Są marki, które nie schodzą do średniej ligi. Ferrari nie robi kombi dla managerów w korporacjach, Rolex nie ma półki „entry level”, a Alienware przez lata nie bawił się w „rozsądne” konfiguracje. Tymczasem 16X Aurora jest właśnie takim kompromisem – sprzętem, który próbuje być bardziej przystępny, ale nie do końca chce przestać być premium. I czuć to od pierwszego kontaktu.
Obudowa nie świeci jak choinka w Las Vegas. Logo Obcego na klapie nie jest podświetlane, nie ma zewnętrznego RGB, nie ma agresywnych przetłoczeń. Aluminiowa bryła w odcieniu granatowo-indygo bardziej przypomina solidnego Della do pracy niż sprzęt, na którym odpala się Cyberpunk 2077 w trybie Overdrive i „niech się dzieje”. Jeśli ktoś szuka gamingowego laptopa w trybie stealth – to jest dokładnie to.
Jakość wykonania jest wzorowa. Zero trzasków, zero uginania się klawiatury, zawias otwierany do 180 stopni – przydatne, gdy słońce postanowi odbić się w matrycy w najmniej odpowiednim momencie. Większość portów trafiła na tył, więc przy biurku nie powstaje spaghetti z kabli. To sprzęt, który naturalnie chce stać podłączony do monitora, myszy i ładowarki. Mobilność? Da się, ale 16 cali i solidne chłodzenie mają swoją wagę.
Klawiatura jest poprawna, ale bez fajerwerków. Membranowa, z jednolitą strefą podświetlenia RGB. Brak per-key lighting trochę gryzie przy tej cenie, a wąski blok numeryczny pachnie „magazynem części Della”. Skok jest przyjemny, sprężysty, da się pisać szybko i bez frustracji, ale to nie jest klawiatura, która wywołuje emocje. Touchpad jest mały i miękko klika – do przeglądarki wystarczy, do grania i tak sięgniesz po mysz.

Ekran to już inna historia. 16 cali, 2560×1600 px, 240 Hz, G-Sync i 500 nitów jasności. To dokładnie ta sama klasa wyświetlacza, co w droższym Area-51. Obraz jest ostry, płynny i jasny na tyle, by pracować w dzień bez zasłaniania rolet. Kontrast – jak to w IPS – przyzwoity, ale do OLED-a mu daleko. HDR brak, OLED na razie też, choć ma się pojawić w kolejnej generacji. Pytanie tylko, ile wtedy będzie kosztować.
Gamingowy laptop, który wygląda jak sprzęt dla księgowego, ale w środku wciąż ma ambicje esportowca. Tylko że za ambicje trzeba tu sporo dopłacić
Przy RTX 5060 i rozdzielczości 1600p apetyt rośnie szybko. W Shadow of the Tomb Raider bez ray tracingu zobaczyłem 91 kl./s – płynność wzorowa. Z włączonym RT było 55 kl./s, nadal grywalnie dzięki G-Sync. Gears Tactics działał gładko, jakby nic go nie obchodziło. Cyberpunk 2077 przy ustawieniach Ultra i bez RT dobijał do 48 kl./s w natywnej rozdzielczości. To już granica komfortu. RT Overdrive? Nie ta liga.
DLSS i generowanie klatek potrafią tu zdziałać cuda – w Cyberpunku licznik potrafi wystrzelić w okolice 170 kl./s przy zbalansowanym trybie i 4x frame generation. Tylko że to wciąż proteza, nie surowa moc. Jeśli myślisz o graniu w nowe tytuły przez kilka lat bez kombinowania z ustawieniami, 8 GB VRAM może okazać się wąskim gardłem szybciej, niż byś chciał. W tej cenie coraz częściej można znaleźć RTX 5070 Ti z 16 GB pamięci.

Za to procesor – Core Ultra 7 255HX – nie bierze jeńców. W testach Geekbench 6 notuje 2 952 pkt w single core i 18 800 pkt w multi. To wyniki bliższe desktopowi niż smukłemu ultrabookowi. 32 GB RAM i szybki SSD 1 TB sprawiają, że montaż wideo, eksport zdjęć czy praca na dużych plikach nie robią na nim wrażenia. To prawdziwy „desktop replacement”, który nie udaje, że jest czymś innym.
Zaskoczyła mnie bateria. 92 Wh przy takiej konfiguracji brzmi jak przepis na trzy godziny i koniec. Tymczasem w teście wideo przy 50% jasności laptop wytrzymał ponad 5,5 godziny. W realnej pracy – około czterech. Jak na 16-calowy sprzęt z dedykowaną grafiką – to bardzo przyzwoity wynik.
Problemem pozostaje cena. W okolicach 9 000 PLN to wciąż drogi laptop z RTX 5060. Alienware zawsze miał swoją marżę – płaci się za markę, za jakość wykonania, za pewien styl. Tylko że dziś konkurencja jest brutalna. Średnia półka przestała być średnia.
Alienware 16X Aurora to sprzęt, który wygląda jak poważny komputer do pracy, a gra jak ambitny zawodnik z aspiracjami do ekstraklasy – tyle że czasem brakuje mu kondycji w drugiej połowie sezonu.
Specyfikacja
- CENA 8 699 PLN
- CPU Intel Core Ultra 7 255HX
- GPU NVIDIA GeForce RTX 5060 8 GB GDDR7
- RAM 32 GB DDR5 5 600 MHz
- SSD 1 TB
- EKRAN 16” matowy LED, 1560×600 px, 240 Hz, 500 cd/m²
- ZŁĄCZA USB 3.2 Gen.1, USB-C PD, USB4-C Thunderbolt 4, HDMI 2.1, RJ-45, słuchawkowe, DC-in
- WYMIARY 23,4 x 357 x 265 mm
- WAGA 2,61 kg
Werdykt
NASZYM ZDANIEM
To kosmita, który nauczył się chodzić w garniturze – elegancki, wydajny, ale wciąż przekonany, że jego logo jest warte więcej niż specyfikacja konkurencji.
Plusy
Bardzo dobra jakość wykonania i minimalistyczny design. Jasny, 240-hercowy ekran 1600p z G-Sync. Mocny procesor i solidna wydajność w grach bez RT.
Minusy
Wysoka cena jak na RTX 5060. Brak podświetlenia per-key. Brak opcji OLED w tej generacji.



