iPad od lat znajduje się w dość zabawnym miejscu. Jest za dobry, żeby traktować go wyłącznie jako ekran do VOD, ale wystarczy spróbować napisać na nim coś dłuższego niż „OK, dzięki”, żeby przypomnieć sobie, dlaczego ludzkość wymyśliła fizyczną klawiaturę.
Apple oczywiście ma na to własne rozwiązania, podobnie jak dziesiątki producentów akcesoriów. Typecase podchodzi jednak do sprawy trochę inaczej. Zamiast próbować raz na zawsze rozstrzygnąć, czy iPad jest tabletem, laptopem czy czymś pomiędzy, buduje wokół niego akcesoria pozwalające zmieniać tę odpowiedź kilka razy dziennie.
Bo dokładnie tak używamy dziś tych urządzeń.
Rano odpowiadamy na maile przy kawie. W pociągu oglądamy serial. Na spotkaniu robimy notatki. Później poprawiamy dokument, wieczorem coś czytamy, a pięć minut przed snem trzymamy tablet nad twarzą w pozycji, której żaden ortopeda nie chciałby zobaczyć. Jedna forma urządzenia do wszystkich tych sytuacji brzmi dobrze tylko na slajdzie prezentacji.
Klawiatura, której można się pozbyć
Dobrym przykładem tego myślenia jest Edge+. W pierwszej chwili wygląda znajomo: iPad unosi się nad klawiaturą na magnetycznym zawiasie, poniżej mamy gładzik, więc całość zaczyna przypominać niewielkiego notebooka.
Najciekawsze dzieje się jednak wtedy, kiedy przestajemy pisać.

W Edge+ można odłączyć tablet razem z cienką, 1,4-milimetrową osłoną WingShell. iPad nie zostaje więc nagle nagi tylko dlatego, że chcemy usiąść z nim na kanapie. Klawiatura zostaje na biurku, a ochrona jedzie dalej z tabletem. To drobna różnica konstrukcyjna, która w codziennym użyciu ma więcej sensu niż kolejna funkcja opisana trzema znakami towarowymi. Typecase dodaje do tego gładzik, regulowane ustawienie ekranu i skok klawiszy 1,4 mm.
To rozwiązanie dla ludzi, którzy rzeczywiście próbują zastąpić część pracy laptopowej iPadem, ale nie chcą zawierać z klawiaturą małżeństwa na dobre i na złe.
A może jednak laptop?
Po drugiej stronie stoi Edge Pro. To opcja dla tych, którzy kupili iPada, a następnie sukcesywnie dodawali do niego rzeczy, aż pewnego dnia odkryli, że właściwie zbudowali sobie komputer.
Tylko całkiem atrakcyjny.
Obudowa klawiatury jest wykonana z aluminium serii 6000, gładzik ma szklaną powierzchnię, a klawisze indywidualne podświetlenie RGB. Typecase pozwala wybierać spośród milionów kolorów i efektów świetlnych, co podczas pisania raportu kwartalnego raczej nie zmieni naszego życia, ale nikt przecież nie powiedział, że Excel musi być smutny. Są także dedykowane skróty iPadOS, regulowane podświetlenie i magnetyczne mocowanie tabletu.

Ciekawsze od tęczy pod palcami jest jednak to, jak cienka pozostaje sama klawiatura. Producent podaje 3,98 mm dla jej najcieńszej części, próbując pogodzić konstrukcję w stylu Magic Keyboard z czymś, co nadal można wrzucić do torby bez poczucia, że zabraliśmy drugi komputer. Wariant dla 11-calowego iPada waży 575 g, więc prawa fizyki nie zostały całkowicie anulowane, ale mobilność pozostaje częścią pomysłu.
Czasem ekran powinien zrobić obrót
Najbardziej charakterystycznym Typecase jest jednak prawdopodobnie Flexbook Touch. Tutaj zawias obraca się o 360 stopni, więc ekran można ustawić jak w laptopie, obrócić w stronę osoby siedzącej naprzeciwko, postawić jak ekran do filmu albo złożyć tak, by znów korzystać z iPada bardziej jak z tabletu.
Brzmi jak funkcja przeznaczona do demonstracji na stoisku targowym, dopóki nie przypomnimy sobie, ile razy obracaliśmy całego laptopa podczas pokazywania komuś zdjęcia, prezentacji czy projektu.

Flexbook Touch ma również gładzik obsługujący gesty iPadOS i podświetlaną klawiaturę, ale to właśnie zawias robi tu największą różnicę. Producent mówi o siedmiu sposobach ustawienia urządzenia. Nie trzeba zapamiętywać ich nazw. Wystarczy wiedzieć, że iPad nie musi przez cały dzień patrzeć wyłącznie na właściciela.
I jest w tym trochę powrotu do czasów laptopów 2 w 1, tylko ze znacznie lepszym tabletem po drugiej stronie zawiasu.
Jeśli mniej znaczy więcej
Nie każdy potrzebuje jednak aluminiowej konstrukcji, efektów RGB i zawiasu ćwiczącego jogę. Folio Duo jest prostszą odpowiedzią: etui, podpórka, gładzik i magnetycznie odłączana klawiatura.
Kiedy trzeba pisać, składamy niewielkie stanowisko pracy. Kiedy chcemy tylko coś przeczytać albo obejrzeć, klawiatura może zostać w torbie. Podpórka pozwala regulować kąt do 165 stopni, jest miejsce na Apple Pencil, a w klawiaturze znalazł się pełny rząd skrótów systemowych oraz podświetlenie.
To chyba najbardziej klasyczna interpretacja idei Typecase, a jednocześnie jedna z najbardziej praktycznych. Tablet pozostaje tabletem, dopóki naprawdę nie potrzebujemy od niego czegoś więcej.
Problem nie leży w iPadzie
Właśnie dlatego oferta Typecase robi się ciekawsza, kiedy przestajemy patrzeć na nią jak na kolekcję etui z klawiaturami.
Firma sama opisuje swoje produkty jako narzędzia do przechodzenia między pracą, nauką, kreatywnością, podróżą i zwyczajnym codziennym użytkowaniem. Marketing oczywiście uwielbia takie zdania, ale tutaj akurat stoi za nimi dość konkretna konstrukcyjna obsesja: odpinanie, obracanie, składanie i zmienianie konfiguracji.
Edge stawia na magnetyczną konstrukcję przypominającą notebooka. Edge+ pozwala zostawić klawiaturę, nie rezygnując z ochrony iPada. Edge Pro idzie w stronę bardziej dopracowanego stanowiska pracy z aluminium i szklanym gładzikiem. Flexbook Touch robi z zawiasu główną atrakcję, a Folio Duo zachowuje bardziej tradycyjny, modułowy charakter. Oferta obejmuje przy tym aktualne iPady Pro i Air, podstawowe modele, a w rodzinie Flexbook Touch nawet iPada mini.

Przed zakupem trzeba oczywiście sprawdzić dokładną generację iPada. W tej kategorii jeden dodatkowy rok w nazwie urządzenia potrafi być różnicą między idealnym dopasowaniem a bardzo drogą podstawką pod kawę. Typecase ma na stronie wyszukiwarkę według modelu właśnie dlatego, że poszczególne obudowy projektowane są pod konkretne generacje tabletów. Klawiatury komunikują się z iPadem przez Bluetooth, a część wariantów oferowana jest z amerykańskim układem QWERTY, więc również ten szczegół warto sprawdzić przed zamówieniem.
Tablet, kiedy chcesz. Komputer, kiedy trzeba
Od lat próbujemy odpowiedzieć na pytanie, czy iPad może zastąpić laptopa. Być może samo pytanie jest już trochę nieaktualne.
Nie każdy chce zastępować jedno urządzenie drugim. Czasem chcemy tylko napisać długi mail bez stukania w szkło. Innym razem wygodnie poprawić prezentację w pociągu. Potem odpiąć klawiaturę, położyć się na kanapie i przez godzinę nie mieć przed sobą niczego przypominającego pracę.
I właśnie tutaj pomysł Typecase zaczyna mieć najwięcej sensu.
Nie chodzi o to, żeby zamienić iPada w laptopa.
Chodzi o to, żeby pozwolić mu nim być tylko wtedy, kiedy akurat tego potrzebujemy.


