JBL wprowadza do sprzedaży dwa nowe modele z serii Live – Live 680 NC oraz Live 780 NC. To początek kolejnego rozdziału linii, która ma być bardziej codzienna niż studyjna, bardziej miejska niż audiofilsko-kapliczkowa, ale jednocześnie wyraźnie dojrzalsza technologicznie niż proste słuchawki do tramwaju, Teamsów i wieczornego „jeszcze jednego odcinka”.
Różnica między modelami zaczyna się od konstrukcji. Live 680 NC to słuchawki nauszne, lżejsze i bardziej mobilne, ważące 231,16 g. Live 780 NC są wokółuszne, większe i nastawione na dłuższe sesje odsłuchowe – czytaj: te momenty, kiedy człowiek miał tylko odpisać na trzy maile, a nagle od dwóch godzin siedzi w słuchawkach i udaje przed sobą, że to wciąż „krótka przerwa”. Ten model waży 260 g i kosztuje 699 PLN, podczas gdy za Live 680 NC trzeba zapłacić 599 PLN.
W obu przypadkach JBL stawia na 40-milimetrowe przetworniki, pasmo przenoszenia 10 Hz – 40 kHz i obsługę dźwięku Hi-Res zarówno bezprzewodowo, jak i po kablu. Jest też JBL Spatial Sound, który ma przekształcać zwykłe źródła stereo w bardziej przestrzenny odsłuch. Brzmi jak jedna z tych funkcji, które na papierze łatwo przesadzić, ale w praktyce mogą mieć sens zwłaszcza przy filmach, serialach i grach, gdzie nie chodzi wyłącznie o to, żeby usłyszeć bas, ale też o to, żeby poczuć, skąd nadciąga kłopot.

Duży nacisk położono na redukcję hałasu. Live 680 NC korzystają z czterech mikrofonów w systemie True Adaptive Noise Cancelling 2.0, a Live 780 NC mają ich sześć. W obu modelach ANC dostosowuje się do otoczenia, więc słuchawki mają inaczej reagować w biurze, inaczej na ulicy, a inaczej w pociągu, gdzie człowiek przez trzy godziny poznaje cudze życie rodzinne w trybie głośnomówiącym. Użytkownik może też regulować dopływ dźwięków z zewnątrz, a dwa dodatkowe mikrofony z wiązką kierunkową i algorytmami AI mają poprawiać jakość rozmów, odcinając głos od hałasu, wiatru i miejskiego szumu.

Nowe Live’y obsługują Bluetooth 6.0, LE Audio oraz Auracast, czyli funkcję współdzielenia dźwięku z kompatybilnymi urządzeniami. Jest też połączenie wielopunktowe, pozwalające przełączać się między dwoma źródłami Bluetooth – na przykład tabletem i telefonem. To jedna z tych funkcji, które nie brzmią szczególnie efektownie, dopóki raz nie uratują rozmowy przychodzącej dokładnie wtedy, gdy laptop postanawia zająć całe audio dla siebie.
Bateria wygląda bardzo solidnie. JBL deklaruje do 80 godzin słuchania z włączonym Bluetooth i wyłączonym ANC oraz do 50 godzin z aktywną redukcją hałasu. Czas rozmów ma wynosić do 33 godzin bez ANC i do 28 godzin z ANC. Pełne ładowanie trwa 2 godziny, a 5 minut przy kablu ma dać kolejne 4 godziny odtwarzania. W praktyce oznacza to słuchawki, które powinny przetrwać więcej niż jeden tydzień typowego użytkowania, czyli rzadką sytuację, w której to człowiek szybciej zapomina o ładowarce niż sprzęt o energii.


W aplikacji JBL Headphones dostępny jest Personi-Fi 3.0, czyli system tworzenia spersonalizowanej krzywej brzmienia dopasowanej do słuchu użytkownika. Live 780 NC dostają dodatkowo Low Volume Dynamic EQ, mające utrzymywać pełniejsze brzmienie przy niskiej głośności, oraz Personal Sound Amplification do regulacji balansu rozmów. To drobiazgi, ale bardzo życiowe – szczególnie dla tych, którzy wieczorem chcą słyszeć muzykę, a nie budzić pół mieszkania własnym gustem.
Oba modele mają składane konstrukcje, miękkie nauszniki, silikonowy pałąk i metalowe zawiasy. Współpracują też z opcjonalnym nadajnikiem JBL Smart Tx, który pozwala sterować funkcjami słuchawek nawet przy połączeniu przez USB-C lub klasyczne 3,5 mm. Seria Live ma wkrótce rozrosnąć się również o trzy modele TWS: Beam, Buds i Flex. Wygląda więc na to, że JBL nie traktuje nowych słuchawek jako pojedynczej premiery, tylko jako porządkowanie całej linii – takiej, która ma obejmować i codzienny dojazd, i pracę, i domowe słuchanie, i te wszystkie momenty, kiedy redukcja hałasu jest mniej funkcją technologiczną, a bardziej aktem samoobrony.



