Przenośne audio potrafi być fascynująco niepraktyczne. W czasach, gdy miliony utworów mieszczą się w aplikacji na telefonie, koreański Astell&Kern proponuje urządzenie ważące 565 gramów, wyposażone w cztery lampy elektronowe i kosztujące niemal 16 tysięcy złotych. A zaraz obok stawia znacznie mniejszy model, który za niespełna jedną trzecią tej kwoty oferuje osiem przetworników cyfrowo-analogowych i baterię wystarczającą na ponad dobę słuchania. SP4000T i PD5 pokazują, jak różnie można dziś rozumieć ideę osobistego odtwarzacza muzycznego.
Droższy A&ultima SP4000T jest przede wszystkim ukłonem w stronę miłośników lampowego brzmienia. W jego wnętrzu pracują cztery lampy Raytheon JAN6418, po dwie na każdy kanał, a użytkownik może wybierać pomiędzy wzmacniaczem operacyjnym, lampowym i hybrydowym. Do tego dochodzą trzy tryby pracy lamp – Triode, Ultra Linear i Pentode – oraz regulacja ich prądu. Łącznie daje to 54 kombinacje ustawień toru audio.
Samo umieszczenie lamp w przenośnym urządzeniu stanowi zresztą wyzwanie. Są one podatne na mikrofonowanie, czyli reagowanie na drgania mechaniczne, dlatego producent zastosował pięciostopniowy system tłumienia wibracji, wykorzystujący między innymi silikonowe amortyzatory i miedziane ekranowanie.
Cyfrową część konstrukcji tworzą dwa przetworniki AKM AK4499EX współpracujące z dwoma procesorami AK4191EQ. SP4000T obsługuje PCM do 32 bitów i 768 kHz oraz DSD512. Otrzymał również 6-calowy ekran 2K, 256 GB pamięci wewnętrznej, czytnik kart microSD do 1,5 TB i otwarty system Android, pozwalający instalować aplikacje muzyczne. Czas pracy wynosi około 10 godzin.


PD5 podchodzi do tematu z nieco większym szacunkiem dla kieszeni użytkownika. Waży 198 gramów, ma 4,1-calowy ekran i aluminiową obudowę. Mimo kompaktowych rozmiarów mieści osiem przetworników Cirrus Logic CS43198, które mogą pracować w konfiguracji Quad-DAC lub Octa-DAC. Ta druga pozwala uzyskać napięcie wyjściowe do 8 Vrms na zbalansowanym wyjściu słuchawkowym.
Największą przewagą PD5 w codziennym użytkowaniu może okazać się jednak akumulator. Producent deklaruje do 28 godzin odtwarzania, a pełne ładowanie przez USB Power Delivery 3.0 ma zajmować około 2,5 godziny.
Ciekawostką jest również EnviroTune – system wykorzystujący mikrofon do analizy hałasu otoczenia i automatycznego dostosowywania charakterystyki odtwarzania. Nie zastępuje aktywnej redukcji hałasu, ale ma pomagać w zachowaniu czytelności muzyki podczas podróży czy spaceru po ruchliwej ulicy.
Oba modele wyposażono w wyjścia słuchawkowe 3,5 i 4,4 mm, Wi-Fi oraz Bluetooth z obsługą kodeków LDAC, LHDC i aptX HD.
Astell&Kern SP4000T kosztuje 15 990 PLN, natomiast PD5 wyceniono na 4 999 PLN. Różnica nie sprowadza się wyłącznie do jakości czy rozbudowania elektroniki. Pierwszy model zachęca do eksperymentowania z dźwiękiem i świadomego celebrowania odsłuchu. Drugi próbuje pogodzić audiofilskie ambicje z wygodą codziennego życia. Oba przypominają przy okazji, że dla części melomanów słuchanie muzyki nadal zasługuje na osobne urządzenie.



