Samsung ma ostatnio w audio sytuację trochę podobną do człowieka, który kupił pół sklepu muzycznego, a potem postanowił sam nagrać płytę. Pod jego skrzydłami są JBL, Harman Kardon, AKG czy Mark Levinson, więc własne logo mogło pozostać głównie na soundbarach. Music Studio 7 pokazuje, że Koreańczycy mają inny plan. To samodzielny głośnik Wi-Fi, który chce konkurować z Sonosem Era 300, ale jednocześnie ma HDMI eARC, Dolby Atmos i możliwość budowania systemu wokół telewizora. Klasyfikowanie go wymaga więc więcej wysiłku niż podłączenie.
Za projekt odpowiada Erwan Bouroullec, współtwórca stylistyki telewizorów The Serif. Motyw wklęsłej kropki na froncie jest właściwie jedyną dekoracją, obudowę otacza perforowany metal, a całość wygląda trochę jak głośnik, trochę jak obiekt z galerii współczesnego wzornictwa. Przy wymiarach 18,5 × 26,9 × 19,1 cm i masie 5,6 kg to sprzęt raczej stacjonarny. Ważniejsze, że trzeba znaleźć mu odpowiednie miejsce. Dźwięk wydobywa się z przodu, boków i góry, więc wciśnięcie go między książki jest mniej więcej tak dobrym pomysłem jak kupienie projektora i skierowanie go na szafę. Nad obudową i po bokach musi zostać trochę przestrzeni.
W środku pracuje pięć głośników w konfiguracji 3.1.1, wspomaganych przez falowody i Pattern Control ograniczający nakładanie się kanałów. Jest też Super Tweeter sięgający według producenta do 35 kHz, obsługa materiału 24 bit/96 kHz i 150 W mocy. Brzmi to jak fragment prezentacji dla ludzi, którzy trzymają w szufladzie wykres charakterystyki swoich słuchawek, ale znaczenie jest prostsze: z jednej, stosunkowo niewielkiej skrzynki wydobywa się zaskakująco duży dźwięk.

I właśnie przestrzeń jest największą sztuczką Music Studio 7. Samsung potrafi wyjść dźwiękiem daleko poza własną obudowę, nie zamieniając przy tym sceny w bezkształtną mgłę. Jest wyraźnie szerzej i wyżej, niż sugerują rozmiary urządzenia, ale wokal i instrumenty zachowują sensowne pozycje. Dolby Atmos nie jest tu wyłącznie plakietką na pudełku. Górny i boczne kanały rzeczywiście pomagają oderwać dźwięk od obudowy, choć fizyki oszukać się nie da: pojedynczy głośnik nadal nie zastępuje dobrze ustawionej pary kolumn. Po prostu wyjątkowo skutecznie udaje większy, niż jest.
Ma przy tym charakter, który nie każdemu repertuarowi służy jednakowo. Bas jest obfity i przy popie, rocku, elektronice czy muzyce filmowej daje skalę, której po takiej obudowie trudno się spodziewać. „Na Na Na” My Chemical Romance ma odpowiedni rozpęd, a muzyka Hansa Zimmera z Interstellar dostaje fundament potrafiący zrobić z salonu miejsce bardziej dramatyczne, niż wymaga tego zwykły wtorkowy wieczór. Przy subtelniejszych nagraniach dół potrafi jednak pogrubić całość i odebrać jej trochę lekkości. Co więcej, charakter basu wyraźnie zależy od trybu przetwarzania. AI Adaptive Sound bywa bardziej zachowawczy, Standard potrafi przywrócić energię, a korektor pozwala znaleźć rozsądny kompromis.
Więcej zgodności panuje w kwestii góry. Music Studio 7 lubi szczegóły i wyciąga z nagrań rzeczy, które na prostszych konstrukcjach siedzą gdzieś z tyłu sceny, ale czasami zapał czterech tweeterów idzie o pół kroku za daleko. Wysokie tony potrafią zrobić się szkliste i ostre, szczególnie przy mniej łaskawych realizacjach i wyższej głośności. „Dużo szczegółów” potrafi więc chwilami przejść w „już naprawdę wszystko słyszę, dziękuję”. Poza tym równowaga tonalna jest dobra, średnica czytelna, a głosy nie giną w zatłoczonych aranżacjach.

Ta ostatnia cecha szczególnie przydaje się po podłączeniu telewizora. HDMI eARC sprawia, że Music Studio 7 przestaje być tylko designerskim pudełkiem do Spotify i zaczyna całkiem serio zastępować prosty soundbar. Dostajemy Dolby Atmos, sterowanie głośnością pilotem telewizora, szeroką scenę i bas, który w filmach pasuje do charakteru urządzenia jeszcze lepiej niż w muzyce. Efekty dostają ciężar, kierunkowość jest wyraźniejsza, a górny kanał daje realne poczucie wysokości. Jeden głośnik nadal nie zastąpi zestawu rozstawionego wokół kanapy, ale iluzja jest wystarczająco dobra, żeby przestać analizować mechanizm sztuczki. Z tyłu jest też wejście optyczne, natomiast USB-A służy wyłącznie celom serwisowym.
Jeszcze ciekawiej robi się po zakupie drugiego egzemplarza. Para daje prawdziwszy podział lewej i prawej strony, więcej basu bez osobnego subwoofera i skuteczniej otacza widza dźwiękiem. Można też dołożyć kolejną parę jako kanały tylne albo połączyć Music Studio 7 z kompatybilnym telewizorem Samsunga przez Q-Symphony. Sens tego rozwiązania polega na tym, że nie trzeba podejmować wszystkich decyzji pierwszego dnia. Zaczynamy od jednego głośnika, a później rozbudowujemy system, jeśli apetyt na kino domowe zacznie rosnąć szybciej niż liczba wolnych gniazdek.
Samsung dorzuca do tego funkcje programowe. Dźwięk Dopasowany do Przestrzeni Pro analizuje pomieszczenie, Aktywny Wzmacniacz Głosu Pro pomaga wydobywać dialogi, Dynamiczna Kontrola Basów AI pilnuje niskich tonów, a Funkcja Adaptacji Dźwięku AI dopasowuje charakter reprodukcji do materiału. Znacznie ważniejsza jest aplikacja Samsung Sound, która daje dostęp do korektora, poziomów kanałów i woofera, trybów brzmienia, ustawień dialogów czy trybu nocnego. W szerszym ekosystemie pojawia się jeszcze SmartThings, więc współczesna elektronika nadal nie zazna spokoju, dopóki każdy produkt nie będzie miał przynajmniej dwóch ikon na ekranie telefonu.

Łączność jest niemal kompletna: Wi-Fi, Bluetooth 6.0, AirPlay, Google Cast, Spotify Connect, Tidal Connect i Roon Ready. Jest też Alexa i współpraca z Google, choć – dość zabawnie jak na urządzenie Samsunga – bez Bixby. Winyl da się podłączyć pośrednio przez Bluetooth albo wejście optyczne, bo analogowego wejścia nie ma. Audiofile mogą w tym miejscu wykonać swój obowiązkowy gest dezaprobaty.
Music Studio 7 wygrywa ostatecznie tym, że nie daje się łatwo wsadzić do jednej szuflady. Gdyby był wyłącznie głośnikiem Wi-Fi, konkurencja byłaby bardzo mocna. Gdyby był tylko substytutem soundbara, można byłoby kupić klasyczny zestaw zaprojektowany od początku do tego zadania. Samsung bierze jednak po kawałku z obu światów i skleja je w urządzenie, które rano może grać album z Tidala, wieczorem obsługiwać Projekt Hail Mary, a za rok stać się lewą połową większego systemu. Nie jest neutralnym monitorem dla purystów: bas czasem ma zbyt dużo pewności siebie, góra potrafi pokazać pazury, a ustawienie ma znaczenie. Ale skala, szczegółowość i zwykła frajda z odsłuchu sprawiają, że „uniwersalny” nie oznacza tu „w niczym szczególnie dobry”.
Specyfikacja
- CENA 2 249 PLN
- KONFIGURACJA 3.1.1
- MOC 150 W
- WYMIARY 185 × 269 × 191 mm
- WAGA 5,6 kg

Werdykt
NASZYM ZDANIEM
Music Studio 7 stawia kropkę tam, gdzie zwykle stoi przecinek – między głośnikiem do muzyki a domowym kinem – i zaskakująco dobrze kończy oba zdania.
Plusy
Imponująco szeroka i wysoka scena. Mocne i szczegółowe brzmienie. Prawdziwy Dolby Atmos. HDMI eARC. Bardzo bogata łączność. Świetna jakość wykonania.
Minusy
Góra bywa zbyt ostra. Bas nie zawsze zachowuje umiar. Dwie aplikacje niepotrzebnie komplikują obsługę.



