Telewizory OLED przez lata miały jeden problem wizerunkowy. Nie chodziło o jakość obrazu, bo tu sprawa od dawna była jasna: czerń jest czarna, kontrast potrafi urwać zdanie w połowie, a kolory mają tę głębię, której nie da się udawać zwykłym podświetleniem. Problem zaczynał się gdzie indziej. OLED świetnie wyglądał, kiedy wyświetlał film, serial albo grę. Gorzej, gdy ktoś chciał potraktować go jak cyfrowe płótno i zostawić na nim obraz na dłużej.
Samsung OLED S99H został zaprojektowany właśnie po to, by tę granicę przesunąć. To pierwszy i – według Samsunga – jedyny telewizor OLED na świecie, który pozwala wyświetlać statyczne obrazy bez obawy o powidoki. Brzmi technicznie, ale w praktyce oznacza coś bardzo prostego: OLED przestaje być tylko ekranem do oglądania, a zaczyna być również miejscem na sztukę, fotografię i domową galerię, której nie trzeba chować zaraz po zakończeniu seansu.
W tym miejscu pojawia się Samsung Art Store. Po raz pierwszy w telewizorze Samsung OLED subskrybenci tej usługi dostają dostęp do ponad 5000 prac ponad 800 artystów, w tym kolekcji związanych z takimi instytucjami jak MoMA, Musée d’Orsay czy Art Basel. To nie jest więc wygaszacz ekranu udający sztukę. To raczej przeniesienie logiki The Frame do świata OLED-ów, czyli tam, gdzie czerń, kontrast i głębia obrazu mogą zrobić z reprodukcją coś bardziej przekonującego.

S99H ma też argument, który brzmi nudno tylko do momentu, w którym uświadomimy sobie, o co naprawdę chodzi. To pierwszy Samsung OLED z certyfikatem Pantone Validated ArtfulColor. Pantone nie przyznaje takiego znaczka za ładne demo w sklepie. Nim telewizor uzyska certyfikat, sprawdzane jest to, jak ekran odwzorowuje fizyczne próbki kolorów Pantone i odcienie skóry w kontrolowanych warunkach oświetleniowych. Obraz ma być nie tylko efektowny, ale możliwie wierny temu, co artysta, fotograf albo twórca chciał pokazać.
W przypadku sztuki ma to większe znaczenie, niż mogłoby się wydawać. Jeden przesunięty odcień potrafi zmienić nastrój obrazu. Zbyt agresywna biel zabija subtelność. Podbita czerwień potrafi zamienić portret w reklamę telewizora. Dlatego S99H stawia nie tylko na „wow”, ale też na kontrolę. Samoemisyjne piksele OLED odpowiadają za głęboką czerń i wysoki kontrast, a szeroka paleta kolorów pomaga zachować nasycone pigmenty, barwy cyfrowe i delikatne przejścia tonalne.
Jest jeszcze Glare Free, czyli rozwiązanie, którego sens doceni każdy, kto choć raz próbował oglądać ciemną scenę w jasnym salonie i zamiast bohatera filmu zobaczył własne okno. Odblaski nie są drobiazgiem. Potrafią podnieść poziom czerni, zmiękczyć kontrast i ukryć detale. W S99H matowy ekran z technologią Glare Free ma chronić czystość obrazu zarówno przy filmie, jak i wtedy, gdy telewizor zamienia się w galerię.

S99H nie chce przy tym wyglądać jak sprzęt, który ktoś zapomniał zdjąć ze ściany. FloatLayer Design sprawia, że ultracienki ekran wydaje się unosić przed metalicznym tłem. To telewizor zaprojektowany do wnętrza, w którym technologia nie powinna krzyczeć. Ma być obecna, dopracowana i trochę luksusowa, ale bez efektu czarnej dziury na środku ściany.
Pod maską pracuje procesor AI NQ4 Gen3. Samsung opisuje go jako układ korzystający ze 128 sieci neuronowych, które skalują treści do jakości zbliżonej do 4K oraz optymalizują obraz i dźwięk. Do tego dochodzi OLED HDR Pro, rozgrywka do 165 Hz na kompatybilnym PC, NVIDIA G-SYNC i AMD FreeSync Premium Pro. S99H nie jest więc tylko telewizorem „do sztuki”. To nadal topowy ekran do filmów, sportu i gier.

Najciekawsze jest jednak to, że Samsung próbuje tu zmienić definicję premium. Do tej pory flagowy telewizor oznaczał zwykle większą jasność, lepszy kontrast i więcej funkcji AI. S99H dodaje do tego coś mniej oczywistego: spokój. Spokój, że statyczny obraz nie musi być wrogiem OLED-a. Spokój, że kolory mają certyfikowane odniesienie do rzeczywistych próbek. Spokój, że ekran może być raz kinem, raz konsolą, a raz obrazem na ścianie.
Samsung OLED S99H jest dostępny w rozmiarach 55, 65, 77 i 83 cale. I choć na papierze to nadal telewizor, w praktyce bliżej mu do hybrydy: trochę ekranu, trochę galerii, trochę designerskiego mebla. S99H chce być najładniejszą rzeczą na ścianie nawet wtedy, gdy nikt niczego nie ogląda.



