Huawei Watch Fit 5 Pro jest jednym z tych urządzeń, które bardzo dobrze wyglądają w pierwszych piętnastu minutach. Jasny ekran, smukła obudowa, lekkość na nadgarstku, płynne animacje, sporo trybów sportowych i bateria, która nie prosi o ładowarkę codziennie wieczorem. Wszystko się zgadza. Przynajmniej do momentu, w którym przypomnimy sobie, że smartwatch nie jest już tylko ładnym ekranem z krokomierzem, ale małym przedłużeniem telefonu, portfela, nawigacji, muzyki i codziennych powiadomień.
I tu zaczyna się problem. Watch Fit 5 Pro bardzo chce być zegarkiem z ambicjami, ale zbyt często zachowuje się jak elegancka opaska fitness w droższym garniturze. Huawei potrafi zrobić ciekawy hardware. Ekran AMOLED o przekątnej 1,92 cala wygląda znakomicie, jasność dochodząca do 3 000 nitów robi swoje w słońcu, a lekka konstrukcja sprawia, że zegarek łatwo zapomnieć na ręce. Pomiary sportowe trochę odstają od poprawnych, ale czas pracy w okolicach sześciu dni przy lekkim używaniu, to wynik godny odnotowania.
Gdybyśmy oceniali Watch Fit 5 Pro jako zaawansowaną opaskę fitness, byłoby miło. Zegarek mierzy aktywność, monitoruje sen, pilnuje tętna, oferuje ponad sto trybów treningowych i robi to wszystko w formie, która nie wygląda jak gadżet wyjęty z kosza z elektroniką na lotnisku. Tyle że Huawei nie sprzedaje go w próżni. Sprzedaje go w świecie, w którym Apple i cała konkurencja z Wear OS coraz mocniej przyzwyczaiły nas do tego, że zegarek ma nie tylko pokazywać, ale też współpracować.
A Watch Fit 5 Pro współpracuje po swojemu. Na Androidzie aplikację Huawei Zdrowie nadal trzeba instalować spoza Google Play, czyli w sposób, który dla wielu zwykłych użytkowników brzmi jak początek instrukcji „kliknij, ale na własną odpowiedzialność”. AppGallery na zegarku nie jest sklepem, po którym chodzi się z ciekawością, tylko raczej małym kioskiem z ograniczonym wyborem. Popularne aplikacje firm trzecich są problemem, a brak głębokiej integracji z usługami Google lub Apple sprawia, że ten sprzęt zaczyna żyć obok telefonu, zamiast naturalnie się z nim splatać. Bany nałożone na Huaweia oznaczają ograniczone wsparcie aplikacji firm trzecich, co utrudnia dostęp do usług pokroju Google Mapy czy Spotify, nie wspominając o ograniczeniach na iOS oraz budzących wątpliwości płatnościach przez Curve zamiast Apple Pay lub Google Pay.
Najbardziej boli właśnie codzienność. Brak LTE oznacza, że zegarek nie potrafi naprawdę odłączyć się od telefonu. Płatności NFC są zależne od regionu i rozwiązane mniej elegancko niż u konkurencji. Huawei próbuje łatać ten świat własnymi usługami, ale efekt przypomina mieszkanie po remoncie, w którym wszystko niby jest nowe, tylko włącznik światła znajduje się za szafą. Da się żyć, ale trudno udawać, że to wygodne.
Huawei Watch Fit 5 Pro nie jest złym urządzeniem w sensie technicznym. Jest za dobrze wykonany, za ładny i zbyt sprawny w podstawowych zadaniach, by tak łatwo go skreślić. Ale jest też sprzętem, który pokazuje granice pięknego hardware’u zamkniętego w ograniczonym ekosystemie. Na zdjęciach wygląda jak okazja. Na nadgarstku przez pierwsze dni może wydawać się świetnym zakupem. Dopiero później przychodzi ten mniej efektowny moment, w którym próbujemy zapłacić, uruchomić ulubioną aplikację, skorzystać z map albo potraktować go jak normalny smartwatch. I wtedy czar rozsypuje się jak domek kart.
Specyfikacja
- CENA 949 PLN
- EKRAN 1,92” AMOLED 480×408 px
- WODOODPORNOŚĆ 5 ATM, IP6X
- WYMIARY 44,5 x 40,8 x 9,5 (bez obszaru czujnika) mm
- WAGA 30,4 g (bez paska)
Werdykt
NASZYM ZDANIEM
Huawei Watch Fit 5 Pro ma ekran, baterię i formę, które łatwo sprzedać w recenzji, ale jako smartwatch zbyt często przegrywa tam, gdzie zaczyna się codzienne używanie.
Plusy
Bardzo dobry ekran AMOLED. Lekka konstrukcja. Czas pracy na baterii. Niezły zestaw funkcji fitness. Płynność obsługi.
Minusy
Brak LTE. Ubogi wybór aplikacji. Płatności przez Curve Pay. Ograniczenia ekosystemu i konieczność korzystania z obejść do wielu funkcji. Cena przestaje być atrakcyjna, gdy zacznie się liczyć kompromisy.



