Dla większości z nas mycie okien należy do tych domowych obowiązków, które trudno romantyzować. Po piętnastu minutach człowiek stoi z mokrym rękawem, patrzy pod światło na smugi i zaczyna rozumieć, dlaczego ludzkość wymyśliła roboty.
MOVA N1 to kompaktowy robot do mycia okien, który przysysa się do szyby, sam planuje trasę i rozpyla delikatną mgiełkę płynu. Ma 215 x 215 mm, 59 mm grubości i waży około 1,3 kg, więc nie sprawia wrażenia sprzętu, który przed użyciem wymaga rozgrzewki jak przed martwym ciągiem. Bierze się go za uchwyt, przykłada do szyby, uruchamia i pozwala mu robić swoje.
Zasada działania jest prosta. Silnik utrzymuje robota na szybie za pomocą podciśnienia, mikrofasowa nakładka zbiera brud, a system podwójnego rozpylania aplikuje płyn w trakcie jazdy. Do wyboru są różne tryby, między innymi szybki, dokładny, głęboki, krawędziowy i punktowy. W praktyce sprowadza się do wyboru, czy szyba wymaga tylko odświeżenia, czy ma za sobą sezon deszczu i pyłu.
N1 najlepiej wypada jako urządzenie do regularnego utrzymania czystości. Kurz, odciski palców, ślady po nosie psa, lekki osad po deszczu – to jego naturalne środowisko. Po jednym cyklu szyba wygląda wyraźnie lepiej, a przy mniej zapuszczonych powierzchniach efekt potrafi być naprawdę satysfakcjonujący. Na mocno zabrudzonych zewnętrznych oknach robot też daje radę, ale nie należy oczekiwać cudów. Ptasie niespodzianki albo zaschnięta żywica nadal mogą wymagać ręcznej interwencji. To nie jest cyfrowy egzorcyzm na szyby, tylko sprytna automatyzacja nudnej pracy.
Robot porusza się w uporządkowany sposób, wykrywa krawędzie i wraca na miejsce startu. Tutaj pojawia się jednak jeden z bardziej ludzkich problemów tego małego pomocnika: na końcu pracy potrafi zostawić ślad w miejscu, w którym się zatrzymał. Wilgotna mikrofibra, kurz i dłuższy kontakt z szybą robią swoje. Zwykle wystarczy szybki ruch ściereczką, ale trudno nie uśmiechnąć się pod nosem. Robot wykonał za nas większość pracy, a potem zostawił podpis, jak artysta, który nie umiał zejść ze sceny bez ukłonu.



Drugim kompromisem są narożniki. Kwadratowy kształt pomaga, ale czujniki i rolki sprawiają, że robot nie dociera idealnie do samych rogów. Jeśli ktoś marzy o perfekcji pod lupą, będzie musiał poprawić ręcznie. Jeśli chodzi o normalne domowe okna, efekt jest wystarczająco dobry, by przestać dramatyzować nad każdym milimetrem. Okna na skosach należy ustawić jak najbardziej pionowo, gdyż wisząc w dół na poziomym oknie, robot nie ma wystarczającej mocy do utrzymania się.
Obsługa jest prosta. Można używać aplikacji MOVAhome, która pozwala zmieniać tryby, sterować ręcznie i aktualizować oprogramowanie, ale jej rola nie jest kluczowa. Pilot bywa nawet wygodniejszy, bo przy myciu okien człowiek nie zawsze ma ochotę sięgać po smartfona.
Ograniczeniem dla niektórych pozostanie kabel. Z przedłużaczem daje on około sześciu metrów zasięgu, ale przy dużych przeszkleniach albo dziwnie rozmieszczonych kontaktach może pojawić się klasyczny domowy spektakl pod tytułem „kto zaprojektował to mieszkanie?”. Jest też linka zabezpieczająca i awaryjny akumulator 600 mAh, który w razie braku prądu utrzyma robota na szybie przez około 30 minut. To ważne, bo zaufanie do maszyny przyklejonej do pionowej tafli szkła buduje się powoli.
MOVA N1 nie jest luksusowym systemem z wielką stacją, automatycznym czyszczeniem i choreografią wokół pracy. Jest mały, względnie niedrogi i nie wymaga reorganizacji domu. Nie zastępuje perfekcyjnego mycia ręcznego, ale dla większości ludzi będzie wystarczająco dobry, by zrezygnować z niego na dobre.
Specyfikacja
- CENA 999 PLN
- POZIOM HAŁASU 72 dB
- WYMIARY 215 x 215 x 59 mm
Werdykt
NASZYM ZDANIEM
MOVA N1 nie odbiera człowiekowi całej roboty, ale zabiera z mycia okien wystarczająco dużo irytacji, by jego małe niedoskonałości dało się potraktować z wyrozumiałością.
Plusy
Prosta konstrukcja. Dobra skuteczność. Automatyczne rozpylanie płynu. Łatwa obsługa. Rozsądna cena.
Minusy
Kabel może ograniczać swobodę pracy. Przy mocnych zabrudzeniach nie zastąpi klasycznego szorowania. Nie dla perfekcjonistów.



