W każdym domu istnieje ten sam, dziwnie powtarzalny obyczaj. Człowiek sprząta, odkłada odkurzacz, patrzy z satysfakcją na podłogę, a potem ktoś robi kanapkę. Albo pies wraca ze spaceru. Albo dziecko odkrywa, że płatki śniadaniowe mają większy potencjał artystyczny, gdy wysypie się je poza miskę. Czystość w mieszkaniu bywa więc nie tyle stanem, ile krótkim momentem między jednym okruchem a drugim.
I właśnie w tym miejscu dobrze widać sens takich urządzeń jak iRobot Roomba 115 Combo oraz Roomba 115 Combo ze stacją AutoEmpty. Nie dlatego, że obiecują dom z katalogu, w którym nikt nigdy nie rozlał kawy, nie naniósł piasku z przedpokoju i nie jadł tostów nad laptopem. Raczej dlatego, że zdejmują z głowy tę najbardziej niewdzięczną część codzienności: regularne ogarnianie podłogi, zanim zacznie wyglądać jak mapa wszystkich naszych małych porażek.
Roomba 115 Combo jest robotem odkurzająco-mopującym, czyli robi dwie rzeczy naraz – zbiera kurz, okruchy i drobny brud, a jednocześnie przeciera podłogę wilgotną nakładką z mikrofibry. Brzmi prosto, bo takie ma być. Technologia nie powinna tu wymagać od użytkownika nowego hobby, weekendowego kursu obsługi aplikacji i doktoratu z mapowania salonu. Ma po prostu działać wtedy, gdy człowiek pracuje, wychodzi z domu albo próbuje przez chwilę nie myśleć o tym, że w kuchni znów coś się przykleiło do płytek.

Pod obudową jest jednak kilka konkretów, które robią różnicę w praktyce. Moc ssąca 15 000 Pa daje robotowi zapas na codzienny brud, nie tylko symboliczne muśnięcie podłogi ku pokrzepieniu sumienia. Roomba 115 Combo może odkurzać, mopować albo robić jedno i drugie w ramach tego samego przejazdu. W aplikacji da się ustawić moc ssania, ilość wody i liczbę przejazdów, więc kuchnia po gotowaniu może dostać inne traktowanie niż salon, w którym największym problemem jest kurz pod kanapą i okruchy po wieczornym seansie.
W mopowaniu pomaga funkcja SmartScrub, która intensywniej pracuje przy mocniejszych zabrudzeniach. Producent mówi o dwukrotnie dokładniejszym mopowaniu w porównaniu ze standardowym odkurzaniem i mopowaniem przy śladach po kawie. W realnym życiu oznacza to mniej nerwowego przecierania podłogi ręcznikiem papierowym, kiedy coś skapnie obok blatu, a my akurat jesteśmy w tym pięknym momencie dnia, w którym absolutnie nie chcemy zaczynać sprzątania od nowa.
Ważne jest też to, że Roomba 115 Combo nie jeździ po mieszkaniu jak turysta bez zasięgu. Nawigacja LiDAR ClearView tworzy mapy pomieszczeń, a robot może zapamiętać do trzech map – przydatne, jeśli mieszkanie ma kilka poziomów albo chcemy oddzielić różne strefy. Można wyznaczyć miejsca do sprzątania, obszary bez dostępu i strefy bez mopowania. To ostatnie brzmi mało romantycznie, ale każdy, kto ma dywan, wie, że mokra niespodzianka pod stopą potrafi skutecznie zepsuć poranek.


Są też drobiazgi, które w domowej codzienności szybko przestają być drobiazgami. Robot ma 7,89 cm wysokości, więc może wjeżdżać pod niskie meble, tam, gdzie zwykły odkurzacz zagląda tylko w chwilach wielkich życiowych zrywów. Wysunięta szczotka boczna i ruchoma nakładka mopująca pomagają przy krawędziach i narożnikach, czyli tam, gdzie kurz lubi prowadzić ciche, długoterminowe życie. Roomba 115 Combo pokonuje progi do 19 mm, wraca do stacji, gdy musi się naładować, a potem wznawia sprzątanie od miejsca, w którym przerwała. To ten rodzaj automatyzacji, który nie robi wielkiego widowiska, ale po kilku dniach trudno udawać, że nic się nie zmieniło.
Różnica między obiema wersjami sprowadza się do pytania, ile kontaktu z brudem chcemy jeszcze zachować w swoim życiu. Podstawowa Roomba 115 Combo kosztuje 899 PLN i jest sensowną propozycją dla osób, które chcą po prostu regularnego odkurzania i mopowania bez wchodzenia w wyższy budżet. Ma pojemnik na brud 500 ml i zbiornik na wodę 230 ml, więc dobrze pasuje do mieszkań, w których użytkownik nie ma problemu z tym, że od czasu do czasu trzeba pojemnik opróżnić.
Wersja Roomba 115 Combo ze stacją AutoEmpty kosztuje 1 299 PLN i dodaje coś, co brzmi jak mała rzecz, dopóki człowiek nie zacznie z niej korzystać: automatyczne opróżnianie pojemnika. Po cyklu sprzątania, a także w trakcie pracy, gdy pojemnik się zapełni, robot może oddać brud do stacji. Tam trafia on do worka AllergenLock o pojemności 2,5 l, który zatrzymuje 99% pyłków i pleśni. W praktyce oznacza to nawet do 90 dni bez opróżniania pojemnika i bez bliskiego spotkania z chmurką kurzu, która zwykle pojawia się dokładnie wtedy, gdy chcieliśmy tylko „szybko coś wyrzucić”.


To szczególnie miłe rozwiązanie dla alergików, właścicieli zwierząt i wszystkich, którzy mają lepsze rzeczy do roboty niż rozmawianie z pojemnikiem na kurz. Stacja AutoEmpty nie sprawia, że sprzątanie znika magicznie z życia – mop nadal trzeba wyprać, części eksploatacyjne wymieniać, a świat wciąż będzie produkował okruchy z imponującą konsekwencją. Ale przesuwa granicę obsługi na tyle daleko, że robot zaczyna być mniej „urządzeniem do sprzątania”, a bardziej elementem domowej infrastruktury. Jak zmywarka. Niby można bez niej żyć, tylko po co codziennie udowadniać sobie charakter.
Roomba 115 Combo działa z aplikacją Roomba Home, obsługuje harmonogramy i sterowanie głosowe przez Google Home, Siri oraz Alexę. Można więc uruchomić sprzątanie z telefonu, przyciskiem na robocie albo głosem, jeśli ktoś lubi wydawać polecenia urządzeniom i czuć się przez chwilę jak człowiek przyszłości, tylko w kapciach. Do konfiguracji potrzebna jest sieć 2,4 GHz, co warto wiedzieć zawczasu, bo domowe Wi-Fi potrafi być bardziej kapryśne niż niektóre rośliny doniczkowe.
Najciekawsze w Roomba 115 Combo nie jest jednak to, że ma LiDAR, mapy, 15 000 Pa i trzy tryby pracy. To wszystko ma znaczenie, ale dopiero w połączeniu z codziennością. Z tym, że podłoga w przedpokoju wygląda inaczej po deszczu. Że kuchnia po śniadaniu rzadko przypomina kuchnię z wizualizacji dewelopera. Że kurz pod łóżkiem nie jest tematem, o którym chcemy myśleć po pracy. Że czasem człowiek chciałby po prostu wrócić do domu i nie widzieć na podłodze całej historii ostatnich trzech dni.
Roomba 115 Combo nie obiecuje życia bez sprzątania. Bardziej rozsądnie: obiecuje, że sprzątanie przestanie tak często domagać się naszej uwagi. W wersji podstawowej robi to w cenie 899 PLN, oferując odkurzanie i mopowanie w jednym urządzeniu. W wersji ze stacją AutoEmpty za 1 299 PLN idzie krok dalej, zdejmując z użytkownika także regularne opróżnianie pojemnika. To nie jest gadżet do chwalenia się przy kolacji. To raczej sprzęt, który po cichu sprawia, że w mieszkaniu łatwiej utrzymać normalność.
A normalność, jak wiadomo, bywa dziś najbardziej luksusową funkcją ze wszystkich.



