych i umarłych, a przechodzenie między nimi to nie trik, tylko podstawa zabawy. Mapa jest wyraźnie większa niż w oryginale – i czuć to nie tylko w kilometrach, ale też w tempie odkrywania. Do wyboru jest dziewięć klas, setki broni i system walki, który nie wybacza pośpiechu. Jeśli ktoś lubi moment, w którym po kilku nieudanych próbach nagle „klika” – tu będzie miał takich chwil sporo.
Na drugim biegunie leży Tomb Raider I–III Remastered. To pakiet, który działa trochę jak stary album ze zdjęciami – można go oglądać w nowej jakości, ale w każdej chwili wrócić do oryginalnej oprawy. W zestawie są trzy pierwsze części wraz z dodatkami i sekretnymi poziomami, a także tryb wyzwań, który zachęca do ponownego przechodzenia znanych lokacji. Nowe stroje Lary to raczej ciekawostka niż powód, żeby wracać – prawdziwą siłą jest tu sam rytm tych gier, dziś już rzadki.



Trzeci tytuł, Sword Art Online Fractured Daydream, celuje w kooperację. System Galaxia miesza wydarzenia w czasie i przestrzeni, co fabularnie daje pretekst do zebrania postaci z różnych wątków. W praktyce chodzi o wspólne przygotowanie się do walk – do 20 graczy, podzielonych na pięcioosobowe drużyny. To gra, która najbardziej odsłania się wtedy, gdy ktoś bierze odpowiedzialność za swoją rolę, a reszta faktycznie współpracuje.
Jeśli jeszcze nie zamknąłeś marca, jest ostatnia chwila. Do 6 kwietnia można dodać do biblioteki m.in. Monster Hunter Rise czy The Elder Scrolls Online Collection: Gold Road. Potem znikają z oferty – i jak to zwykle bywa, przypominają o sobie dopiero wtedy, gdy już ich nie ma.



