Hotelowa suszarka do włosów to urządzenie o dość stabilnej pozycji w rankingu wakacyjnych rozczarowań. Zwykle jest głośna, słaba i po kilku minutach pracy zaczyna pachnieć tak, jakby sama potrzebowała urlopu. Dyson postanowił więc zmniejszyć swojego Supersonica do formatu, który da się rozsądnie zmieścić w walizce.
Supersonic Travel jest o 32% mniejszy i 25% lżejszy od standardowego modelu, mogąc zmieścić się nawet do podręcznego bagażu. Najważniejszą zmianą z punktu widzenia podróżujących jest jednak uniwersalne napięcie. Suszarka ma automatycznie dostosowywać się do lokalnych parametrów zasilania, dzięki czemu nie powinna kończyć kariery po pierwszym spotkaniu z gniazdkiem po drugiej stronie Atlantyku. Odpowiednia przejściówka nadal będzie oczywiście potrzebna.

W mniejszej obudowie znalazł się silnik osiągający 110 000 obr./min oraz technologia Air Multiplier, odpowiadająca za skoncentrowany strumień powietrza. Dyson deklaruje, że model podróżny zachowuje szybkość suszenia kojarzoną z większym Supersonikiem. W niewielkim badaniu konsumenckim 94% uczestników uznało go za wydajniejszy od suszarek hotelowych. Konkurencja nie została więc zawieszona szczególnie wysoko, ale każdy, kto próbował wysuszyć włosy urządzeniem przymocowanym do ściany z krótkim, spiralnym kablem, prawdopodobnie zrozumie punkt odniesienia.
Supersonic Travel mierzy temperaturę powietrza ponad 100 razy na sekundę i na tej podstawie reguluje ilość ciepła. Ma to ograniczać przesuszanie włosów oraz ich uszkodzenia. Firma mówi również o 138% większym połysku w porównaniu z naturalnym suszeniem, choć taki wynik warto traktować jako rezultat testów producenta, a nie obietnicę natychmiastowego efektu z reklamy szamponu.

W zestawie znajduje się koncentrator do stylizacji, ale urządzenie współpracuje również z końcówkami przeznaczonymi do suszarek Supersonic i Supersonic Nural. Osoby mające już większy model nie muszą więc budować drugiej kolekcji akcesoriów tylko dlatego, że tym razem lecą z bagażem podręcznym.
Dyson Supersonic Travel nie jest tani jak na urządzenie używane głównie podczas wyjazdów, lecz dla osób często podróżujących może być ceną za jedno z tych drobnych udogodnień, których wartość odkrywa się dopiero o siódmej rano, przed ważnym spotkaniem, w łazience trzy tysiące kilometrów od domu.
Materiał powstał we współpracy z marką Dyson



