Connect with us

Cześć, czego dzisiaj szukasz?

Gaming

RECENZJA: Resident Evil 3

Ulice Raccoon City po raz kolejny wypełniają się ofiarami wirusa T.

Resident Evil to praojciec survival horroru (choć przy dłuższej debacie można by było przyznać ten tytuł Alone in the Dark), lecz nigdy nie stronił od sekwencji akcji. Te ostatnie w pewnym momencie zdominowały serię, przemieniając wysublimowane opowieści grozy w niekończące się strzelanie do zombiaków. Trzecia część, Nemesis, to ostatnia klasyczna odsłona serii, w której Capcom postawił mniej na survival, a bardziej na horror. Czy w wydanym właśnie remake’u udało się zachować te same idealne proporcje między strachem i akcją? 

Bohaterką Resident Evil 3 jest Jill Valentine, ostatnia członkini elitarnego oddziału policji S.T.A.R.S., która pozostała w ogarniętym chaosem Raccoon City. Tajemniczy wirus T zamienia mieszkańców w zombie, a za jego stworzenie odpowiedzialny jest koncern farmaceutyczny Umbrella Corp. Jill tkwi w areszcie domowym, planując ucieczkę i zdemaskowanie działalności koncernu, lecz sytuacja ulega gwałtownej zmianie: na trop policjantki wpada Nemesis, najbardziej przerażające dzieło Umbrelli. Jest on piekielnie silny, zabójczo zwinny, a przed wyeliminowaniem bohaterki nie powstrzyma go nawet śmierć. 

Jak każdy dobry thriller, RE3 zaczyna się od trzęsienia ziemi (no, właściwie od ucieczki z płonącego budynku), a potem napięcie rośnie. Podobnie jak w remake’u poprzedniej części, Capcom zdecydował się na wprowadzenie drobnych zmian fabularnych. Fani zauważą je natychmiast; przykładowo, pierwsze spotkanie z Nemesisem ma miejsce nie na komisariacie policji jak w oryginale, ale w mieszkaniu bohaterki. Dzięki tym modyfikacjom historia pozostaje interesująca dla weteranów i przystępna dla osób, które z Resident Evil 3 nie miały do tej pory do czynienia. 

Szkoda tylko, że producent zdecydował się na zrezygnowanie z systemu podejmowania kluczowych decyzji i kilku ścieżek fabularnych, stawiając zamiast tego na liniową opowieść – gdy ukończymy grę (w jakieś sześć godzin), zostaje nam jedynie przejście jej na wyższych poziomach trudności oraz zabawa w całkiem przyjemnym trybie multiplayer RE: Resistance. 

RE3 oprócz Jill wcielamy się w Carlosa Oliveirę, członka UBCS, oddziału wysłanego przez Umbrella Corp do zapanowania nad wybuchem epidemii wirusa T (czytaj: zatuszowania wszystkich śladów). Etapy, w których kierujemy żołnierzem, są bardziej dynamiczne i nastawione na strzelanie, natomiast Jill rozwiązuje zagadki i stara się niepostrzeżenie przemknąć koło wrogów. Amunicji jest stosunkowo mało; własne pociski można tworzyć z prochu strzelniczego, ale musimy uważać na to, ile nabojów zużywamy – nawet najprostsi przeciwnicy wymagają trzech-czterech strzałów w głowę, a niektórych trzeba dodatkowo dobić nożem. 

W oryginalnym RE3 kamera była nieruchoma, a pole manewru bohaterów ograniczone, przez co lokacje wydawały się ciasne i klaustrofobiczne, zaś wrogowie pojawiali się właściwie znikąd. Odświeżona wersja została potraktowana podobnie do remake’u „dwójki” – akcję obserwujemy z perspektywy trzeciej osoby (z drobną, pierwszoosobową wstawką à la RE7 na początku). Mimo tego gra potrafi przestraszyć; podczas rozgrywki niejednokrotnie zobaczymy otwierający się znienacka radiowóz, z którego wyskakuje nieumarły policjant, zombiaki sięgające po Jill przez uchylone drzwi windy czy wreszcie samego Nemesisa, potężnego i bezlitosnego. 

Zmieniona praca kamery nie pozostała bez wpływu na sposób zaprojektowania lokacji. Gra często wrzuca nas do ciemnych zaułków, krętych korytarzy i zagraconych magazynów, w których nietrudno o jumpscare. RE3 genialnie operuje źródłami światła: latarka obejmuje tylko niewielki wycinek ekranu, a większość pola widzenia zatopiona jest w mroku, skrywając przerażające modele nieumarłych. Gra jest wizualnie bardzo dopracowana. Jill, Carlos i inni bohaterowie poruszają się z gracją i naturalnością, a realistyczne udźwiękowienie dodatkowo buduje klimat opowieści. 

Wydany w zeszłym roku RE2 był pod wieloma względami „rimejkiem” idealnym – zachowującym to, co najlepsze w oryginale, lecz unowocześniającym rozgrywkę na skalę, jakiej się nie spodziewaliśmy. Resident Evil 3 to kolejny udany powrót do Raccoon City, jednak nie robiący już takiego wrażenia. Niby wszystko jest tu na swoim miejscu, ale rozpieszczeni ubiegłorocznym hitem, czujemy, że Capcom poszło tu nieco na łatwiznę.

Werdykt
83

NASZYM ZDANIEM...

Choć czuć, że można było z tematu RE3 wyciągnąć więcej, to wciąż bardzo solidna gra akcji z horrorem w tle.

Plusy

Klimatyczna opowieść i trzymająca w napięciu rozgrywka. Grafika i dźwięk. Tryb multiplayer w pakiecie.

Minusy

Liniowy sposób przedstawienia historii – brak dodatkowych ścieżek fabularnych. Mniej straszna niż oryginał i dość krótka.

Od dziewięciu lat redaktor naczelny Magazynu T3. Ekspert w dziedzinie nowych technologii. Częsty gość programów radiowych i telewizyjnych. Prowadzący konferencji technologicznych. Autor wydawnictw książkowych o grach oraz organizator koncertów. Pasjonat muzyki, kina i literatury.

Może cię też zainteresować

Gaming

Najnowsza odsłona to idealny sposób na rozpoczęcie przygody z tą kultową serią bijatyk.

Gaming

Pojemny, szybki nośnik SSD to w końcu najlepszy przyjaciel konsolowca – i nie tylko.

Gaming

Postapokaliptyczne Kung-Fu z puchatymi zwierzątkami w roli głównej.