Na targach NAB Show w Las Vegas RØDE zrobiło coś, co na pierwszy rzut oka wygląda jak typowa prezentacja sprzętu. Nowe mikrofony, ramiona, aplikacje. Dopiero przy drugim podejściu widać, że chodzi o coś innego – o skrócenie drogi między „mam pomysł” a „jest gotowy materiał”.
Największą zmianą nie jest konkretne urządzenie, tylko technologia stojąca za nimi. Sonaura to nowy typ mikrofonu MEMS w wersji „studyjnej”, który mieści się w obudowie 4 × 5 mm. Brzmi jak ciekawostka, ale liczby robią robotę – 83 dB SNR i bardzo niski poziom szumów własnych (11 dBA). W praktyce oznacza to jedno: dźwięk, który do tej pory wymagał pełnowymiarowego mikrofonu, można zamknąć w czymś, co bez problemu ukryjesz w ubraniu albo sprzęcie. I nie martwić się, że pierwszy lepszy sygnał z telefonu albo nadajnika wszystko popsuje.
Sonaura ma być fundamentem kolejnych produktów, a pierwszym konkretem jest system bezprzewodowy RØDELink II. To zestaw z dwoma nadajnikami i jednym odbiornikiem, pracujący w paśmie UHF – czyli tam, gdzie od lat działają profesjonalne systemy dla telewizji i planów filmowych. Do tego dochodzi nagrywanie 32-bit float bezpośrednio na kartę microSD, co w praktyce oznacza brak stresu o przesterowany wywiad albo zbyt cichy materiał. Można to potraktować jak ubezpieczenie – nie widać go, dopóki coś nie pójdzie nie tak.
RØDE dorzuca też rzeczy, które na co dzień robią większą różnicę niż brzmią w specyfikacji. Niskoprofilowe ramię LPA1 schodzi poniżej linii kadru, więc mikrofon przestaje walczyć o uwagę z twarzą. DS3 z kolei stoi na biurku bez zacisków i nie wymaga kombinowania z montażem – po prostu stawiasz i działa. Do tego drobiazg, który mówi sporo o kierunku firmy: PodMic Flag, czyli możliwość dodania własnego brandingu do mikrofonu. Mała rzecz, ale każdy, kto nagrywa wideo, wie, że obraz zaczyna się od detali.
Najciekawiej robi się jednak przy oprogramowaniu. RØDECaster Studio to aplikacja, która próbuje skrócić najbardziej niewdzięczny etap pracy – montaż. Zamiast ciąć nagranie na osi czasu, edytujesz tekst. Program robi transkrypcję, rozpoznaje rozmówców, a potem pozwala usuwać fragmenty rozmowy tak, jakbyś kasował zdania w dokumencie. Brzmi jak magia, ale w praktyce to po prostu oszczędność czasu. Zwłaszcza jeśli nagrywasz długie rozmowy i wiesz, ile godzin potrafi zniknąć na wycinaniu „yyy” i pauz.
Do tego dochodzi wersjonowanie – z jednego nagrania możesz zrobić pełny odcinek, skrót i highlighty bez niszczenia oryginału. A na końcu jednym kliknięciem przygotować pliki pod Spotify, Apple Podcasts czy YouTube. Nie dlatego, że ktoś nie potrafi tego zrobić ręcznie, tylko dlatego, że zwyczajnie szkoda na to czasu.
Na deser – aplikacja RØDE Capture trafia w końcu na Androida. Kluczowa funkcja to Direct Connect, czyli możliwość połączenia mikrofonów bezprzewodowych bezpośrednio ze smartfonem przez Bluetooth, bez odbiornika po drodze. Mniej kabli, mniej rzeczy do pilnowania, więcej miejsca na skupienie się na tym, co naprawdę nagrywasz.
Większość z tych produktów dopiero trafi do sprzedaży w najbliższym czasie, a RØDECaster Studio jest na razie w becie. Ale kierunek jest czytelny: mniej sprzętowego tarcia, mniej technicznego „ogarnięcia”, więcej przestrzeni na samą treść. I to jest zmiana, którą czuć bardziej niż kolejne cyferki w specyfikacji.



