Płyta CD miała umrzeć przynajmniej trzy razy. Najpierw zabiły ją pliki MP3, potem streaming, a na końcu winyl, który wrócił z taką pewnością siebie, jakby nigdy nie wyszedł z pokoju. Tymczasem FiiO DM15 R2R bierze Discmana – urządzenie, które w latach 90. potrafiło przeskoczyć utwór przy bardziej zdecydowanym kroku – i próbuje odpowiedzieć na pytanie, jak wyglądałby dziś, gdyby nikt nie wymyślił Apple Music.
Wygląda świetnie. Aluminiowa obudowa, przeszklona pokrywa i obracająca się pod nią płyta robią więcej dla nostalgii niż dowolny filtr na Instagramie, ale całość nie sprawia wrażenia zabawki retro. DM15 waży 471,5 g i jest raczej sprzętem „do torby” niż „do kieszeni”. Przenośność ma więc trochę inny charakter niż dawniej: można go zabrać ze sobą, tylko niekoniecznie chce się z nim biegać na autobus. Ma też swoje ergonomiczne dziwactwa. 0,96-calowy ekran jest mały, przyciski jeszcze mniejsze, a magnetyczną pokrywę najłatwiej otwiera się paznokciem. Pilot szybko przestaje więc wyglądać jak zbędny dodatek.

FiiO nie odgrzało jednak samej nostalgii. DM15 jest również USB DAC-iem, może pracować jako transport CD, wysyłać sygnał optycznie lub koaksjalnie, ma wyjścia 3,5 i 4,4 mm, Bluetooth 5.4 z aptX HD i aptX Adaptive, a nawet potrafi zgrywać płyty na pamięć USB. Brakuje LDAC, ale lista możliwości nadal bardziej przypomina współczesny kombajn audio niż Discmana. Mechanizm czyta nie tylko zwykłe Audio CD, lecz także HDCD, warstwę CD płyt SACD oraz CD-R/RW z plikami FLAC, WAV, WMA i MP3, a jako USB DAC DM15 obsługuje PCM do 384 kHz/32 bitów i DSD256. W trybie biurkowym urządzenie omija akumulator i korzysta bezpośrednio z zasilania USB, a przy okazji rozwija pełną moc – do 1 150 mW na kanał z wyjścia zbalansowanego przy 32 omach. To już nie jest sprzęt skazany na proste słuchawki douszne.


Najważniejszy jest jednak autorski, 24-bitowy DAC R2R zbudowany ze 192 precyzyjnych rezystorów. I tutaj DM15 nabiera własnego charakteru. Brzmienie jest gęste, lekko ciepłe i płynne. Wokale mają masę, średnica przyjemną organiczność, a góra pozostaje łagodna nawet przy dłuższym słuchaniu. Bas nie atakuje konturem – jest raczej okrągły, sprężysty i mięsisty. Nie każdemu się to spodoba. Jeśli szukamy chirurgicznej przejrzystości, maksymalnie twardej kontroli dołu i góry wyciągającej z nagrania każdą drobinę, są DAC-i, które robią to lepiej. DM15 zamiast lupy podaje muzykę.
To ważne, bo jego największą zaletą okazuje się nie sam powrót CD, lecz sposób, w jaki FiiO połączyło stare z nowym bez robienia z produktu żartu. Można podłączyć przewodowe słuchawki i korzystać z całego uroku R2R, można wysłać płytę przez Bluetooth do bezprzewodowych nauszników, a wieczorem postawić DM15 obok wzmacniacza i potraktować go jak normalny odtwarzacz. Ochrona ESP pomaga przy słuchaniu w ruchu, choć około siedmiu godzin pracy z CD przypomina, że fizyczny nośnik nadal pobiera swój podatek od romantyzmu.
Za 1 300 PLN DM15 R2R nie jest tanią podróżą sentymentalną. Zwykły przenośny odtwarzacz CD można kupić za ułamek tej kwoty, a telefon z dobrym donglem będzie bardziej użyteczny prawie zawsze. Tyle że praktyczność nigdy nie była jedynym powodem, dla którego lubimy muzykę na fizycznych nośnikach. FiiO stworzyło urządzenie trochę absurdalne, bardzo świadome tego absurdu i zaskakująco sensowne, kiedy zaczyna się go używać. Discman wrócił – tylko zamiast ortalionu założył dziś audiofilski garnitur.
Specyfikacja
- CENA 1 299 PLN
- DAC autorski 24-bit R2R
- USB DAC PCM 384 kHz/32 bit, DSD256
- MOC do 2× 1,15 W / 32 Ω
- BLUETOOTH 5.4, aptX HD, aptX Adaptive
- WAGA 471,5 g
Werdykt
NASZYM ZDANIEM
Discman wrócił z emerytury i zamiast wspominać lata 90., postanowił pokazać im, czego wtedy jeszcze nie potrafiły.
Plusy
Świetne, charakterne brzmienie R2R. Znakomite wykonanie i wygląd. Ogromna funkcjonalność. Mocne wyjście zbalansowane.
Minusy
Mały ekran i drobne przyciski. Tylko około 7 godzin z CD. Brak LDAC. Bardziej przenośny niż kieszonkowy.



