Po latach silikonowego uszczelniania kanałów usznych, aktywnej redukcji hałasu i obietnic „odcięcia się od świata”, przyszła moda na słyszenie wszystkiego naraz: muzyki, ulicy, ludzi, życia. Sony doskonale to wyczuwa i LinkBuds Clip są kolejnym, bardzo świadomym krokiem w tym kierunku.
Zacznijmy od formy, bo ta jest wyjątkowo „made by Sony”. Cztery wersje kolorystyczne – od czerni, przez modny beż, po zieleń i lawendę – wykończono na wysoki połysk, który wygląda bardziej jak biżuteria niż sprzęt sportowy. Charakterystyczny, elastyczny pałąk w kształcie litery C łączy kulistą część z przetwornikiem, a całość jest zaskakująco komfortowa. Na moich średniej wielkości uszach słuchawki trzymały się pewnie i wygodnie, choć osoby z większymi małżowinami mogą mieć inne odczucia. Sony dorzuca jednak silikonowe nakładki poprawiające dopasowanie, co jest miłym ukłonem w stronę anatomii, która rzadko bywa „jednym rozmiarem dla wszystkich”.
Noszenie ich wymaga chwili cierpliwości. Im bliżej kanału słuchowego znajdzie się przetwornik, tym lepszy bas, ale też mniejszy komfort. Na szczęście gładka powierzchnia pozwala łatwo korygować pozycję słuchawek na uchu, więc po kilku dniach robi się to niemal odruchowo.
Etui jest kompaktowe, estetyczne i… przewidywalne. Dokładnie takie samo jak w innych LinkBudsach, bez ładowania bezprzewodowego, za to z opcjonalnymi, płatnymi coverami. W tej cenie brak Qi boli bardziej niż brak basu w niektórych utworach.
A skoro o dźwięku mowa: LinkBuds Clip grają dobrze, ale nie wybitnie. I to jest uczciwa diagnoza całej kategorii. Żadne słuchawki clip-on nie brzmią „audiofilsko” i Sony nie próbuje nawet udawać, że jest inaczej. Brzmienie jest otwarte, naturalne, przyjemnie zbalansowane, z nieco cofniętym basem, ale dobrą klarownością. Do spacerów, pracy, podcastów i muzyki w tle – więcej niż wystarczające. Do krytycznego odsłuchu? Absolutnie nie.
Na tle konkurencji Sony wypada jednak solidnie. LinkBuds Clip grają naturalniej niż Shokz OpenDots One czy Baseus Inspire XC1, choć różnice są subtelne i raczej nie uzasadniają sporej różnicy w cenie. Pomaga rozbudowana aplikacja Sony z korektorem, DSEE i trybami ograniczania wycieku dźwięku, choć każdy z nich jest kolejnym kompromisem między jakością a funkcjonalnością.
Są za to dwa obszary, w których Sony naprawdę błyszczy. Pierwszy to bateria – do 9 godzin na jednym ładowaniu i niemal 30 godzin z etui to bardzo dobry wynik. Drugi to rozmowy głosowe. LinkBuds Clip wchodzą na poziom, którego się nie spodziewałem. Dzięki połączeniu mikrofonów, czujnika przewodnictwa kostnego i algorytmów AI, słuchawki radzą sobie znakomicie z separacją głosu od hałasu. Testy na ruchliwych ulicach i przy wietrze – nawet obok pracującej śmieciarki – wypadły imponująco.
Sterowanie dotykowe pozostaje najsłabszym elementem układanki. Wielokrotne stukanie w konkretny punkt pałąka działa, ale nie zawsze i nie wszędzie. IPX4 daje spokój ducha przy deszczu i pocie, ale ergonomia sterowania nie nadąża za sportowymi ambicjami.
Ostatecznie LinkBuds Clip to bardzo „dorosły” produkt. Spokojny, przemyślany, pozbawiony fajerwerków, ale solidny w tym, co robi najlepiej. Problemem jest cena, która każe zastanowić się nad ich zakupem. Gdyby kosztowały wyraźnie mniej, mówilibyśmy o jednej z ciekawszych propozycji w segmencie open. W tej cenie to sprzęt dla aktywnych użytkowników, dla których wygoda liczy się bardziej niż perfekcja dźwięku.
Specyfikacja
- CENA 799 PLN
- BLUETOOTH 5.3
- KODEK SBC, AAC
- CZAS PRACY 9 h (z etui do 28 h)
- WAGA 6,4 g
Werdykt
NASZYM ZDANIEM
LinkBuds Clip to jak dobrze skrojony strój na jogging – świetna jakość i wygoda, ale cena sprawia, że musi to być świadomy zakup tego typu konstrukcji.
Plusy
Wygodna konstrukcja i świetne wykończenie. Naturalne, przyjemne brzmienie jak na słuchawki otwarte. Znakomita jakość rozmów. Solidny czas pracy na baterii. Stabilne połączenie i multipoint.
Minusy
Wysoka cena. Brak ładowania bezprzewodowego etui. Mało intuicyjne sterowanie dotykowe.



