Są samochody, które kupuje się sercem. I są takie, które bierze się na firmę. Czasem te światy się spotykają – zwykle wtedy, gdy Excel przestaje być wrogiem przyjemności z jazdy.
Lexus ES właśnie wygrał w Niemczech plebiscyt flotowy magazynu Auto Bild, zdobywając tytuł najlepszego auta segmentu E w konkursie Firmenwagen Awards 2025. Brzmi jak branżowa statuetka do postawienia w gabinecie? Może. Ale w praktyce to sygnał, że na jednym z najbardziej wymagających rynków flotowych ktoś naprawdę policzył koszty i uznał, że to się spina.
Hybryda, która nie męczy
Pod maską pracuje dobrze znany układ 300h o mocy 218 KM. Bez fajerwerków, bez sprintów pod światłami ku chwale YouTube’a. Za to z deklarowanym średnim spalaniem od 5 l/100 km i charakterystyczną dla Lexusa płynnością. W mieście jedzie się ciszej, niż sugeruje segment E, a w trasie samochód robi swoje – spokojnie, przewidywalnie, bez nerwowości.
Z punktu widzenia floty ważniejsze jest jednak coś innego. Mniej skomplikowana mechanika klasycznej hybrydy oznacza mniej elementów, które mogą się zużyć. Lexus podaje dane z polskiej sieci serwisowej: blisko 86% egzemplarzy ES serwisowanych w ASO przejechało ponad 100 tys. km bez wymiany fabrycznych klocków hamulcowych. Około 20% dojechało na pierwszym komplecie nawet do 150 tys. km. W aucie tej klasy to już nie ciekawostka, tylko konkretna oszczędność.
Do tego dochodzi gwarancja – 3 lata lub 100 tys. km na auto, 12 lat na perforację nadwozia, 5 lat lub 100 tys. km na napęd hybrydowy, z możliwością przedłużenia ochrony akumulatora do 10 lat. W świecie samochodów flotowych takie liczby ważą więcej niż chromowane listwy.




Komfort bez dopłacania za wszystko
Promocyjna oferta dotyczy rocznika 2025 w wersji Business Edition. I tu miłe zaskoczenie – nie trzeba zaznaczać połowy konfiguratora, by poczuć, że to segment E-Premium.
Na pokładzie jest 12-calowy ekran multimedialny z nawigacją i asystentem głosowym Lexus Concierge, podgrzewana i elektrycznie regulowana kierownica, podgrzewane fotele z tapicerką Tahara, 18-calowe felgi, aktywny tempomat, komplet czujników parkowania, kamera cofania, monitoring martwego pola i elektryczny szyberdach z roletą. W codziennym użytkowaniu oznacza to po prostu: wsiadasz i jedziesz, bez uczucia, że zabrakło „tej jednej opcji”.
990 PLN netto. Serio
Najciekawsza liczba? 990 PLN netto miesięcznie w najmie długoterminowym KINTO One. Mówimy o limuzynie klasy E z 218-konną hybrydą, a nie miejskim kompakcie z podstawowym silnikiem. Oczywiście szczegóły zależą od warunków umowy, ale próg wejścia jest wyraźnie niższy, niż sugerowałby znaczek na masce.
Dla stałych klientów działa program Lexus More – 2% dodatkowego rabatu dla posiadaczy aut Lexusa lub Toyoty, a nowi klienci mogą liczyć na bon premiowy 500 PLN. Jest też rabat 5 000 PLN na 18-calowe koła zimowe z czujnikami ciśnienia i zabezpieczeniami antykradzieżowymi. Mało ekscytujące? Być może. Ale zimą w Polsce to właśnie takie rzeczy ratują budżet i nerwy.
Lexus ES nie próbuje być sportową ikoną ani technologicznym manifestem. To raczej cichy profesjonalista – taki, który dowozi ludzi na spotkania, a księgowej dostarcza spokój. W świecie, w którym wiele aut krzyczy o uwagę, on po prostu robi swoje. I wygląda na to, że coraz więcej flot właśnie tego potrzebuje.



