Istnieje pewna szczególna kategoria sprzętu audio, przy której pytanie „czy to gra głośno?” ma mniej więcej tyle sensu, co sprawdzanie, czy Porsche potrafi jechać szybciej niż 50 km/h. Oczywiście, że potrafi. Znacznie ciekawsze jest, co dzieje się po drodze.
Sony ULT Tower 5 i Tower 7 należą właśnie do tej kategorii. Są duże, czarne, świecą, mają przycisk ULT wielkości sugerującej, że jego wciśnięcie może uruchomić procedurę ewakuacji budynku, a ich projektanci wyraźnie nie należą do ludzi przekonanych, że bas powinien być dyskretnym elementem muzyki. Jednocześnie tegoroczna generacja wygląda dojrzalej od wielu klasycznych „party speakerów”. Oświetlenie schowano wokół frontu, bryły są proste, a całość bardziej przypomina sprzęt nagłośnieniowy niż automat do gry w rytm muzyki.
Mniejszy ULT Tower 5 ma 53 cm wysokości i waży 12,7 kg. Słowo „przenośny” trzeba więc traktować z pewną swobodą. Cztery uchwyty pozwalają zabrać go z salonu na taras albo włożyć do bagażnika, ale raczej nie będzie kompanem spontanicznego spaceru nad Wisłę. Tower 7 waży już 22,8 kg i tutaj Sony przestaje udawać, że wystarczą ręce – pojawiają się kółka. Na równym chodniku rozwiązują sprawę, na schodach fizyka ponownie przejmuje władzę.
Oba modele można ustawić pionowo albo poziomo, choć deklarowana odporność IPX4 obowiązuje tylko w tej pierwszej pozycji. Deszcz podczas grilla nie powinien więc zakończyć imprezy, ale basenu lepiej nie traktować jako kolejnego miejsca instalacji.
Różnicę między 5 i 7 naprawdę słychać dopiero po uruchomieniu muzyki. Tower 5 jest konstrukcją dwudrożną z dużym wooferem i parą tweeterów. Tower 7 dostaje dodatkowe przetworniki średniotonowe, cztery głośniki wysokotonowe, w tym dwa skierowane do tyłu, oraz system 360° Party Sound. Na papierze to kilka pozycji specyfikacji. W praktyce Tower 7 po prostu lepiej pamięta, że pomiędzy basem a talerzami perkusji istnieje jeszcze całkiem sporo muzyki.

Tower 5 potrafi zrobić fenomenalne pierwsze wrażenie. 300 W mocy wystarcza, żeby przy 40–50% głośności przeciętny salon przestał domagać się czegokolwiek więcej. Elektronika, hip-hop, pop czy nowoczesny R&B natychmiast tłumaczą istnienie całej serii ULT. Bas nie tylko słychać. Czuć go w podłodze, meblach i, przy odpowiednio nierozsądnym ustawieniu głośności, zapewne w relacjach sąsiedzkich.
Sony daje cztery profile brzmienia. FLAT jest najspokojniejszy i najbardziej uniwersalny, ULT1 schodzi niżej i dodaje basowi masy, ULT2 stawia bardziej na energię i uderzenie, a LIVE poszerza przestrzeń. To nie są kosmetyczne presety. Charakter głośnika zmienia się wyraźnie i, paradoksalnie, najczęściej wracałem do FLAT. Tower 5 nadal ma wtedy potężny dół, ale wokale wychodzą przed niego, a gitara przestaje być czymś, co wydarza się gdzieś pomiędzy stopą perkusji a kolejnym pomrukiem. ULT-y najlepiej zostawić materiałowi, który wręcz prosi się o przesadę.
Granica możliwości Tower 5 pojawia się przy bardzo wysokim poziomie głośności. Powyżej mniej więcej 70% muzyka robi się bardziej zbita, bas mniej chętnie ustępuje miejsca reszcie pasma, a instrumenty tracą separację. Tyle że jest w tym pewna przewrotność. Jeśli naprawdę potrzebujesz 80 czy 90% możliwości Tower 5, subtelność stereofonii prawdopodobnie nie jest pierwszym problemem wieczoru.
I właśnie tutaj Tower 7 pokazuje, za co dopłacamy. 420 W nie oznacza wyłącznie większej głośności. Osobna sekcja średniotonowa sprawia, że wokale są pełniejsze, gitary czy fortepian mają więcej własnego miejsca, a całość pozostaje uporządkowana tam, gdzie Tower 5 zaczyna już lekko walczyć sam ze sobą.
To nadal nie jest kolumna dla człowieka, który wieczorem nalewa kieliszek Barolo, gasi światło i analizuje pozycję drugich skrzypiec w nagraniu Mahlera. Tower 7 uwielbia duży, fizyczny bas i nie próbuje tego ukrywać. Ma jednak znacznie większy repertuar. Fleetwood Mac, rock, jazz czy soundtrack nie brzmią tutaj jak nieproszeni goście na imprezie EDM. Można przełączyć się na FLAT, lekko poprawić brzmienie 10-pasmowym korektorem w aplikacji Sound Connect i dostać zaskakująco kompetentny głośnik do zwyczajnego słuchania muzyki.


Dochodzi do tego 360° Party Sound. Tower 5 gra przede wszystkim przed siebie, Tower 7 dzięki tylnym tweeterom znacznie skuteczniej wypełnia przestrzeń. W salonie nie zawsze będzie to argument wart dopłaty, bo zazwyczaj wiadomo, gdzie znajduje się kanapa. W ogrodzie czy podczas imprezy różnica ma już dużo więcej sensu. Muzyka nie kończy się po przejściu za głośnik.
Cała reszta jest właściwie małym kombajnem imprezowym. Są Bluetooth z LDAC, Multipoint i Auracast, USB-A i USB-C, RCA, XLR, wejście mikrofonowe, karaoke, efekty DJ-skie, sterowanie światłem i Party Chain. Aplikacja Sound Connect pozwala dobrać korekcję i zrobić z telefonu coś w rodzaju zabawkowej konsolety DJ-skiej. Można się z tego śmiać aż do momentu, w którym ktoś naprawdę odpala karaoke. Potem ironia zwykle przegrywa.
Tower 5 i 7 mogą też pracować razem przez Auracast, synchronizując muzykę i oświetlenie. Trudno powiedzieć, ilu ludzi kupi oba jednocześnie, ale przy nagłaśnianiu większego ogrodu możliwość dokładania kolejnych kolumn ma więcej sensu niż mnożenie watów w jednym, monstrualnym pudle.
Wbudowane akumulatory pozwalają rzeczywiście zabrać oba modele poza dom. Tower 5 oferuje do 20 godzin pracy, Tower 7 do 30. Światła, wysoka głośność i tryby ULT oczywiście te liczby zmniejszą, ale nadal częściej zastanawiałem się, kiedy ostatnio ładowałem głośnik, niż pilnowałem baterii podczas wieczoru.
Paradoks całej serii polega na tym, że najmniej interesujące okazuje się to, czym Sony reklamuje ją najgłośniej. Tak, bas jest ogromny. Tak, ULT2 potrafi sprawić, że stopę perkusji czuje się bardziej mostkiem niż uszami. Znacznie ważniejsze jest jednak to, że pod tą warstwą efektowności znajduje się całkiem porządny sprzęt audio.
Tower 5 wygrywa stosunkiem gabarytów do możliwości. Jest jeszcze na tyle poręczny, żeby regularnie go przenosić, a jednocześnie gra absurdalnie potężnie jak na swoją wielkość. Tower 7 jest cięższy, droższy i mniej spontaniczny, ale wyraźnie dojrzalszy brzmieniowo. Gdybym miał wybrać jeden model do domu, ogrodu i okazjonalnego robienia rzeczy, za które następnego ranka przeprasza się sąsiadów, wybrałbym właśnie jego.
Bo najlepsze w ULT Tower 7 nie jest to, że potrafi zrobić więcej hałasu od Tower 5. Najlepsze jest to, że kiedy przestajemy robić hałas, nadal zostaje nam bardzo dobry głośnik.
Specyfikacja
- CENA 1 699 PLN (ULT Tower 5), 2 699 PLN (ULT Tower 7)
- SONY ULT TOWER 5
- MOC 300 W
- ŁĄCZNOŚĆ Bluetooth, LDAC, Multipoint, Auracast
- CZAS PRACY do 20 godzin
- ODPORNOŚĆ IPX4
- WAGA 12,7 kg
- SONY ULT TOWER 7
- MOC 420 W
- ŁĄCZNOŚĆ Bluetooth, LDAC, Multipoint, Auracast
- CZAS PRACY do 30 godzin
- ODPORNOŚĆ IPX4
- WAGA 22,8 kg
Werdykt
NASZYM ZDANIEM
Tower 5 rozkręca imprezę, Tower 7 robi to samo, ale jako jedyny następnego dnia potrafi jeszcze usiąść z tobą przy kawie i normalnie puścić płytę.
Plusy
Potężny, fizyczny bas bez konieczności rezygnowania z FLAT. Bardzo wysoka głośność i duża dynamika. Tower 7 brzmi pełniej i znacznie lepiej radzi sobie ze średnicą. Bogaty zestaw wejść i funkcji imprezowych. Długi czas pracy na akumulatorze. Party Chain i Auracast. Oświetlenie można po prostu wyłączyć.
Minusy
Tower 7 jest mobilny głównie dopóki podłoże jest płaskie. Tower 5 przy bardzo wysokiej głośności traci uporządkowanie. IPX4 tylko przy ustawieniu pionowym. Brak zgodności Party Chain ze starszym systemem Party Connect. Presety ULT łatwo przedawkować.



