W normalnym świecie odległość między Hind Rajab a karetką mierzyłoby się w minutach. W Gazie 29 stycznia 2024 roku zaczęto ją mierzyć kolejnymi telefonami, zgodami i godzinami. Kilkuletnia Palestynka utknęła w ostrzelanym samochodzie w dzielnicy Tel al-Hawa. Wokół niej leżeli zabici członkowie rodziny. Dziewczynka dodzwoniła się do Palestyńskiego Czerwonego Półksiężyca i czekała, aż ktoś po nią przyjedzie.
Najbliższy ambulans dzieliło od Hind kilka minut jazdy. W realiach izraelskiej operacji wojskowej ta odległość stała się jednak niemal nie do pokonania. Ratownicy potrzebowali zgody na przejazd przez kontrolowany przez armię teren i godzinami czekali na gwarancję bezpieczeństwa. Gdy Yusuf al-Zeino i Ahmed al-Madhoun w końcu ruszyli po dziewczynkę, kontakt z nimi się urwał. Dwanaście dni później odnaleziono wrak ambulansu i ich ciała, a kilkadziesiąt metrów dalej samochód z martwą Hind i jej rodziną.
Kaouther Ben Hania buduje z tej historii film zawieszony gdzieś pomiędzy fabułą a dokumentem. Pracowników Czerwonego Półksiężyca grają aktorzy, ale głos Hind jest prawdziwy – pochodzi z nagrań rozmów z 29 stycznia. To właściwie wystarczy. Reżyserka nie potrzebuje rekonstrukcji ostrzału, CGI ani kolejnych panoram zniszczonej Gazy. Większość akcji rozgrywa się przy biurkach, telefonach i monitorach, a napięcie bierze się z absurdalnego rozdźwięku między sytuacją, w której liczy się każda minuta, a systemem poruszającym się w tempie administracyjnego formularza.
Aktorzy poznali tekst wcześniej, ale oryginalny głos Hind po raz pierwszy usłyszeli dopiero podczas zdjęć. Kamera rejestruje więc coś więcej niż odegraną rozpacz. Ben Hania świadomie zaciera granicę między rekonstrukcją a ponownym przeżywaniem wydarzeń i robi to bez większych formalnych sztuczek. Głos dziecka po drugiej stronie telefonu okazuje się wystarczająco mocnym środkiem filmowym.

Najważniejsze pozostaje jednak to, co wydarzyło się poza kinem. Analizy nagrań, śladów po pociskach i zdjęć satelitarnych wskazywały na izraelskie pojazdy pancerne znajdujące się tuż obok samochodu. Forensic Architecture i Earshot wyliczyły, że podczas jednej z rozmów w ciągu sześciu sekund padły 64 strzały, a źródło ognia znajdowało się zaledwie około 20 metrów od auta. W sierpniu 2026 roku izraelskie wojsko wszczęło w tej sprawie postępowanie karne i przyznało, że jego żołnierze strzelali zarówno w kierunku samochodu, jak i ambulansu.
To ważne, bo Głos Hind Rajab nie opowiada o anonimowej „tragedii wojny” – określeniu bardzo wygodnym, gdy odpowiedzialność zaczyna uwierać. Rekonstruuje konkretną zbrodnię: zabicie palestyńskiego dziecka i dwóch medyków, którzy próbowali do niego dotrzeć. Nie pozwala rozpuścić ich śmierci w statystyce ani zastąpić sprawców bezosobowym „ostrzałem”.
Ben Hania ogranicza kino do głosu, czasu i ludzi bezskutecznie próbujących zdążyć przed śmiercią. W epoce, w której kolejne obrazy z Gazy po kilku sekundach ustępują miejsca rolce, reklamie albo powiadomieniu z aplikacji, 89 minut wymuszonego skupienia nabiera szczególnej wartości.
Kino nie uratuje Hind Rajab. Może jednak sprawić, że przynajmniej przez te 89 minut nie uda się odwrócić wzroku.



