Są takie momenty, w których technologia boleśnie przypomina, że „ekosystem” to nie tylko marketingowe hasło, ale też sieć zależności, które potrafią się zerwać w najmniej wygodnym momencie. Właściciele smartwatchy Huawei właśnie boleśnie się o tym przekonują – i to w obszarze, który miał być symbolem nowoczesności: płatnościach zbliżeniowych.
Gdy Watch GT 5 i GT 5 Pro debiutowały z obsługą NFC, wielu uznało to za długo wyczekiwany przełom. Huawei w końcu „dogonił Zachód”, przynajmniej na papierze. Problem w tym, że od początku był to przełom na protezie. Zamiast natywnego, systemowego rozwiązania w stylu Apple Pay czy Google Pay, dostaliśmy aplikację-pośrednika. Quicko – brzmi niewinnie, działa… do czasu.
I właśnie ten czas nadszedł. Komisja Nadzoru Finansowego cofnęła Quicko zezwolenie na świadczenie usług płatniczych. Uzasadnienie? Brak ostrożnego i stabilnego zarządzania. W wolnym tłumaczeniu: coś tu nie grało wystarczająco długo, by regulator w końcu powiedział „dość”. Efekt uboczny? Funkcja, która miała być gamechangerem dla użytkowników Huawei, może zniknąć z dnia na dzień.
Oczywiście, formalnie pieniądze są bezpieczne. KNF nakazała umożliwienie wypłat i transferów środków, a Quicko uspokaja komunikatami o ochronie interesów klientów. Tyle że to niewielkie pocieszenie dla kogoś, kto kupował zegarek z myślą o płaceniu nim za kawę, bilety czy zakupy – bez telefonu, bez portfela, bez stresu. Teraz stres wraca tylnymi drzwiami.
Cała sytuacja obnaża większy problem: Huawei wciąż funkcjonuje na technologicznych obejściach. Gdy inni budują własne, globalne systemy płatności, tu wszystko opiera się na lokalnym partnerze, którego kondycja staje się krytycznym elementem doświadczenia użytkownika. To nie jest innowacja – to prowizorka ubrana w ładne slajdy prezentacyjne.
Najbardziej wymowne jest jednak milczenie producenta. Brak oficjalnego stanowiska Huawei w momencie, gdy użytkownicy zaczynają zadawać niewygodne pytania, wygląda słabo. Bo nawet jeśli firma nie ponosi bezpośredniej winy za decyzję KNF, to odpowiada za obietnice, które składała, sprzedając swoje zegarki.
Płatności zbliżeniowe miały być dowodem, że Huawei wraca do gry. Tymczasem okazały się przypomnieniem, że bez solidnego zaplecza usługowego nawet najlepszy hardware pozostaje tylko ładnym gadżetem. A użytkownik – jak zwykle – zostaje sam z problemem, który nie jest jego winą.



