W idealnym świecie całe mieszkanie miałoby jeden rodzaj podłogi, żadnych progów, kabli, porzuconych skarpetek ani dywanu, który zawsze postanawia wejść robotowi w drogę. Tyle że nasze mieszkania nie są laboratoriami. I właśnie dlatego Roomba Max 775 Combo wydaje się ciekawsza wtedy, kiedy przestajemy patrzeć na nią jak na zbiór parametrów, a zaczynamy jak na domownika od brudnej roboty.
Podłoga przypomina o swoim istnieniu głównie wtedy, kiedy jest brudna. Okruszki pod stołem pojawiają się zaraz po śniadaniu. W przedpokoju piasek rozmnaża się szybciej niż buty. W kuchni coś kapnie, w salonie dywan kolekcjonuje wszystko, co przejdzie obok, a parkiet wymaga więcej delikatności niż kafelki.
Nie chodzi więc o to, żeby robot potrafił odkurzyć metr kwadratowy idealnie przygotowanej powierzchni demonstracyjnej. Chodzi o mieszkanie, które w ciągu kilkunastu minut potrafi zmienić płytki w drewno, drewno w dywan, a porządek w niewielką katastrofę.
Roomba Max 775 Combo została pomyślana właśnie pod taki scenariusz.
Dywan nie lubi mopa. I słusznie
Roboty łączące odkurzanie z mopowaniem brzmią jak oczywisty pomysł. Problem pojawia się wtedy, kiedy na ich trasie znajduje się dywan. Wtedy coś, co jeszcze sekundę temu było zaletą, może stać się bardzo mokrym problemem.
Max 775 Combo rozwiązuje to sprytnie. Wałek mopujący PowerSpin ma własną osłonę, która pojawia się po wykryciu dywanu. Zamiast więc ciągnąć wilgotny element nad włóknami, robot fizycznie oddziela mop od powierzchni.
To funkcja, która na papierze zajmuje jedno zdanie, ale w codziennym życiu znaczy więcej. Nie trzeba zwijać dywanów ani zastanawiać się, czy przypadkiem nie wysłaliśmy mokrego robota na spotkanie z chodnikiem. Ma przejechać z jednego świata do drugiego i wiedzieć, co robić.
Parkiet ma inne potrzeby niż kuchnia
Na twardej podłodze zaczyna się druga część zadania. Max 775 Combo nie ciągnie za sobą zwykłej, wilgotnej ściereczki. PowerSpin jest obracającym się wałkiem mopującym, pracującym z prędkością 200 obr./min i ze stałym naciskiem na powierzchnię.
Ma to znaczenie tam, gdzie samo przetarcie niewiele zmienia. Zaschnięta kropla kawy, ślady po butach czy tajemnicza plama w kuchni, której pochodzenia nikt oczywiście nie zna, wymagają czegoś więcej. Do takich miejsc służy też SmartScrub, czyli intensywniejsze szorowanie wybranych zabrudzeń.
Ilość wody można regulować w aplikacji, więc płytki w kuchni da się potraktować inaczej niż parkiet w salonie. Wałek potrafi też wysunąć się w stronę krawędzi. Roboty okrągłe od zawsze mają z narożnikami relację skomplikowaną geometrycznie, dlatego Roomba wspomaga się tu systemem PerfectEdge i dwiema szczotkami bocznymi.
Nie zmienia koła w kwadrat, ale przynajmniej próbuje posprzątać tam, gdzie koło najchętniej udałoby, że niczego nie widzi.

Odkurzanie nadal ma znaczenie
Cała ta historia o mopowaniu nie oznacza, że zapomniano o rzeczy najbardziej podstawowej. Roomba Max 775 Combo oferuje moc ssącą do 30 000 Pa, dwie gumowe szczotki główne DualRubber oraz dwie szczotki boczne.
Same paskale mieszkania nie sprzątają. Liczy się to, czy system potrafi zebrać piasek z twardej podłogi, wyciągnąć brud z dywanu i poradzić sobie z włosami oraz sierścią bez naszej interwencji po każdym przejeździe. Cztery poziomy mocy można dobrać do sytuacji, bo nie każde pomieszczenie codziennie wymaga trybu „właśnie wróciliśmy z plaży”.
Najtrudniejszą przeszkodą jest zwykle człowiek
Dom przygotowany specjalnie dla robota sprzątającego jest miejscem cudownym. Kable są pochowane, skarpetki znajdują się w szafie, buty stoją równym rzędem, a pies nigdy nie zostawia po sobie niczego podejrzanego.
Czyli nie istnieje.
Roomba korzysta z LiDAR-u ClearView Pro do mapowania pomieszczeń oraz systemu PrecisionVision wykorzystującego AI do rozpoznawania przeszkód. Chodzi nie tylko o nogi stołu czy kanapę, ale też przewody, obuwie, drobne przedmioty czy pozostawione przez zwierzęta „niespodzianki”.
To ostatnie jest ważne, bo czasem skuteczność robota mierzy się nie tym, co posprzątał, tylko tym, czego nie rozprowadził po całym mieszkaniu.
Mapa pozwala wysłać urządzenie do konkretnego pokoju, strefy albo w okolice wybranego mebla. Nie zawsze potrzebujemy pełnej operacji „sprzątamy dom”. Czasem po kolacji chodzi tylko o podłogę wokół stołu.
Prawdziwy luksus zaczyna się po sprzątaniu
Największą ironią robotów sprzątających przez lata było to, że miały oszczędzać nam pracy, po czym trzeba było opróżniać ich pojemniki, czyścić mopy, dolewać wodę i zajmować się logistyką urządzenia, które podobno miało zajmować się logistyką za nas.
Dlatego równie ważna jak sama Roomba jest stacja AutoWash. Po pracy robot może automatycznie pozbyć się zebranego brudu, a stacja pierze wałek mopujący gorącą wodą i suszy go gorącym powietrzem. Dozuje też koncentrat do mopowania i ma własny cykl samooczyszczania.

Producent deklaruje do 90 dni bez ręcznego opróżniania pojemnika na zanieczyszczenia oraz do ośmiu tygodni automatycznej obsługi związanej z mopowaniem.
Nie jest to oczywiście perpetuum mobile. Ktoś musi wymienić worek, uzupełnić płyny i czasem poświęcić urządzeniu uwagę. Różnica polega na częstotliwości.
A w automatyzacji domowych obowiązków właśnie o nią chodzi. Nie o to, by nigdy więcej nie dotknąć odkurzacza czy mopa, ale żeby pytanie „kiedy ostatnio sprzątałem podłogę?” przestało być jednym z regularnie powracających wyrzutów sumienia.
Jeden robot zamiast planu operacyjnego
Najciekawsze w Roombie Max 775 Combo nie jest więc żadne pojedyncze 30 000 Pa, LiDAR ani liczba obrotów wałka. Jest nią próba potraktowania mieszkania jako całości.
Dywan wymaga odkurzania i ochrony przed mokrym mopem. Parkiet potrzebuje bardziej kontrolowanego podejścia do wody. Kuchenne płytki czasami trzeba naprawdę wyszorować. Przy ścianach zostaje brud. Pod stołem pojawiają się okruszki. W przedpokoju piasek. A pomiędzy tym wszystkim leży jeszcze kabel od ładowarki, który ktoś miał schować trzy dni temu.
Dobry robot sprzątający nie powinien zmuszać właściciela do myślenia o każdej z tych rzeczy osobno. Powinien po prostu dostać zadanie. I je wykonać.


