Connect with us

Cześć, czego szukasz?

Gaming

RECENZJA: Where the Heart Leads

Narracyjna przygoda, w której to nasze wybory pełnią najważniejszą rolę.

W niektórych grach fabuła pełni rolę pomocniczą – niby mamy do czynienia z jakąś tam historią, ale stanowi ona zaledwie pretekst do strzelania, skakania po platformach, czy biegania z mieczem wśród hord wrogów. Na przeciwnym biegunie znajdują się tytuły, w których to opowiadana historia pełni najważniejszą rolę. Where The Heart Leads, najnowsza przygodówka od Armature Games, należy właśnie do tej drugiej kategorii. 

W grze wcielamy się w Whita Andersona, odpowiedzialnego i kochającego ojca rodziny. Podczas przysłowiowej ciemnej, burzowej nocy, na należącej do niego farmie otwiera się lej krasowy, do którego wpada pies rodziny, Casey. Whit ratuje czworonoga, ale sam spada na dno, gdzie odkrywa świat złożony ze swoich wspomnień i na nowo przeżywa kluczowe momenty swojego życia. Decyzje, które podejmuje w tym dziwnym miejscu, mają przełożenie na to, jak potoczy się życie bohatera, i jak będą kształtowały się jego relacje z bliskimi. 

Rozgrywka w Where The Heart Leads należy do tych minimalistycznych: Whit porusza się po świecie, wchodząc w interakcje z otaczającymi go obiektami i postaciami, czasami rozwiązując proste zagadki. Do wykonania większości z tych czynności wystarczy jeden przycisk, więc nie mamy co liczyć na zręcznościowe lub strategiczne wyzwania. Lokacje są stosunkowo niewielkie i dość liniowe, ale ich przeczesywanie bywa trudne – izometryczny, szeroki rzut kamery stanowi przeszkodę w dostrzeżeniu wszystkich ważnych punktów, przez co zdarzało się, że przez kilkanaście minut kręciłem się po jednym miejscu w poszukiwaniu przejścia do dalszej części gry. 

Na szczęście niedoróbki te nie mają wpływu na najważniejszą część rozgrywki, czyli narrację. Twórcy Where The Heart Leads ujawnili, że scenariusz liczy aż 600 tysięcy słów, co da się odczuć w praktyce. Spokojnie, nie oznacza to, że gra jest przegadana – wręcz przeciwnie, postaci porozumiewają się ze sobą żywym, naturalnym językiem, a podczas jednego podejścia do gry zobaczymy zaledwie ułamek tego, co ma nam do zaoferowania. 

Whit stanie przed wieloma niełatwymi wyborami, które ukształtują losy jego i jego najbliższych, zaś każda decyzja wpłynie na to, jakimi torami potoczy się opowieść, i które zakończenie zobaczymy. Ukończenie Where The Heart Leads zajęło mi ponad  15 godzin, ale aby odblokować wszystkie zwieńczenia historii trzeba poświęcić znacznie więcej czasu. Rozczarowaniem jest jednak fakt, że obiecywany surrealizm szybko zamienia się w dość zwyczajną, rodzinną dramę, która nie jest szczególnie porywająca.

Wspominałem już o izometrycznym rzucie, który okazał się słabym aspektem, ale poza tym polubiłem oprawę graficzną tytułu. Półprzezroczyste sylwetki bohaterów poruszają się po barwnym świecie, a lokacje przechodzą jedna w drugą niczym sny, a delikatna ścieżka dźwiękowa dodatkowo buduje klimat tej zwyczajnej, ale jakże urokliwej opowieści.

Werdykt
71

NASZYM ZDANIEM...

Where The Heart Leads to bardziej interaktywna powieść niż gra, ale miłośnicy gatunku nie powinni być rozczarowani.

Plusy

Prosta, ale ciesząca oko oprawa graficzna. Świetnie zarysowane postaci.

Minusy

Izometryczny rzut kamery utrudnia poruszanie się po mapie. Wieloma momentami mało angażująca fabuła.

Entuzjastka rozwiązań mobilnych, dobrej herbaty i gier RPG. Z inżynierską precyzją testuje każdy sprzęt niezależnie od miejsca, w którym aktualnie się znajduje.

Może cię też zainteresować

Gaming

Gra będzie wycofana aż do momentu, w którym zakończy się postępowanie sądowe.

Testy

Czym zaskoczy nas kolejna generacja ultrabooka od Microsoftu?

Testy

Nie tylko dla graczy – testujemy słuchawki, z których skorzystają także pracownicy biurowi i globtroterzy.