Connect with us

Cześć, czego szukasz?

Gaming

RECENZJA: Quake (2021)

Oto remaster legendarnej strzelanki – czy bawi tak jak ćwierć wieku temu?

Ech, dzisiejsza młodzież nie wie, jak to kiedyś było. Teraz dzieciaki mogą na przerwach odpalić Fortnite na własnych smartfonach, zamiast tłoczyć się przy świetlicowych komputerach i grać w cokolwiek, co na nich pójdzie. W późnych latach 90. gwiazdą szkolnych salek komputerowych i kafejek był Quake od id Software, wielkie dzieło Johna Romero. Po 25 latach od premiery gra doczekała się pełnego remastera.

W grze wcielamy się w samotnego protagonistę, podróżującego po światach pełnych plugawych stworów i wynaturzonych bestii w poszukiwaniu run. Są one kluczami do innego wymiaru, w którym czai się przedwieczne zło; naszym celem jest jego unicestwienie… i tyle. Quake nigdy nie miał zapędów do opowiadania epickich, skomplikowanych historii: linia fabularna to pretekst do zwiedzenia czterech rozbudowanych światów i rozwałkowania setek przeciwników dokładnie jak za dawnych lat.

Ten model rozgrywki nie zestarzał się ani o dzień: biegniemy przez długie, mroczne korytarze, wykaszając legiony potworów o różnych stylach walki: niektóre z nich preferują ostrzeliwanie nas z oddali, a inne pędzą, by zaatakować morderczym atakiem w zwarciu. Jak każdy staroszkolny shooter, Quake nie oszczędza gracza: co prawda normalny poziom trudności nie sprawi problemów weteranom (nowicjusze mogą się momentami zdziwić), to już na „hardzie” bywa, no właśnie, hardkorowo. W znalezieniu run przeszkadzają nam nie tylko wrogowie, ale również przeszkody środowiskowe – szlam, lawa czy wszechobecne pułapki, które pokonujemy za pomocą różnych znajdziek.

Remaster zawiera nie tylko podstawową wersję gry, ale także oficjalne rozszerzenia, w tym zupełnie nowy Dimension of the Machine. Spotkamy się w nim ze znajomym z pierwszego poziomu, Chthonem. Największe zmiany zaszły jednak w trybach dla wielu graczy. Gdy znudzi nam się gra w pojedynkę, odpalimy lokalny czy sieciowy co-op albo (międzyplatformowe!) deathmatche dla ośmiu graczy na starych, dobrych mapach – tak, bronie i pancerz wciąż są w tych samych miejscach. W zestawie znajdziemy także oryginalnego Quake’a oraz zrekonstruowaną wersję z Nintendo 64, opatrzoną stosownym, kineskopowym filtrem.

Twórcy remastera nie zdecydowali się natomiast na aktualizację oprawy audiowizualnej – genialny, niepokojący soundtrack autorstwa Trenta Reznora z Nine Inch Nails pozostał bez zmian, podobnie jak gotyckie, surrealistyczne lokacje, które teraz możemy podziwiać w rozdzielczości 4K. Graficznych wodotrysków jest niewiele: tekstury zostały wygładzone, zaś dynamiczne oświetlenie jeszcze lepiej buduje groteskowy klimat gry. Niektóre zjawiska po prostu się nie starzeją…

Werdykt
89

NASZYM ZDANIEM...

Remaster pierwszego Quake’a to piękny hołd złożony temu fenomenalnemu shooterowi.

Plusy

Nareszcie można zagrać w Quake’a na różnych platformach i bez odpalania podejrzanych programów. Wciąga jak dawniej. Udoskonalony multiplayer.

Minusy

Drobne problemy z matchmakingiem w grze online.

Autor

Dobry duch i woda na młyn naszej redakcji. Pilnuje terminów, buduje treści i tworzy layout magazynu. Czasami też znajduje czas na filiżankę kawy, bez której nie wyobraża sobie życia.

Może cię też zainteresować

Gaming

Gra będzie wycofana aż do momentu, w którym zakończy się postępowanie sądowe.

Testy

Nie tylko dla graczy – testujemy słuchawki, z których skorzystają także pracownicy biurowi i globtroterzy.

Gaming

Fantastyczny tytuł roguelike nareszcie trafił na konsole.