Są zapachy, które próbują udawać wakacje z folderu biura podróży: turkusowa woda, biały piasek, nienagannie rozwiany kapelusz i zero ludzi walczących o leżak o 7:30 rano. Beach Blossom Cologne od Jo Malone London idzie na szczęście w spokojniejszą stronę. To nie jest tropikalna pocztówka z filtrem „raj utracony”, tylko lekka próba zamknięcia w butelce tego momentu, gdy powietrze robi się cieplejsze, skóra wolniej reaguje na kalendarz, a my przez chwilę wierzymy, że odpowiedź na większość pytań brzmi: „może później”.
Inspiracją dla kompozycji stały się Seszele i coco de mer – rzadki owoc palmy seszelskiej, znany nie tylko z egzotycznego pochodzenia, ale też z charakterystycznego, rzeźbiarskiego kształtu. Jo Malone London wykorzystuje ten trop nie po to, by opowiadać wielką botaniczną epopeję, lecz by zbudować nastrój: jasny, miękki, odrobinę zmysłowy, ale bez ciężaru perfum, które wchodzą do pokoju pięć minut przed właścicielem.
W otwarciu Beach Blossom Cologne pojawia się delikatna świeżość wody kokosowej. To ważne, bo kokos w perfumach łatwo skręca w stronę kremu do opalania, drinka z parasolką albo wakacyjnej pamiątki kupionej w pośpiechu na lotnisku. Tutaj ma być lżej: kokos spotyka morską bryzę, limonkę i miętę, dzięki czemu kompozycja zachowuje świeżość i nie zamienia się w deser podany w temperaturze 32 stopni.
Całość domyka bób tonka, który dodaje zapachowi ciepła i miękkości. To właśnie on przesuwa Beach Blossom z kategorii czystej, plażowej świeżości w stronę czegoś bardziej cielesnego – nadal lekkiego, ale już nie całkiem niewinnego. Taki zapach na dni, w których wiosna przestaje być obietnicą, a zaczyna realnie mieszać w planach.
Beach Blossom Cologne wraca jako limitowana edycja i jest dostępny wyłącznie w perfumeriach Sephora oraz na Sephora.pl. Flakon 50 ml kosztuje 525 PLN, a wersja 100 ml – 760 PLN.




