Sony od lat ma pewien problem, którego większość producentów elektroniki chętnie by mu pozazdrościła. Robi bardzo dobre OLED-y, a jednocześnie najwyraźniej nie zamierza pogodzić się z myślą, że to właśnie OLED ma być ostatnim słowem w telewizorach premium. BRAVIA 9 II jest więc kolejną próbą udowodnienia, że klasyczne LCD nie powiedziało jeszcze ostatniego słowa. Argumentem Sony jest True RGB, czyli podświetlenie z niezależnie sterowanymi czerwonymi, zielonymi i niebieskimi diodami Mini LED. Brzmi jak temat na konferencję dla inżynierów. Na szczęście efekt widać bez doktoratu.
Pierwsze spotkanie z 65-calową BRAVIĄ 9 II przypomina jednak, że fizyki nie da się wyrzucić z salonu. OLED-y nauczyły nas telewizorów cienkich jak szkicownik, tymczasem Sony jest wyraźnie masywniejszy. Centralna podstawa Mirage Stand wykorzystuje lekko przyciemniony, przezroczysty element, dzięki któremu ekran sprawia wrażenie zawieszonego nad szafką, a przewody znikają z pola widzenia. To pomysł, który na zdjęciach pachnie działem marketingu, a w domu okazuje się po prostu praktyczny. Podstawa zostawia też miejsce na soundbar, co przy testowanym zestawie szybko przestaje być przypadkiem.

Cała zabawa zaczyna się po włączeniu obrazu. W klasycznym Mini LED białe podświetlenie przechodzi przez filtry barwne. Tutaj Sony steruje osobno czerwonym, zielonym i niebieskim światłem, a nad wszystkim czuwa Backlight Master Drive. Ważniejsze od technicznego wykładu jest jednak to, co dzieje się z kolorem. BRAVIA 9 II potrafi wyświetlać bardzo jasne czerwienie, zielenie i błękity bez wrażenia, że wraz ze wzrostem jasności ktoś dolał do farby mleka. Pomiary potwierdzają zresztą znakomitą objętość kolorów w HDR.
I tu Sony zrobiło coś z taką precyzją, czego nie udaje się zrobić innym. Dysponuje technologią, którą łatwo byłoby wykorzystać do sklepowej demonstracji, ustawiając wszystko na jedenaście i zamieniając każdy zachód słońca w finał Eurowizji. Zamiast tego obraz pozostaje zaskakująco spokojny. Skóra wygląda jak skóra, asfalt jak asfalt, a kino nie zaczyna przypominać prezentacji możliwości panelu. Jasność pojawia się tam, gdzie rzeczywiście ma znaczenie: w refleksach, lampach, słońcu, ogniu czy neonach. To połączenie ogromnego zapasu z powściągliwym przetwarzaniem obrazu robi największe wrażenie.
Jeszcze bardziej imponujące jest to, jak blisko Sony podchodzi do terenu tradycyjnie zarezerwowanego dla OLED-a. Czerń jest bardzo głęboka, a lokalne wygaszanie działa na tyle dyskretnie, że przez większość czasu człowiek przestaje się nim interesować. W ciemnym filmie jasny napis czy latarnia na czarnym tle nie są otoczone wielką świetlną aureolą. Pod kątem „halo” staje się łatwiejsze do zauważenia, ale na wprost jest praktycznie niewidoczne.


Za to w jasnym salonie układ sił potrafi się odwrócić. BRAVIA 9 II ma ogromny zapas jasności i bardzo skuteczną powłokę antyrefleksyjną. Nie trzeba urządzać seansu jak rytuału okultystycznego, zasłaniając rolety przy każdym odcinku serialu. Obraz zachowuje energię również w dzień, kolory nie gasną, a odbicia są mocno ograniczone. Sony odpowiada więc OLED-owi prostym pytaniem: dobrze, ale co jeśli o czternastej masz w pokoju trzy okna?
Bardzo mocną stroną pozostaje przetwarzanie obrazu. Materiał wysokiej jakości wygląda spektakularnie, ale trudniejszym sprawdzianem są zwykła telewizja, YouTube i streaming, który chwilami zachowuje się, jakby kompresję wymyślono po to, by karać właścicieli drogich ekranów. XR Clear Image potrafi wygładzić bałagan bez zamieniania wszystkiego w plastik, a ruch jest prowadzony naturalnie. Sony nadal rozumie, że „ostrzej” nie zawsze znaczy „lepiej” i że film nie powinien wyglądać jak transmisja z hali targowej.
Gracze dostają 4K przy 120 Hz, VRR, ALLM i Dolby Vision w trybie gry, a opóźnienia są niskie. Współpraca z PlayStation 5 jest, co raczej nikogo nie zaskoczy, bardzo dobra. Mniej elegancko wygląda liczba pełnopasmowych złączy HDMI 2.1. Są dwa z czterech, przy czym jedno może zostać zajęte przez eARC. Jeśli ktoś ma PS5, Xboxa i soundbar, zaczyna się niewielka gra logiczna, której Sony mogło nam oszczędzić w telewizorze tej klasy.

Google TV jest znajome i bogate w aplikacje, choć pierwszy rozruch nadal potrafi przypominać meldowanie się w hotelu, w którym recepcjonista ma siedem formularzy i bardzo dużo wolnego czasu. Później zostaje już po prostu wygodny system, do którego Sony dokłada własne rozwiązania filmowe i tryby Studio Calibrated.
I właśnie tutaj do rozmowy wchodzą Theatre Bar 7 i Sub 7. Sam telewizor brzmi dobrze jak na telewizor, ale przy takim obrazie szybko pojawia się poczucie, że dźwięk został w tyle. Bar 7 jest smukły, ma układ 5.0.2, dziewięć jednostek głośnikowych, głośniki skierowane ku górze i obsługuje Dolby Atmos oraz DTS:X. 360 Spatial Sound Mapping wykorzystuje fizyczne i wirtualne źródła dźwięku, żeby scena nie kończyła się na długości belki. Efekt nie jest magicznym teleportem do IMAX-a, ale potrafi przekonująco rozciągnąć przestrzeń na boki i nad ekranem, a dialogi pozostają czyste i dobrze osadzone w centrum.

Problem pojawia się na dole pasma. Bar 7 samodzielnie jest uporządkowany i czytelny, lecz brakuje mu masy, której oczekuje się od kina domowego. Dlatego Sub 7 nie brzmi tu jak luksusowy dodatek, ale jak druga połowa zdania. Niewielka, bezprzewodowa skrzynka ze 130-milimetrowym przetwornikiem i mocą 100 W nie próbuje przesuwać fundamentów bloku, tylko daje eksplozjom, muzyce i efektom fizyczność, której sam soundbar nie potrafi wygenerować. Bas jest zwarty i dobrze zszyty z resztą pasma, więc zamiast efektu „oto subwoofer” dostajemy po prostu większą skalę.
To zresztą najlepiej opisuje cały zestaw. BRAVIA 9 II nie próbuje wygrać wojny samą specyfikacją. True RGB daje kolorom jasność i objętość, Sony pilnuje, by nie zamieniły się w kreskówkę, a Bar 7 z Sub 7 dopowiadają obrazowi brakującą przestrzeń i ciężar. Telewizor dopiero przy oglądaniu pod dużym kątem przypomina o swojej LCD-owej naturze – w tej sytuacji OLED zachowuje niezmieniony obraz. Pewnym ograniczeniem są również dwa złącza HDMI 2.1 zamiast coraz częściej spotykanych czterech. Z kolei Bar 7 bez subwoofera może pozostawić niedosyt u miłośników mocnego, głębokiego basu.
Kiedy jednak wszystko działa razem, trudno nie dojść do wniosku, że Sony znalazło własną odpowiedź na pytanie, co powinno nastąpić po Mini LED. Nie „OLED killer”, nie kolejna marketingowa apokalipsa i nie technologia, po której trzeba wyrzucić zeszłoroczny telewizor przez okno. Po prostu jeden z najbardziej przekonujących dowodów, że LCD jeszcze długo nie zamierza zejść ze sceny.
Specyfikacja
- CENA 13 999 PLN (65″ BRAVIA 9 II), 2 699 PLN (BAR 7), 1 399 PLN (SUB 7)
- SONY BRAVIA 9 II XR9 M2 65″
- EKRAN 65″, True RGB LED, 4K, 120 Hz
- HDR Dolby Vision, HDR10, HLG
- GAMING 4K/120 Hz, VRR, ALLM
- ZŁĄCZA 4× HDMI, w tym 2× HDMI 2.1
- SONY BRAVIA THEATRE BAR 7
- SYSTEM 5.0.2, 9 głośników
- DŹWIĘK Dolby Atmos, DTS:X, IMAX Enhanced
- ZŁĄCZA HDMI eARC, HDMI IN
- ŁĄCZNOŚĆ Wi-Fi, Bluetooth, BRAVIA Connect
- WYMIARY 95 × 6,4 × 12,5 cm
- WAGA 4,6 kg
- SONY BRAVIA THEATRE SUB 7
- MOC 100 W
- GŁOŚNIK 130 mm
- ŁĄCZNOŚĆ bezprzewodowa, BRAVIA Connect
- WYMIARY 35,2 × 35,8 × 13,4 cm
- WAGA 6,2 kg

Werdykt
NASZYM ZDANIEM
Sony nie zabiło OLED-a – zrobiło coś ciekawszego: dało LCD bardzo dobry powód, by jeszcze nie schodziło ze sceny, a Bar 7 z Sub 7 dopisały mu właściwą ścieżkę dźwiękową.
Plusy
Fenomenalna jasność i objętość kolorów. Świetne przetwarzanie obrazu. Bardzo dobra praca w jasnym pomieszczeniu. Bar 7 z Sub 7 tworzą przekonujący, spójny zestaw.
Minusy
OLED nadal lepszy w absolutnej czerni i pod kątem. Tylko dwa pełnopasmowe HDMI 2.1. Theatre Bar 7 zdecydowanie potrzebuje Sub 7.



