Połącz się z nami

Testy

TEST: InkBOOK Prime HD

Czy korzystanie z tego czytnika e-booków bardziej przypomina romans czy horror?

Opublikowane

dnia

Kilka lat temu spotkałem się z opinią, że główną zaletą czytników e-booków jest nie ich przenośność czy niższa cena, ale świadomość, że ulubione książki mamy zawsze przy sobie. Podpisuję się pod nią obydwoma rękami, ale należy pamiętać, że czytnik czytnikowi nierówny – niektóre  urządzenia mogą zepsuć przyjemność z obcowania z powieściami. Na szczęście testowany InkBook Prime HD okazał się bardzo dobrym nośnikiem dla mojego księgozbioru.

Wymiarami polski czytnik przypomina urządzenia z serii Kindle Paperwhite, ale wygrywa z nimi pod względem komfortu. Tył InkBooka został wyprofilowany i pokryty przyjemną w dotyku gumą, dzięki czemu można przez długi czas czytać bez konieczności oparcia go o podłoże. Konstrukcja jest lekka, ale wytrzymała i solidna.

Przód czytnika zdobi oczywiście sześciocalowy ekran wykonany w technologii E-Ink Carta. Uwagę od razu zwraca jego ostrość – litery wyraźnie odznaczają się na podświetlanym tle, nawet wtedy, gdy ustawimy dużą czcionkę. Dzięki technologii Rapid Refresh przewracanie wirtualnych stron odbywa się w mgnieniu oka, a na wyświetlaczu nie pozostają żadne artefakty.

Przypadło mi do gustu także samo podświetlenie, dostępne w kilku temperaturach barw – od lekko żółtego do niebieskawego. Dzięki temu mogłem komfortowo czytać i w ostrym słońcu, i przy zgaszonym świetle. Na plus należy zaliczyć również możliwość przewracania stron za pomocą ekranu dotykowego oraz programowalnych przycisków. Te ostatnie są niezastąpione podczas korzystania z urządzenia w pozycji leżącej, gdy sięganie palcem do ekranu nie jest najwygodniejsze.

InkBook Prime HD działa na InkBook OS, który powstał na bazie Androida 4.4.2. Ta wersja systemu operacyjnego ma już swoje lata, co niestety widać. Owszem, czytanie jest szybkie, ale samo ładowanie książek zajmuje urządzeniu chwilę. Najmniej przyjemnym aspektem korzystania z urządzenia jest przeglądanie stron internetowych, podczas którego zdarzało mu się zamulać. Na osłodę dostajemy możliwość korzystania z serwisów subskrypcyjnych pokroju Legimi oraz dostęp do darmowych e-booków poprzez serwis Wolne Lektury i Project Gutenberg.

Czytnik obsługuje wszystkie najpopularniejsze formaty cyfrowych książek. Interfejs użytkownika jest przejrzysty i łatwy w obsłudze, a dzięki polskiej wersji językowej może korzystać z niego każdy czytelnik. Akumulator InkBooka ma pojemność 2 000 mAh, co w zależności od podświetlenia i tego, jak często korzystamy z czytnika, przekłada się na około dwa tygodnie pracy. Urządzenie wyposażone jest w 8 GB pamięci wewnętrznej, które można rozszerzyć za pomocą karty microSD.

InkBook Prime HD to godny polecenia czytnik e-booków. Oferuje on to, co najważniejsze podczas obcowania z cyfrowymi książkami, czyli wygodę i funkcjonalność.

Specyfikacja

  • Cena 550 PLN
  • Ekran dotykowy 6 cali E-Ink Carta 300 ppi, podświetlany
  • Bateria 2 000 mAh
  • Pamięć wewnętrzna 8 GB
  • Łączność Wi-fi, Bluetooth, MicroUSB 2.0, microSD
  • Wymiary 159 × 114 × 9 mm
  • Waga 168 g

Werdykt

NASZYM ZDANIEM…

InkBook Prime HD ma szansę stać się najlepszym przyjacielem każdego bibliofila.

Wynik
79

Plusy

Ostry i szybko odświeżający się ekran o różnych kolorach podświetlenia. Wygodna obsługa. Współpracuje z wieloma apkami zewnętrznymi. Pojemny akumulator.

Minusy

Surfowanie po internecie i otwieranie niektórych aplikacji zamulają urządzenie.

Dobry duch i woda na młyn naszej redakcji. Pilnuje terminów, buduje treści i tworzy layout magazynu. Czasami też znajduje czas na filiżankę kawy, bez której nie wyobraża sobie życia.

Kontynuuj czytanie
11 komentarzy

11 komentarze

  1. Mareczeq

    03/07/2019 o 09:59

    Fajny artykuł. Równiez mam prime hd i jestem bardzo zadowolony. Dla mnie największym plusem tego czytnika jest możliwość korzystania z legimi 🙂 fajnie się na nim czyta książki

  2. Amadeusz

    04/07/2019 o 13:25

    Ja niestety bardzo się zawiodłem tym czytnikiem. Duże rozczarowanie. Ciężko się połączyć z wifi, aplikacje działają czasami jak chcą. Jedyny plus to opcja korzystania z legimi

    • trickot

      05/07/2019 o 08:24

      Bo czyta się tylko na kindleach albo klasycznie, z książką w ręce. Reszta czytyników nie nadaje się do tego kompletnie. zwłaszcza inkbooki 😉

    • Olka Fasolka

      08/07/2019 o 08:50

      hmm dziwne, ja się nie natknęłam z takimi problemami. U mnie wifi działa normalnie, przeglądanie stron też znośnie, ale nie zapominajmy, że to czytnik 🙂 a na nim sie czyta dobrze książki, z legimi czy bez 😀

      • Rychu

        17/07/2019 o 09:25

        Było spoko, ale z ta nową aktualizacją to nie mają na co liczyć

        • Lokówa

          18/07/2019 o 09:14

          nie no, też się boje tel akyualizacji, ale jestem ciekaw jak ona będzie działac 🙂 fajnie mi się czyta na inkboooku więc ten aspekt raczej się nie zmieni 🙂

  3. Czytelniczka

    09/07/2019 o 08:22

    Ja też mam inkbooka i bardzo sobie chwalę. Jest lepszy od mojego peperwhite’a, do którego z resztą już nie sięgam (chyba komus oddam). Ma wszystko czego potrzebuje czytnik, nic się nie wiesza, z resztą aktualizowali ostatnio system i śmiga jak nigdy dotąd. Ogólnie bardzo polecam, zwłaszcza ze to polska marka.

    • sosad

      09/07/2019 o 13:41

      z której strony jest lepszy? inkbooki niestety nie są dobrymi czytnikami. Zacinają się dosyć często niestety

      • Lesław

        12/07/2019 o 11:20

        ja mam prime hd i jeszcze mi sie nie zaciął. No może z plikami pdf czasami się zacina, ale to i tak sporadycznie, tak to działa jak rakieta 😀

  4. Domieszko

    09/07/2019 o 14:22

    Mam ten czytnik, skusiłam się po tym jak przyjaciółka zaczęła na swoim czytać. Nie spodziewałam się takiej wygody płynącej z używania czytnika, bardzo fajna sprawa. Polecam każdemu, ksiązki papierowe mają swój urok, ale czytnik to przede wszystkim mega wygoda i na dłuższą metę oszczędność

    • Titua

      16/07/2019 o 09:39

      Domieszko z kim się zamieniłeś na mózg? Jeżeli faktycznie miałeś chociaż jeden dzień prime hd to chyba innego niż w sklepach. Fakt można na nim czytać i przeglądac strony, ale za taką cene można kupić znacznie lepszy sprzęt

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Testy

TEST: Divoom Macchiato

Czy brzmienie tego przenośnego głośnika rozbudzi nas tak samo jak dobra kawa?

Opublikowane

dnia

Głośniki Bluetooth przestały być jedynie sposobem na niedrogie nagłośnienie imprezy, a stały się designerskim gadżetem. Na rynku pojawia się coraz więcej modeli, które wyglądają jak stworzone z myślą o efektownych fotkach na Instagram. Spójrzmy chociażby na Divoom Macchiato – uroczy, superkompaktowy sprzęt w vintage’owym stylu. Czy jego brzmienie dorównuje urzekającemu wzornictwu?

(więcej…)

Werdykt

NASZYM ZDANIEM…

Divoom Macchiato to właściwie gotowy pomysł na prezent, który możesz sprawić znajomym Instagramowiczom… lub sobie.

Wynik
84

Plusy

Vintage’owa stylistyka połączona z wysoką jakością wykonania. Głośnik gra mocno i czysto. Pojemna bateria.

Minusy

Odczepiana antena FM, która może ulec uszkodzeniu w transporcie. Brak NFC.

Kontynuuj czytanie

Testy

TEST: Canon EOS RP

Duża matryca, dużo funkcji, wysoka jakość zdjęć – czyżbyśmy mieli do czynienia z bezkompromisowym aparatem?

Opublikowane

dnia

 Aparaty bezlusterkowe coraz częściej trafiają w ręce zawodowych fotografów. Nic w tym dziwnego – wraz z rozwojem technologii zaczynają one dorównywać lustrzankom pod względem możliwości, a niekiedy nawet je przewyższać. Gdy połączymy to z ich poręczną konstrukcją, otrzymujemy aparaty idealne dla podróżników. Canon EOS RP to właśnie taki „bezlusterkowiec na sterydach” – superlekki sprzęt wyposażony w pełnoklatkową matrycę w (relatywnie) niskiej cenie.

Pełen wypas

Zacznijmy od krótkiego wyjaśnienia, czym jest owa „pełna klatka” i po co właściwie wybierać aparaty z taką matrycą. Jej sekret leży w rozmiarze – im większa powierzchnia matrycy, tym więcej światła może ona przyjąć, co skutkuje ostrzejszymi i jaśniejszymi zdjęciami. Kolejną zaletą tego formatu jest fakt, że nie obcina on ujęcia. Mniejsze matryce, na przykład popularne w bezlusterkowych aparatach APS-C, nie pokazują nam całego pola widzenia obiektywu. W ich przypadku przycięcie (profesjonalnie nazywane mnożnikiem ogniskowej) wynosi około 1,5x, co oznacza, że gdy skorzystamy z obiektywu o ogniskowej 50 mm, będzie on działał jak 75 mm.

Matryce pełnoklatkowe rejestrują natomiast… cóż, pełną klatkę. Ogniskowa 50 mm zachowuje się tutaj jak ogniskowa 50 mm. Daje to fotografowi więcej kontroli nad kompozycją ujęcia, w szczególności podczas pracy z obiektywami szerokokątnymi.

Matryca zastosowana w Canonie EOS RP ma rozdzielczość 26 Mpix i potrafi nagrywać wideo w jakości 4K. Nie ma ona wewnętrznego systemu stabilizacji obrazu – mają go jedynie niektóre kompatybilne z aparatem obiektywy. Nawet jeśli nagramy materiał 4K przy ich pomocy, i tak nie wykorzystamy możliwości, które daje nam pełna klatka, ponieważ kadr jest automatycznie przycinany. W ogóle filmy Ultra HD są najsłabszą stroną EOS RP. Owszem, są one ostre i pełne detali, ale często pojawia się na nich tzw. efekt rolling shutter, czyli zdeformowanie szybko poruszających się obiektów. W rozdzielczości 1080p ten problem nie występuje, ale zawód pozostaje.

Na szczęście aparat nadrabia te braki jakością zdjęć – są one po prostu wspaniałe. Każda fotka pełna była realistycznych, nasyconych kolorów, a automatyczne narzędzie wyboru balansu bieli spełniało swoją rolę bez zarzutu. EOS RP potrafi uchwycić mnóstwo szczegółów nawet wtedy, gdy fotografowane obiekty się poruszają. Równie dobrze wychodzą zdjęcia wykonane w słabych warunkach oświetlenia – to zasługa ustawień redukujących szumy.

Lekko i przyjemnie

Robienie efektownych ujęć jest zresztą bardzo proste. EOS RP waży jedynie 485 g, dzięki czemu nie ma problemów z jego transportem – jest większy od standardowego aparatu bezlusterkowego z matrycą APS-C, ale mniejszy i poręczniejszy od lustrzanki. Dzięki wyprofilowanemu uchwytowi wygodnie korzysta się z niego nawet podczas pracy z dużymi obiektywami, a korpus sprawia wrażenie solidnego.

Elektroniczny wizjer okazał się przyjemnie ostry. Ekran dotykowy można obracać pod różnymi kątami, a aby sfokusować zdjęcie, wystarczy nacisnąć go palcem – 143-punktowy autofokus jest superszybki. Spodobał nam się także tryb śledzenia twarzy, który daje radę nawet w tłumie. W serii zdjęć możemy zrobić maksymalnie pięć ujęć na sekundę, co nie jest najlepszym wynikiem, ale większości użytkowników w zupełności wystarczy. Szkoda tylko, że nie można własnoręcznie wyciszyć migawki – owszem, aparat posiada tryb cichy, ale jego włączenie blokuje kilka funkcji.

W obiektywie

Oczywiście ta wygoda ma także swoje minusy. Format zapisu plików RAW wykorzystywany w EOS RP nie jest wspierany przez Adobe Lightroom czy Photoshopa, więc do ich obróbki potrzebujemy oprogramowania Canona. Kolejnym minusem jest stosunkowo mały wybór kompatybilnych obiektywów. Na razie ukazało się pięć modeli RF, które są niestety dość drogie. Dzięki adapterowi możemy podłączyć do aparatu także starsze i często tańsze obiektywy EF, ale musimy liczyć się z tym, że przytną one obraz. Nie jest to jakaś straszna wada, ale warto o tym pamiętać przed zakupem.

Problemem jest także stosunkowo krótki czas pracy na baterii. Jedno pełne ładowanie wystarczy na jedynie 250 zdjęć, co dla wielu profesjonalistów jest śmieszną wartością. Owszem, można ją wydłużyć za pomocą zapasowych akumulatorów, ale wiążą się one z dodatkowymi kosztami. Mimo tego Canon EOS RP to godny polecenia aparat fotograficzny dla osób szukających najwyższej jakości i wygody.

Specyfikacja

  • Cena 6 600 PLN (korpus z adapterem)
  • Matryca 26,2 Mpix, pełna klatka CMOS 35,9 x 24 mm
  • Procesor obrazu DIGIC 8
  • Mocowanie obiektywu Canon RF
  • Wizjer elektroniczny 0,39 cala OLED, 2,36 mln punktów, powiększenie 0,7x
  • Ekran dotykowy 3 cale LCD, 1,04 mln punktów
  • Wymiary 133 x 85 x 70 mm
  • Waga 440 g

Werdykt

NASZYM ZDANIEM…

Canon EOS RP przypadnie do gustu zarówno profesjonalnym amatorom fotografii, jak i rozmiłowanym w podróżach zawodowcom.

Wynik
82

Plusy

Doskonała jakość zdjęć. Kompaktowa, wytrzymała konstrukcja. Szybki autofokus. Niewysoka cena.

Minusy

Nagrywanie w 4K jest dalekie od ideału. Słaba żywotność na baterii.

Kontynuuj czytanie

Testy

TEST: Netgear Orbi Voice

Tablet z Androidem i inteligentny ekran z Alexą w jednym? Brzmi dobrze, ale jak jest w praktyce?

Opublikowane

dnia

przez

Routery należą do grupy urządzeń, które mimo najszczerszych chęci dość trudno jest zamaskować – w końcu jeśli schowamy je w szafce, ucierpi na tym ich zasięg. Na przeciwnym biegunie znajdują się inteligentne głośniki, stworzone po to, aby je eksponować. Netgear postanowił połączyć oba gadżety w jedno urządzenie. Pomysł niezły, a jak z jego wykonaniem?

(więcej…)

Werdykt

NASZYM ZDANIEM…

Mimo kilku niedociągnięć Orbi Voice to ciekawa propozycja dla osób, które chcą zaopatrzyć swoje domowe zacisze w sieć MESH i towarzystwo Alexy.

Wynik
74

Plusy

Bardzo dobry router MESH, dostarczający stabilnego i szybkiego połączenia. Ciekawy pomysł na połączenie z inteligentnym głośnikiem.

Minusy

Działa tylko w pakiecie z systemem Orbi. Niezbyt dobre brzmienie przy wysokiej głośności. Brak Bluetooth.

Kontynuuj czytanie

Testy

TEST: Creative Outlier Air Sports

Słuchawki prawdziwie bezprzewodowe… i prawdziwie sportowe.

Opublikowane

dnia

Nie zastanawiacie się czasami, jaka przyszłość czeka prawdziwie bezprzewodowe słuchawki? Odejdą one w niepamięć czy wręcz przeciwnie – staną się normą, a ich podstawowe modele będą dostępne za przysłowiowe grosze? Przedsmak przyszłości możemy mieć już dzisiaj w postaci Creative Outlier Air Sports, niedrogich i funkcjonalnych słuchawek dla sportowców. 

(więcej…)

Werdykt

NASZYM ZDANIEM…

W takiej cenie trudno nie skusić się na zakup Outlier Air Sports – to funkcjonalne i praktyczne słuchawki.

Wynik
82

Plusy

Wygodne wkładki do uszu. Pojemna bateria. Bardzo dobry stosunek jakości dźwięku do ceny.

Minusy

Sterowanie i dopasowanie wymagają przyzwyczajenia się. Nieporęczne, duże etui.

Kontynuuj czytanie

Testy

TEST: Samsung Galaxy S10+

Nowy flagowiec Samsunga robi piorunujące pierwsze wrażenie, ale czy to drugie będzie równie pozytywne?

Opublikowane

dnia

Magazyn T3

Najnowszy flagowiec Samsunga to ciekawy przypadek. Aktualnie jest on najpotężniejszym (i najdroższym) telefonem koreańskiej marki, ale ten tytuł już wkrótce przypadnie jego następcom: S10 5G i składanemu Galaxy Fold. Czy warto zatem wydać ciężko zarobione pieniądze na smartfona, którego flagowy status już niedługo zostanie przejęty przez inne urządzenie?

(więcej…)

Werdykt

NASZYM ZDANIEM...

Galaxy S10+ to fantastyczny, acz nie przełomowy telefon. Na rewolucję musimy dopiero poczekać.

Wynik
85

Plusy

Piękny, kolorowy ekran. Wydajna specyfikacja. One UI jest wygodny i praktyczny. Aparat z dodatkowymi trybami. Złącze 3,5 mm!

Minusy

Infinity-O z dwoma obiektywami wygląda trochę śmiesznie. Przeciętna żywotność na jednym ładowaniu. Telefon jest bardzo drogi.

Kontynuuj czytanie
Reklama

Popularne