Roboty koszące długo miały w sobie coś z urządzeń, które sprzedają wygodę na raty. Najpierw należało rozprowadzić wokół trawnika przewód graniczny, przytwierdzić go do ziemi albo zakopać, a później liczyć, że nikt nie uszkodzi go łopatą czy wertykulatorem. Dopiero po wykonaniu pracy godnej ekipy technicznej można było zacząć oszczędzać czas.
ANTHBOT M9 pozbywa się przewodu i zastępuje go połączeniem nawigacji satelitarnej RTK z dwiema szerokokątnymi kamerami HDR. Brzmi to jak wyposażenie niewielkiego pojazdu autonomicznego i w pewnym sensie właśnie nim jest. Robot otrzymuje cyfrową mapę ogrodu, orientuje się na niej z dokładnością wystarczającą do prowadzenia równych pasów i nie musi odbijać się od kolejnych krawędzi jak zagubiony odkurzacz z poprzedniej dekady.
Nie oznacza to jednak, że M9 można po prostu wyciągnąć z pudełka, postawić na trawie i wrócić na leżak. Stacja ładująca potrzebuje dostępu do zasilania, a wysoka na około 1,25 metra antena RTK powinna mieć możliwie odsłonięty widok na niebo. Drzewa, wysokie żywopłoty i ściany budynków potrafią ograniczyć stabilność sygnału. Przewodu granicznego rzeczywiście nie ma, ale ogród zyskuje za to coś przypominającego niewielką stację kontroli lotów.
Pierwszą mapę można przygotować automatycznie albo ręcznie, prowadząc robota wzdłuż granic za pomocą wirtualnego joysticka. Automatyka sprawdza się najlepiej tam, gdzie trawnik wyraźnie odcina się od rabat i ścieżek. Gdy granice są bardziej umowne, M9 potrafi wykazać się kreatywnością, której raczej nie zamawialiśmy. Ręczne mapowanie rozwiązuje problem, choć sterowanie bywa nerwowe i wymaga odrobiny cierpliwości. Na szczęście robi się to raz, a później można już dzielić ogród na strefy, dodawać przejazdy, wyznaczać obszary zakazane i zapisywać mapę na wypadek późniejszych zmian.
Kiedy M9 rusza do pracy, szybko pokazuje, dlaczego roboty koszące mają więcej sensu niż jeszcze kilka lat temu. Nie jeździ losowo, lecz prowadzi równoległe linie i dobiera kierunek tak, aby ograniczać zbędne manewry. Tarcza o szerokości 20 cm korzysta z pięciu niewielkich ostrzy. To wciąż dość skromna szerokość robocza, ale na trawnikach do 1 000 m² ważniejsza okazuje się regularność niż jednorazowy rozmach. W praktyce robot potrafi kosić około 100 m² na godzinę, pozostawiając równą wysokość i wyraźne, uporządkowane pasy.

Na równym podłożu efekt jest bardzo dobry. M9 nie szarpie trawy, nie wykonuje gwałtownych obrotów i względnie delikatnie traktuje miękką ziemię. Akumulator o pojemności 5 Ah zapewnia zwykle od 90 do 120 minut działania, zależnie od wysokości trawy i ukształtowania terenu. W sprzyjających warunkach pozwala to obsłużyć blisko 300 m² bez przerwy. Gdy energii zaczyna brakować, robot wraca do stacji, ładuje się przez około 75-90 minut i podejmuje pracę w miejscu, w którym ją przerwał. Nie jest demonem szybkości, ale sens tego urządzenia polega na tym, że wykonuje swoją pracę wtedy, gdy my zajmujemy się czymś przyjemniejszym.
Aplikacja pozwala regulować wysokość koszenia od 30 do 70 mm, wybierać kierunek przejazdów, tworzyć harmonogramy i ustalać osobne parametry dla różnych części ogrodu. Można zdecydować, czy robot ma kontynuować pracę podczas deszczu, wykonać drugi przejazd albo mocniej najeżdżać na wybrane krawędzie. Nie wszystkie opisy i tłumaczenia są idealne, ale po krótkim oswojeniu aplikacja okazuje się logiczna i daje zaskakująco dużą kontrolę nad urządzeniem.
M9 może pracować bez stałego połączenia z internetem, ponieważ mapa przechowywana jest lokalnie. Łączność 4G służy przede wszystkim do zdalnego monitorowania i sterowania poza domową siecią. Po okresie próbnym jest jednak dodatkowo płatna, a europejska subskrypcja kosztuje 40 EUR rocznie. To nie jest fortuna, ale abonament w kosiarce nadal brzmi trochę jak kiepski żart.
Największy znak zapytania pojawia się wtedy, gdy trawnik przestaje przypominać powierzchnię stołu bilardowego. Producent deklaruje pokonywanie nachyleń do 45%, jednak M9 bardziej niż gładkiej górki potrafi przestraszyć się niewielkiego dołka, uskoku albo zapadniętej ziemi. Duże tylne koła zapewniają dobry napęd, ale małe, swobodnie skrętne kółka z przodu są podatne na wypychanie robota z toru. Na nierównym terenie urządzenie może zmieniać kierunek, pozostawiać nieskoszone fragmenty albo rezygnować z przejazdu przez bardziej problematyczne miejsce.

Niejednoznacznie wypada również rozpoznawanie przeszkód. M9 potrafi poprawnie ominąć piłkę tenisową, fragment węża ogrodowego, zabawkowego jeża czy pozostawioną na trawie konewkę. Gorzej radzi sobie z cienkimi nogami mebli, niskimi ogrodzeniami i obiektami, pod które może częściowo wjechać. Zdarza mu się wtedy rozpocząć serię manewrów ratunkowych, rozjeżdżając przy okazji miękką ziemię. Szczególnie irytujące jest to, że aplikacja nie zawsze czytelnie informuje, dlaczego robot się zatrzymał albo zakleszczył. Sztuczna inteligencja rozpoznająca ponad tysiąc rodzajów obiektów brzmi imponująco, dopóki nie pokona jej noga ogrodowego krzesła.
Problematyczne pozostają także krawędzie, choć trudno uznać to za wadę charakterystyczną wyłącznie dla ANTHBOTA. Tarcza tnąca znajduje się pośrodku obudowy, więc przy murze, płocie czy podwyższonej rabacie zostaje pas trawy wymagający późniejszego poprawienia podkaszarką. Przy płaskim przejściu na chodnik można pozwolić robotowi wyjechać dalej poza cyfrową granicę, dzięki czemu ostrza docierają niemal do samego brzegu. M9 potrafi zatem ograniczyć tradycyjne koszenie do minimum, ale nie zwalnia właściciela ogrodu z całego etatu.
Na plus wypada codzienna obsługa. Robot waży około 10 kg, jest stosunkowo kompaktowy i można go opłukać wężem ogrodowym dzięki klasie szczelności IPX6. Pracuje z głośnością nieprzekraczającą 58 dB, więc może krążyć po ogrodzie bez zamieniania spokojnego popołudnia w relację z toru wyścigowego.
Katalogowa cena M9 wynosi 3 649 PLN, choć w chwili przygotowywania recenzji urządzenie było regularnie oferowane za 2 599 PLN. Przy tej niższej kwocie propozycja ANTHBOTA robi się naprawdę interesująca. Dostajemy bezprzewodową instalację, systematyczne koszenie, rozbudowaną aplikację i bardzo dobrą jakość cięcia na uporządkowanym trawniku. Przy cenie katalogowej łatwiej natomiast zacząć patrzeć w stronę konkurentów wykorzystujących LiDAR, szczególnie gdy ogród jest zacieniony, nierówny albo otoczony wysoką zabudową.
ANTHBOT M9 nie sprawia, że pielęgnacja ogrodu całkowicie znika z listy obowiązków. Zmienia ją jednak z regularnej pracy fizycznej w okazjonalny nadzór, poprawienie krawędzi i uwolnienie robota spod krzesła. Na równym, czytelnie wyznaczonym trawniku wykonuje swoją pracę bardzo dobrze. W bardziej dzikim ogrodzie może sam potrzebować opiekuna.
Specyfikacja
- CENA 2 599 PLN
- OBSZAR PRACY do 1 200 m²
- WYDAJNOŚĆ 80-150 m²/h
- SZEROKOŚĆ KOSZENIA 20 cm
- WYSOKOŚĆ KOSZENIA 30-70 mm
- MAKSYMALNE NACHYLENIE 45% (24°)
- MINIMALNA SZEROKOŚĆ PRZEJŚCIA 70 cm
- NAWIGACJA RTK, Dual Vision, GPS
- KLASA SZCZELNOŚCI IPX6
Werdykt
NASZYM ZDANIEM
M9 jest świetnym ogrodnikiem, dopóki trawnik nie postanowi być krajobrazem.
Plusy
Dokładne, systematyczne koszenie. Brak przewodu granicznego. Rozbudowana i wygodna aplikacja. Długi czas pracy i proste czyszczenie.
Minusy
Wyraźnie słabszy na nierównym terenie. Problematyczne rozpoznawanie niektórych przeszkód. Antena RTK wymaga odpowiedniego miejsca. Łączność 4G jest dodatkowo płatna.



