Słuchawki można testować na wiele sposobów. Można włączyć generator częstotliwości, szukać sybilantów, mierzyć zejście basu i z poważną miną zastanawiać się, czy scena zaczyna się dwa centymetry przed czołem, czy może jednak pół centymetra za uszami. Można też zrobić coś znacznie prostszego: puścić muzykę.
Nie przypadkową, oczywiście. Dobrze dobrane utwory potrafią w kilka minut powiedzieć o słuchawkach więcej niż godzina skakania między presetami. Jeden pokaże, czy bas rzeczywiście schodzi nisko, czy tylko jest go dużo. Drugi bezlitośnie obnaży ostrą górę. Trzeci sprawdzi, czy przy kilkunastu warstwach instrumentów nadal wiadomo, co właściwie dzieje się w nagraniu.
Co ważne, nie istnieje jeden idealny utwór testowy. Tak jak nie istnieje jedno idealne ustawienie korektora. Podczas ostatnich odsłuchów dobrze pokazały mi to słuchawki Baseus Inspire XH1, powstałe w kooperacji z firmą Bose. Ich fabryczne brzmienie wyraźnie ciąży w stronę dołu pasma. Przy pierwszym kontakcie daje to efekt, który łatwo polubić – stopa ma masę, elektronika nabiera fizyczności, a syntezator potrafi zejść gdzieś znacznie niżej, niż podpowiadają gabaryty słuchawek. Problem w tym, że muzyka nie zawsze chce być masywna.
Najpierw bas. Ale nie tylko bas
Dobrym początkiem jest „Angel” Massive Attack z Mezzanine. Bas nie pojawia się tutaj jako ozdobnik. Jest fundamentem całego utworu, powoli rośnie, zagęszcza atmosferę i sprawia, że po kilku minutach człowiek zaczyna podejrzewać, iż w pokoju spadło ciśnienie.

Na Baseusie działa to znakomicie. Mocny dół słuchawek pasuje do tego nagrania i daje dokładnie tę przyjemność, której oczekuje się po kawałku Massive Attack. Jednocześnie „Angel” szybko pokazuje różnicę między basem efektownym a kontrolowanym. Jeśli kolejne niskie dźwięki zaczynają zlewać się w jedną falę, wiadomo już, gdzie leży granica możliwości sprzętu.
Jeszcze ciekawiej robi się po wejściu do korektora. Delikatne cofnięcie najniższych częstotliwości nie odbiera utworowi ciężaru, za to potrafi uporządkować jego strukturę. I właśnie dlatego podczas testowania słuchawek EQ warto traktować nie jak zestaw przycisków „więcej zabawy”, ale narzędzie pozwalające sprawdzić, ile charakteru pochodzi z samych przetworników, a ile z fabrycznego strojenia.
Gdzie właściwie stoi wokalista?
Fleetwood Mac i „Dreams” z Rumours to z kolei bardzo dobry test środka pasma. Nagranie nie próbuje imponować rozmachem. Wszystko wydaje się wręcz podejrzanie proste – perkusja, bas, gitara, klawisze i głos Stevie Nicks.
Dobre słuchawki potrafią jednak pokazać, że pomiędzy tymi elementami jest mnóstwo powietrza. Wokal powinien znajdować się przed nami, ale nie być przyklejony do twarzy. Talerze powinny pozostać lekkie. Bas ma płynąć spokojnie pod spodem, zamiast przepychać się z głosem.
Podobnego rodzaju test, choć w znacznie bardziej nowoczesnym wydaniu, daje Billie Eilish w „CHIHIRO” z Hit Me Hard and Soft. Produkcja jest bardziej przestrzenna, bardziej efektowna i pełna dźwięków, które pojawiają się nie tyle pomiędzy kanałem lewym i prawym, ile gdzieś w pozornie trójwymiarowej przestrzeni wokół głowy.

Tu właśnie zaczyna mieć sens tryb Dolby. W spokojnym jazzie albo kameralnych smyczkach jego działanie może być dyskusyjne. Przy nowoczesnym popie, gdzie przestrzeń jest częścią produkcji, dodatkowe poszerzenie obrazu potrafi jednak zrobić bardzo dobre wrażenie. W „CHIHIRO” słyszalnie zwiększa skalę nagrania i daje więcej oddechu efektom.
Kiedy w nagraniu robi się tłoczno
Radiohead jest pod tym względem wyjątkowo niewdzięcznym partnerem dla słabych słuchawek. „Everything in Its Right Place” z Kid A zaczyna się niewinnie, ale po chwili głos Thoma Yorke’a jest już powielany, przesuwany, cięty i zatapiany w kolejnych warstwach elektroniki.
Jeśli słuchawki mają problemy z separacją, utwór szybko zaczyna przypominać dźwiękową zupę. Dobre potrafią zachować porządek. Syntezator nadal jest syntezatorem, wokal pozostaje czytelny, a poszczególne efekty można śledzić zamiast tylko odnotowywać ich obecność.
Jeszcze dalej idzie „Giorgio by Moroder” Daft Punk z Random Access Memories. To właściwie kilka testów w jednym nagraniu. Zaczynamy od samego głosu Giorgio Morodera, później dochodzi elektronika, żywa perkusja, bas, gitary, smyczki i kolejne warstwy aranżacji. Słuchawki muszą tutaj nadążyć za muzyką.
Na początku można słuchać głównie barwy głosu. Kilka minut później ważniejsze stają się dynamika i szybkość. Pod koniec sprawdzamy już, czy całość nadal ma strukturę, czy zamieniła się w bardzo drogie brzmieniowo zamieszanie.
Szczegóły, które łatwo zgubić
Są też nagrania, których nie trzeba puszczać głośno. „Aja” Steely Dan z albumu o tym samym tytule jest jednym z nich. To utwór dopracowany niemal obsesyjnie, a jednocześnie nie brzmi jak demonstracja sprzętu audio. Perkusja Steve’a Gadda, fortepian, gitara, dęciaki – każdy instrument ma swoje miejsce i własną fakturę.
Tutaj bardzo szybko wychodzi, czy słuchawki potrafią przekazać detal bez wyostrzania go markerem fluorescencyjnym. Dobra góra nie polega na tym, że nagle słyszymy dwa razy więcej talerzy. Polega na tym, że talerze brzmią jak metal uderzony pałeczką, a nie jak syk sprężonego powietrza.

Björk w „Hunter” z Homogenic dokłada do tego jeszcze jeden element. Elektronika spotyka się tutaj ze smyczkami i charakterystycznym, bardzo bliskim wokalem. To świetny materiał do sprawdzenia, czy słuchawki potrafią połączyć zupełnie różne faktury bez faworyzowania jednej z nich.
Bas Baseusa znów robi dobre pierwsze wrażenie, ale równie interesujące staje się jego lekkie cofnięcie. Nagle smyczki dostają więcej miejsca, a głos Björk staje się jeszcze bardziej obecny.
Czasem najlepiej niczego nie poprawiać
Na koniec Max Richter i „On the Nature of Daylight” z The Blue Notebooks.
Nie ma tu potężnego basu, produkcyjnych sztuczek ani kilkunastu ścieżek próbujących jednocześnie zwrócić na siebie uwagę. Są smyczki, dynamika i przestrzeń wynikająca z samego nagrania.
I właśnie tutaj najchętniej wyłączam wszystko.

Bez dodatkowego Dolby. Bez efektownego presetu. Z możliwie spokojnym EQ. Szybko okazuje się wtedy, że słuchawki nie zawsze powinny coś dodawać. Czasem ich największą zaletą jest to, że potrafią zejść z drogi. To zresztą dobry sposób na zakończenie każdego odsłuchu testowego. Po kilkudziesięciu minutach analizowania basu, sceny, góry i separacji warto przestać słuchać słuchawek i zacząć znowu słuchać muzyki.
Jeśli po zakończeniu testu zamiast zdjąć je z głowy włączamy następny album, wynik jest prawdopodobnie całkiem dobry.
10 utworów do testowania słuchawek

Massive Attack – „Angel”
Mezzanine
Test zejścia i kontroli basu. Niskie częstotliwości powinny mieć masę, ale kolejne uderzenia nie mogą zlewać się w jednolite dudnienie.

Billie Eilish – „CHIHIRO”
Hit Me Hard and Soft
Świetny materiał do sprawdzania przestrzeni i efektów DSP. Jeden z tych utworów, przy których tryb Dolby może rzeczywiście wnieść coś więcej niż większy pogłos.

Fleetwood Mac – „Dreams”
Rumours
Pozornie proste nagranie, które bardzo dobrze pokazuje jakość środka pasma, pozycję wokalu i separację instrumentów.

Radiohead – „Everything in Its Right Place”
Kid A
Test warstw i przestrzeni. Słabsze słuchawki zlewają efekty i wielokrotnie przetwarzany wokal w jedną całość, lepsze pozwalają śledzić je osobno.

Daft Punk – „Giorgio by Moroder”
Random Access Memories
Kilka testów w jednym: głos, dynamika, elektronika, żywa perkusja i coraz bardziej rozbudowana aranżacja.

Steely Dan – „Aja”
Aja
Dobry sprawdzian mikrodynamiki, naturalności instrumentów i góry pasma. Szczególnie warto posłuchać perkusji i talerzy.

Dave Brubeck Quartet – „Take Five”
Time Out
Pokazuje timing, separację i naturalność akustycznych instrumentów. Dobry moment, żeby sprawdzić, czy mocny bas słuchawek nie zaczyna dominować nad resztą zespołu.

Peter Gabriel – „Red Rain”
So
Gęsta, dynamiczna produkcja z mocną perkusją. Jeśli słuchawki tracą kontrolę przy dużej liczbie jednoczesnych dźwięków, tutaj szybko to usłyszymy.

Björk – „Hunter”
Homogenic
Połączenie elektroniki, smyczków i bliskiego wokalu świetnie pokazuje równowagę tonalną oraz to, jak zmiana EQ wpływa na cały charakter nagrania.

Max Richter – „On the Nature of Daylight”
The Blue Notebooks
Test barwy, wybrzmień i naturalności. Utwór, przy którym często najlepszym ustawieniem okazuje się brak jakichkolwiek ulepszaczy.



