Dyson Clean+Wash Hygiene to sprzęt, który już na starcie robi coś nietypowego: nie próbuje być wszystkim naraz. W czasach, gdy niemal każde urządzenie do podłóg chce jednocześnie odkurzać, mopować, wykrywać zabrudzenia, analizować rytm życia domowników i pewnie zaraz jeszcze wystawiać horoskop, tutaj dostajemy maszynę zaskakująco jednowątkową. Ma myć twarde podłogi. Dobrze, higienicznie i bez tej całej mokrej biologii, która po kilku miesiącach potrafi zamienić nawet drogi sprzęt w źródło zapachu z pogranicza bagna i wyrzutu sumienia.
I właśnie w tym Dyson jest konsekwentny. Clean+Wash Hygiene nie korzysta z ssania, co brzmi jak herezja w świecie sprzątania, ale w praktyce okazuje się całkiem sensowne. Zamiast zasysać wodę i brud przez układ rurek, filtrów i zakamarków, których później nikt nie chce oglądać, urządzenie pracuje poprzez połączenie nawilżania, mechanicznego szorowania i separacji zanieczyszczeń. Brudna woda oraz stałe resztki trafiają bezpośrednio do modułu w głowicy. To oznacza prostszy układ, brak filtrów do płukania i mniejsze ryzyko, że po czasie zacznie tu rozwijać się życie.
Największa różnica względem WashG1, czyli poprzednika, nie polega jednak wyłącznie na filozofii działania, ale na tym, że ten sprzęt wreszcie wydaje się dopracowany do codziennej użyteczności. Dyson uprościł budowę, postawił na pojedynczy wałek zamiast bardziej skomplikowanego układu, przeniósł zbiornik brudnej wody bliżej głowicy i dołożył stację, która po cyklu samoczyszczenia suszy wałek gorącym powietrzem. Brzmi technicznie, ale w praktyce chodzi o coś bardzo przyziemnego: po skończonym myciu nie masz ochoty rzucić tego w kąt i udawać, że temat konserwacji nie istnieje. A to już w tej kategorii sprzętu jest małe zwycięstwo cywilizacji.
Sam Clean+Wash Hygiene robi bardzo dobre pierwsze wrażenie. Jest lekki – około 3,8 kg – smukły i wygodny w prowadzeniu. Dyson znów pokazuje, że ergonomię ma opanowaną lepiej niż większość konkurencji. Sprzęt sunie po podłodze płynnie, łatwo kładzie się niemal na płasko i dzięki temu wjeżdża pod meble tam, gdzie inne myjki zwykle kapitulują. To urządzenie, które nie męczy nadgarstka i nie wymaga sił jak do przepychania sanek przez pozimowe błoto.
Na plus zaliczam prostą obsługę. Zbiornik czystej wody o pojemności 0,75 litra napełnia się bez problemu, ekran pokazuje pozostały czas pracy w minutach, a do wyboru są trzy poziomy dozowania wody oraz tryb Max do trudniejszych zabrudzeń. Nie ma tu przesadnej „inteligencji”, nie ma automatycznych sztuczek znanych z bardziej rozbudowanych rywali, ale prawda jest taka, że w sprzęcie do mycia podłogi czasem bardziej cenisz przewidywalność niż ambicję bycia małym robotem z Doliny Krzemowej.
A jak to czyści? Zaskakująco dobrze. Clean+Wash Hygiene bardzo sprawnie radzi sobie z typowymi zabrudzeniami domowymi: zaschniętą kawą, winem, błotem, sosami, codziennym brudem i drobnymi resztkami. Na lżejszych plamach wystarczą zwykle dwa-trzy przejazdy, przy trudniejszych trzeba już odrobiny cierpliwości, ale efekt końcowy jest naprawdę przekonujący. Wałek z gęstymi włóknami i nylonowymi szczecinkami nie tylko zbiera mokry bałagan, ale też rzeczywiście szoruje powierzchnię. Podłoga po myciu nie jest zalana, tylko lekko wilgotna i schnie szybko – krócej niż w minutę. To szczególnie ważne przy panelach, laminacie czy delikatniejszych wykończeniach, gdzie nadmiar wody bywa gorszy niż sam brud.


Jest też cicho. Podczas pracy urządzenie generuje około 63-64 dB, więc zamiast dźwięku startującego odrzutowca dostajesz raczej szum, który nie zagłusza życia. To jedna z tych cech, których nie wpisuje się wielkimi literami na pudełku, ale które docenia się po tygodniu używania bardziej niż połowę marketingowych sloganów. Podobnie zresztą jak czas pracy. Dyson deklaruje 45 minut, część testów pokazała nawet okolice 68-70 minut realnego użycia przy niższych poziomach podawania wody. Niezależnie od metodologii jedno jest jasne: jak na tę klasę sprzętu, energii tu nie brakuje.
Dyson wziął swoją pierwszą myjkę do twardych podłóg, wyrzucił z niej to, co najbardziej irytowało, uprościł całą konstrukcję i dołożył suszenie gorącym powietrzem
Nie znaczy to jednak, że Dyson zbudował urządzenie bez wad. I co gorsza, te wady nie są kosmetyczne. Najczęściej powtarzający się problem dotyczy zbiornika brudnej wody. Sam pomysł przechowywania zanieczyszczeń w głowicy ma sens z perspektywy higieny i uproszczenia układu, ale w praktyce podczas wyjmowania i przenoszenia moduł potrafi przeciekać. Jeśli więc właśnie pięknie umyłeś podłogę, a potem idziesz z tym zbiornikiem przez pół domu do zlewu, istnieje szansa, że zostawisz za sobą mokry podpis własnej frustracji. To nie jest detal, który można zbyć wzruszeniem ramion i przyzwyczaić się do kończenia sprzątania w okolicy kuchni. Chciałbym, aby problem tej nieszczelności został wyeliminowany w kolejnej generacji.


Druga rzecz: Clean+Wash Hygiene nie zastępuje odkurzacza. I to trzeba powiedzieć bardzo jasno. Dyson stworzył myjkę do podłóg, nie hybrydę 2 w 1. Urządzenie poradzi sobie z drobnymi zanieczyszczeniami stałymi, włosami czy rozsypanymi resztkami, ale im bardziej suchy i większy bałagan, tym mocniej widać ograniczenia tej konstrukcji. W domu z psami, kotami, sierścią, żwirkiem, chrupkami i codziennym chaosem trzeba najpierw normalnie odkurzyć. Inaczej mały separator na odpady stałe będzie zapełniał się zbyt szybko, a sprzątanie zmieni się w serię technicznych przerw.
Są też sytuacje, w których brak ssania po prostu wychodzi na jaw. Gęste, lepkie zabrudzenia wymagają więcej przejazdów, a rozlane jajko może zamienić się w scenę, której nie chciałbyś oglądać nawet w eksperymentalnym kinie grozy. To nie jest sprzęt do wszystkiego i im szybciej się z tym pogodzisz, tym bardziej go docenisz za to, w czym naprawdę jest dobry.
Nieco rozczarowuje również czyszczenie przy samych krawędziach. Dyson zaprojektował jedną stronę głowicy tak, by lepiej dojeżdżała do listwy czy cokołu, ale do ideału wciąż trochę brakuje. Zostaje cienki margines niedomytej przestrzeni – nie olbrzymi, ale widoczny, jeśli ktoś lubi porządek także na poziomie milimetrów. Do tego cykl samoczyszczenia i suszenia, choć skuteczny, bywa głośniejszy, niż można by oczekiwać. Samo suszenie wałka gorącym powietrzem to świetny pomysł, lecz trudno nazwać je dyskretnym.
Na koniec porozmawiajmy o cenie. Ponad 2 000 PLN to pułap premium, a w premium użytkownik oczekuje nie tylko jakości, ale i poczucia, że dostał coś bezdyskusyjnie wybitnego. Clean+Wash Hygiene jest bardzo dobry, tylko nie ponadczasowy. Konkurencja w podobnych pieniądzach oferuje ssanie, automatyczne dostosowanie mocy, czasem dodatkowe funkcje i większą uniwersalność. Z drugiej strony Dyson odpowiada na to własną filozofią: mniej komplikacji, lepsza higiena, prostsza obsługa, brak filtrów, brak wilgoci i nieprzyjemnego zapachu. I to jest uczciwy argument dla części użytkowników.
Bo właśnie tu kryje się cała prawda o tym urządzeniu. Dyson Clean+Wash Hygiene nie jest najlepszym wyborem dla każdego. Jeśli chcesz jednego sprzętu do wszystkiego, masz dzieci, zwierzęta i życie, które regularnie zostawia po sobie dowody rzeczowe na podłodze, lepiej spojrzeć w stronę bardziej klasycznych odkurzająco-myjących kombajnów. Ale jeśli mieszkanie wyłożone jest głównie twardymi surowcami, cenisz lekkość, kulturę pracy, szybkie schnięcie i przede wszystkim nie chcesz użerać się ze źle pachnącym filtrem i jego konserwacją, wtedy Clean+Wash Hygiene robi się bardzo sensowny.
To sprzęt bardziej dojrzały od WashG1, wygodny, prosty w obsłudze – po prostu lepiej przemyślany. Nie jest rewolucją, raczej dobrą korektą kursu. Dyson nie stworzył maszyny, która zamknie temat sprzątania raz na zawsze. Stworzył za to myjkę, z którą wreszcie da się żyć bez poczucia, że po każdym myciu czeka cię jeszcze drugi etat przy własnym urządzeniu. I w świecie sprzętów AGD to czasem więcej, niż tylko deklaracja.
Specyfikacja
- CENA 2 099 PLN
- MOC 400 W
- CZAS PRACY 45 min.
- CZAS ŁADOWANIA 4,5 godz.
- SZEROKOŚĆ WKŁADU MOPUJĄCEGO 35 cm
- ZBIORNIK CZYSTEJ WODY 750 ml
- ZBIORNIK BRUDNEJ WODY 520 ml
- WYSOKOŚĆ 109 cm
- WAGA 3,8 kg
Werdykt
NASZYM ZDANIEM
Dyson Clean+Wash Hygiene to nie szwajcarski scyzoryk sprzątania, tylko elegancki skalpel – i właśnie dlatego zachwyci tych, którzy wiedzą, czego naprawdę potrzebują.
Plusy
Bardzo dobra skuteczność na codziennych i zaschniętych zabrudzeniach. Lekka, zwinna konstrukcja i możliwość pracy na płasko. Brak filtrów i skuteczne suszenie wałka gorącym powietrzem. Szybkie schnięcie podłogi i cicha praca. Znacznie dojrzalsza konstrukcja niż w WashG1.
Minusy
Zbiornik brudnej wody potrafi kapać przy opróżnianiu. Nie zastępuje odkurzacza i średnio znosi domy pełne sierści. Przeciętne domywanie samych krawędzi. Wysoka cena jak na sprzęt o wąskiej specjalizacji.



