Pierwszego dnia patrzymy na wygląd. Po kilku tygodniach zachwyca nas szybko zagotowana woda. A po kilku miesiącach? Wtedy zaczynamy doceniać zupełnie inne rzeczy: że płyta nie wygląda jak kronika wszystkich przygotowanych obiadów, nie trzeba obchodzić się z nią jak z eksponatem muzealnym, a sos może spokojnie pyrkać, kiedy my zajmujemy się czymś innym. I właśnie z tej perspektywy warto spojrzeć na nowe indukcje Amica BLACK MATT.
Nowa płyta indukcyjna jest trochę jak nowy samochód. Przez pierwszy tydzień człowiek dostrzega każdy pyłek, odcisk palca traktuje niemal osobiście i najchętniej zabroniłby pozostałym domownikom zbliżania się do niej z garnkiem. Potem przychodzi życie. Makaron kipi, patelnia ląduje na blacie trochę energiczniej, niż planowaliśmy, ktoś przesuwa garnek zamiast go podnieść, a w sobotę rano okazuje się, że na czarnej tafli doskonale widać ślady przygotowywanej poprzedniego wieczoru kolacji.
I właśnie dlatego o sprzęcie kuchennym najwięcej można powiedzieć nie pięć minut po montażu, lecz kilka miesięcy później. Kiedy przestajemy podziwiać go jako nowy element wnętrza i zaczynamy po prostu z niego korzystać.
W przypadku nowych płyt Amica pierwszą różnicą jest powierzchnia BLACK MATT. Matowe szkło niewątpliwie dobrze wygląda, szczególnie w kuchniach, w których czarne AGD spotyka się z drewnem, kamieniem albo ciemnymi frontami. Ważniejsze jest jednak to, czego po pewnym czasie nie zaczynamy oglądać. Połyskliwa czerń ma bowiem wyjątkowy talent do dokumentowania naszego życia: palec, ściereczka, kropla wody, odrobina tłuszczu – wszystko zostawia autograf. Matowe wykończenie znacznie mniej eksponuje smugi i odciski palców, więc płyta nie domaga się polerowania za każdym razem, gdy ktoś zrobi sobie jajecznicę.
Kuchnia nie jest laboratorium
Jeszcze ważniejsza okazuje się rzecz, o której podczas oglądania ekspozycji sklepowej właściwie się nie myśli – odporność powierzchni. Gotowanie nie polega przecież na ceremonialnym opuszczaniu garnka dokładnie na środek pola grzejnego. Naczynia przesuwamy, patelniami zdarza nam się stuknąć, a żeliwny garnek waży tyle, że po trzecim podejściu do risotto troska o nieskazitelność blatu schodzi na dalszy plan.
Według wewnętrznych badań porównawczych Amiki szkło BLACK MATT jest czterokrotnie bardziej odporne na zarysowania i trzykrotnie bardziej odporne na uderzenia od porównywanej, standardowej powierzchni bez matowej powłoki. Testy obejmowały między innymi przesuwanie materiału ściernego pod obciążeniem oraz upuszczanie stalowej kuli i garnka. To nadal płyta kuchenna, a nie stół warsztatowy, ale różnica ma znaczenie właśnie dlatego, że przez następnych kilka lat raczej nie będziemy odkładać każdego naczynia z nabożną ostrożnością.

Po paru miesiącach zaczyna się też doceniać łatwiejsze sprzątanie. Nie dlatego, że nagle odkrywamy w sobie pasję do przecierania kuchni mikrofibrą, tylko dokładnie odwrotnie. Najlepsza powierzchnia to taka, której nie trzeba bez końca doprowadzać do stanu „jak na zdjęciu”. Amica deklaruje, że gładkie matowe szkło łatwo oczyścić miękką ściereczką i delikatnym środkiem, a jego struktura ogranicza widoczność drobnych zabrudzeń. Innymi słowy, kuchnia może wyglądać schludnie także pomiędzy jednym sprzątaniem a drugim, co w normalnym domu jest jednak bardziej użyteczne niż perfekcyjny połysk przez siedem minut po pucowaniu.
Funkcja, której używasz wygrywa z dziesięcioma, o których zapomniałeś
Jest jeszcze druga rzecz, którą kilka miesięcy użytkowania bezlitośnie weryfikuje – funkcje. Pierwszego dnia chcemy mieć ich jak najwięcej. Później zwykle korzystamy z kilku. Dlatego najbardziej sensowne są te rozwiązania, które odpowiadają na banalne, powtarzające się sytuacje.
W płytach BLACK MATT pojawia się HobControl Pro z czterema programami temperaturowymi: 40, 70, 90 i 200°C. Brzmi technicznie, dopóki nie przełożymy tego na kuchnię. 40°C przydaje się, kiedy trzeba stopić czekoladę lub klarować masło i nie mamy ochoty co kilkanaście sekund sprawdzać, czy właśnie ich nie przegrzaliśmy. 70°C pasuje do sosów, powideł i rzeczy lubiących długie, spokojne podgrzewanie. 90°C pozwala gotować zupy i buliony bez ciągłego balansowania na granicy kipienia, natomiast 200°C jest ustawieniem przygotowanym pod szybkie smażenie, stir-fry czy stek. Płyta reguluje moc tak, by utrzymywać odpowiednie warunki zamiast zmuszać użytkownika do bezustannego żonglowania ustawieniami.
Płyta reguluje moc tak, by utrzymywać odpowiednie warunki, zamiast zmuszać użytkownika do żonglowania ustawieniami
To właśnie ten rodzaj automatyki, który po czasie może stać się bardziej interesujący niż funkcja pokazana efektownie na prezentacji. Bo najczęstszy scenariusz kuchenny nie wygląda tak, że stoimy przed płytą przez 40 minut z pełnym skupieniem. W tym samym czasie kroimy warzywa, wyciągamy coś z lodówki, odpowiadamy komuś na wiadomość, próbujemy znaleźć pokrywkę, która z niezrozumiałych powodów znowu nie leży tam, gdzie powinna, i słyszymy z drugiego pokoju pytanie, kiedy będzie obiad. Jeśli jedna z rzeczy pilnuje się w tym czasie sama, technologia właśnie wykonała swoje zadanie.
Podobnie jest ze sterowaniem. Modele BLACK MATT mają sensorowy slider z 14 poziomami mocy. Czternaście nie jest liczbą, którą koniecznie trzeba opowiadać znajomym przy kolacji, ale daje możliwość bardziej precyzyjnego sterowania niż kilka szeroko rozstawionych stopni. W codziennym gotowaniu oznacza to po prostu łatwiejsze znalezienie punktu pomiędzy „nic się nie dzieje” a „dlaczego to już kipi?”.

W wybranych odmianach dochodzi jeszcze HoodConnect, czyli możliwość połączenia płyty z kompatybilnym okapem. To kolejny przykład funkcji, której sens pojawia się dopiero podczas użytkowania: mniej przełączania się pomiędzy urządzeniami i mniej pamiętania o czymś, co powinno być oczywiste.
Po kilku miesiącach liczą się drobiazgi
Matowe wykończenie może być więc najbardziej widoczną zmianą w nowych płytach Amica, ale paradoksalnie jego największa zaleta polega na tym, że z czasem zauważamy je coraz mniej. Nie zastanawiamy się przed przesunięciem garnka. Nie widzimy każdego dotknięcia powierzchni. Nie stoimy nad zupą tylko dlatego, że za chwilę może wykipieć. Nie wykonujemy pięciu ruchów tam, gdzie wystarczyłby jeden.
I chyba właśnie tym różni się sprzęt dobrze pomyślany do codziennego użytkowania od urządzenia, które dobrze wygląda przede wszystkim w dniu zakupu. Po kilku miesiącach przestajemy przecież myśleć o „technologii indukcyjnej”, „specjalnej powierzchni” czy „programach temperaturowych”. Chcemy ugotować makaron, zrobić sos, usmażyć coś na szybko i nie spędzić później kwadransa na doprowadzaniu kuchni do porządku.
Płyty Amica BLACK MATT nie zmieniają gotowania w futurystyczny spektakl i bardzo dobrze. Po kilku miesiącach z AGD najbardziej lubimy bowiem te rozwiązania, o których przestaliśmy myśleć. Zostało tylko pytanie: co dziś robimy na obiad?



