Connect with us

Cześć, czego szukasz?

Gaming

RECENZJA: GRID Legends

Szybkie samochody, dramatyczne wyścigi i zaciekła rywalizacja.

Gry wyścigowe dzielą się na dwie kategorie. Z jednej strony mamy symulatory, jak najdokładniej oddające sportowy model jazdy po torze, zaś z drugiej – „ścigałki akcji”, arcade’owe i nieprzewidywalne. Obydwie grupy mają swoich zapalonych fanów i przeciwników. GRID Legends to dość udana próba połączenia tych dwóch światów, dramatyczna niczym finał Formuły 1, a jednocześnie niezwykle angażująca i wymagająca pełnej kontroli nad naszym pojazdem. 

Zabawę rozpocząłem od trybu fabularnego Driven to Glory, noszącego wyraźne inspiracje serialem Formuła 1: Jazda o życie. Wcielamy się w nim w Kierowcę 22, jeżdżącego dla teamu Seneca – drużyny borykającej się z problemami finansowymi, dla której jedynym ratunkiem jest wejście do wyższej dywizji. W trakcie zmagań bliżej poznajemy zarówno nasz zespół, z utalentowaną Yume Tanaką na czele, jak i rywali, w tym Nathana McKane’a: genialnego, acz zadufanego w sobie kierowcę, skrywającego pewien mroczny sekret. 

Tryb fabularny okazał się stosunkowo rozbudowany, acz całkowicie liniowy. Historia jest pełna dramatycznych momentów, a podczas sezonu Seneca Racing otrzyma niejeden cios, po którym trudno im się będzie podnieść. Na dodatek każdy wyścig poprzedzony zostaje klimatyczną cutscenką z udziałem aktorów, co sprawia, że po zakończeniu jednego rozdziału opowieści, miałem natychmiast ochotę na odpalenie kolejnego. 

Powraca również system Nemesis: gdy zbyt wiele razy zawadzimy o innego zawodnika, stanie się on naszym zaprzysięgłym wrogiem

Ten dramatyczny, pełen akcji charakter rozgrywki, odczuwalny był również podczas wyścigów. Sztuczna inteligencja przeciwników została tak zaprogramowana, by od czasu do czasu popełniać błędy, na przykład wpadając w poślizg i rozbijając się o barierki; jeśli nie uda nam się ominąć takiej przeszkody, może to zakończyć nasz wyścig. Powraca również system Nemesis: gdy zbyt wiele razy zawadzimy o innego zawodnika, stanie się on naszym zaprzysięgłym wrogiem, który z chęcią zajedzie nam drogę lub spróbuje zepchnąć z toru. 

Poza Drive to Survive, GRID Legends pozwala nam także bawić się w trybie kariery, gdzie sterujemy własnym teamem, oraz tworzyć pojedyncze wyścigi, obejmujące maksymalnie pięć klas pojazdów. Wszystkie samochody i tory są dostępne od początku, co w tego typu grze okazało się plusem: gdy miałem ochotę pojeździć autami Formuły E po Barcelonie, wystarczyło po prostu wybrać kilka opcji (co i tak zajęło dłużej niż powinno – niektóre menu są po prostu koszmarne). GRID Legendsoferuje również wyzwania dla miłośników driftu, wyścigi eliminacyjne, w których co kilkadziesiąt sekund odpadają dwaj ostatni kierowcy, czy też imprezy Nascar.

Mimo na pozór arcade’owego charakteru, prowadzenie samochodów nie jest jedynie kwestią wciśnięcia gazu do dechy i jazdy do przodu, jak w niektórych odsłonach Need for Speed. Miłośnicy wyzwań otrzymają bowiem możliwość jazdy w trybie półautomatycznym lub manualnym ze sprzęgłem, w których kontrolowanie auta wymaga skupienia i precyzji. Na mokrej nawierzchni samochody próbowały wyrwać mi się spod kontroli, zaś zbyt mocne wejście w zakręt, w każdym przypadku kończyło się bliskim spotkaniem z barierkami. W połączeniu z możliwością włączenia naprawdę hardkorowego poziomu trudności, GRID Legends momentami stanowił duże wyzwanie nawet dla mnie, weterana gier wyścigowych. 

Do zabawy otrzymujemy 118 samochodów, podzielonych na kilkanaście kategorii, od aut elektrycznych po wyścigowe pikapy i hot hatche. Graficznie modele aut nie dorównują takiemu Gran Turismo 7 (szczególnie niektóre tekstury w kokpitach wyglądają bardzo blado), ale ogólnie gra prezentuje się klimatycznie. Bardzo dobrze wypadają natomiast tory, zlokalizowane w 22 miejscach na całym świecie: nocna jazda w japońskich górach, czy też śmiganie klasycznym bolidem po deszczowych ulicach Londynu.

Minusem jest niewiele opcji personalizacji naszych samochodów, nawet w trybie kierowania własnym teamem. Stworzenie własnych barw drużyny okazało się niemożliwe, podobni, jak wybór logo i innych smaczków, które są obecne u konkurencji. 

Chociaż GRID Legends nie ustrzegł się błędów, miło wspominam spędzone przy nim godziny. Najnowsza odsłona gry od Codemasters najbardziej powinna spodobać się miłośnikom serii Need for Speed, którzy zawiedzeni są ostatnimi jej odsłonami. Legends w kontekście jazdy daje po prostu więcej. Warto w nią zagrać, szczególnie, jeśli dysponujesz kierownicą – fajna zabawa gwarantowana!

Werdykt
74

NASZYM ZDANIEM...

Legends przypomina „złote czasy” serii GRID – nawet drobne niedociągnięcia nie zepsuły przyjemności, jaką było ściganie się po torach całego świata.

Plusy

Wciągający model jazdy, wyczynowy, ale angażujący. Ogólny fun. Zróżnicowane auta.

Minusy

Przeciętna pod względem audiowizualnym. Bardzo ubogie możliwości personalizacji. Kiepsko zaprojektowany interfejs.

Autor

Dobry duch i woda na młyn naszej redakcji. Pilnuje terminów, buduje treści i tworzy layout magazynu. Czasami też znajduje czas na filiżankę kawy, bez której nie wyobraża sobie życia.

Może cię też zainteresować

Gaming

Ragnarök jeszcze w tym roku.

Gaming

Co zostało zaprezentowane w ramach internetowej premiery?

Gaming

Nie strasz, nie strasz...