Connect with us

Cześć, czego szukasz?

Gaming

RECENZJA: Aerial_Knight’s Never Yield

Prosta, acz stylowa przebieżka po ulicach futurystycznego Detroit.

Gry komputerowe to jedno z najlepszych mediów do opowiadania historii. Odpalenie konsoli lub peceta jest nie tylko obietnicą miło spędzonego czasu, ale także zaproszeniem do świata dewelopera, w wielu przypadkach opartego na jego codziennych przeżyciach, gustach i przemyśleniach. Zjawisko to jest często spotykane wśród tytułów indie, tworzonych przez niewielkie studia lub nawet pojedyncze osoby. Do grona tych ostatnich zalicza się pochodzący z Detroit Neil Jones, znany pod pseudonimem Aerial_Knight, którego marzeniem było stworzenie gry stuprocentowo zakorzenionej w afroamerykańskiej kulturze. Owocem jego pracy jest Never Yield, stylowy runner o wysokim poziomie „fajności”. 

Fabuła gry opowiedziana została właściwie bez słowa, w samych cutscenkach. Wcielamy się w niej w Wally’ego, nastolatka z futurystycznej wersji Detroit. Główny bohater wchodzi w posiadanie informacji, które mogą zagrozić autorytarnemu reżimowi rządzącemu miastem, i musi uciekać przed ścigającymi go militarnymi siłami. W trakcie szalonej pogoni poznamy najróżniejsze oblicza metropolii przyszłości, jak również zmierzymy się z bossami. 

Aerial_Knight’s Never Yield to gra z gatunku endless runner (no, nie takie endless) z elementami zręcznościowymi rodem z side-scrollerów. Jeśli nie macie pojęcia, o co chodzi, już tłumaczę: Wally samodzielnie biegnie przed siebie, a zadaniem gracza jest bezpieczne przeprowadzenie go przez przeszkody, którymi najeżone są poziomy; łącznie musimy pokonać ich 13. Do dyspozycji mamy cztery ruchy: wysoki i niski skok, wślizg oraz sprint. Każdy z nich służy do pokonywania innego rodzaju przeszkód lub ucieczki przed wrogami. Kluczem do sukcesu jest odpowiednie wycelowanie ruchu: jeśli zbyt wcześnie rozpoczniemy skok, istnieje szansa, że po prostu rozbijemy się o blokadę. 

Na podstawowym poziomie trudności gra „wdraża” nas w rytm rozgrywki, podświetlając wszystkie zawalidrogi na jeden z czterech kolorów, odpowiadających konkretnemu ruchowi, jak również spowalniając czas przed kontaktem z przeszkodą. Nawet przy pomocy nietrudno jest jednak o parę wtop, a co dopiero po przejściu w tryb „trudny” i „szalony”. Ten pierwszy skraca okno slow-motion, a ten drugi całkowicie go usuwa, jednocześnie dorzucając kilka dodatkowych przeszkód; na „szalonym” bywa naprawdę hardkorowo. Na szczęście punkty autozapisu rozmieszczone zostały bardzo hojnie: porażka nie oznacza konieczności powtarzania całego levelu, a jedynie jego ostatniej części. W grze bardziej chodzi o bicie rekordów, niż sam fakt jej przejścia.

Opisane powyżej mechanizmy będą towarzyszyły nam na większości poziomów, za wyjątkiem walk z bossami i kilku specjalnych momentów (na przykład takiego, kiedy przyciski działają w odwrócony sposób). W praktyce oznaczało to, że w trakcie długich sesji Aerial_Knight’s Never Yield potrafiło mnie lekko znudzić. Gra zdecydowanie lepiej nadaje się jako „przerywnik” pomiędzy innymi tytułami lub w pracy – w kilkanaście minut da się ukończyć trzy cztery poziomy, nacieszyć oczy i uszy, a jednocześnie nie poczuć zmęczenia. Na upartego natomiast, splatynować tytuł można nawet w dwie godziny.

Jedną z najmocniejszych stron tytułu jest jego oryginalna oprawa audiowizualna. Na potrzeby Aerial_Knight’s Never Yield Neil Jones opracował unikatowy i kolorowy obraz Detroit, łączący elementy sci-fi w wydaniu z lat 80., cyberpunkowej stylistyki i komiksów o superbohaterach. Uproszczone, ale fajnie animowane modele są utrzymane w neonowej kolorystyce, a wiele elementów interfejsu czerpie inspirację z gier retro i anime. W połączeniu z kinową prezentacją wielu scen pościgu (wiecie, wybuchające samochody, wślizgiwanie się pod zamykające się drzwi, te klimaty) daje to interesujący efekt. W grze przygrywa nam fantastyczny soundtrack autorstwa Danime-Sama, prosty ale eklektyczny, łączący rozkołysane, jazzowe glissanda z hip hopowymi beatami i klimatyczną elektroniką.

Debiutancka gra Neila Jonesa to pod wieloma względami oryginalna produkcja – w obecnych czasach endless runnery to przede wszystkim domena platform mobilnych, dlatego miłą niespodzianką jest multiplatformowość gry. Wszyscy, którzy zdecydują się na wyprawę do Detroit, powinni być z niej zadowoleni.

Werdykt
71

NASZYM ZDANIEM...

Aerial_Knight’s Never Yield nie zapisze się złotymi zgłoskami w kronikach gatunku indie, ale to dopracowana, solidna i dostarczająca dużo radochy gra.

Plusy

Szybka, dynamiczna rozgrywka, do wyboru – każualowa lub hardkorowa. Sympatycznie zrealizowana oprawa audiowizualna.

Minusy

Powtarzalna rozgrywka. Ubogi wybór przeszkód.

Autor

Dobry duch i woda na młyn naszej redakcji. Pilnuje terminów, buduje treści i tworzy layout magazynu. Czasami też znajduje czas na filiżankę kawy, bez której nie wyobraża sobie życia.

Może cię też zainteresować

Moto

Work hard, ride hard – czy za kierownicą tego pikapa spełni się nasz amerykański sen?

Testy

Flagowe słuchawki z serii QuietPoint kontra zgiełk wielkiego miasta – kto zwycięży?

Testy

Odświeżony, wzmocniony i doszlifowany – oto KATCH w nowym wcieleniu!