Jessie Ware wraca z płytą, która nie tyle kontynuuje jej taneczną metamorfozę zapoczątkowaną kilka lat temu, co wynosi ją na zupełnie nowy poziom emocjonalnej intensywności. Superbloom, zapowiedziany właśnie szósty album artystki, ukaże się 10 kwietnia i – jak sama Ware podkreśla – wyrasta z fascynacji hedonistycznym duchem nowojorskiego Studio 54, ale sięga znacznie głębiej niż parkiet.
Centralnym punktem tej opowieści jest singiel „I Could Get Used To This” – utwór, który buduje świat oparty na radości, zmysłowości i nieskrępowanej zabawie, a jednocześnie emanuje naturalną pewnością siebie. To właśnie przy tej piosence – jak zauważają komentatorzy sceny pop – Ware „ostatecznie została diwą”, w pełnym tego słowa znaczeniu.
– Od czasów What’s Your Pleasure? próbuję funkcjonować w świecie fantazji i eskapizmu. Nie jestem najbardziej podręcznikową gwiazdą pop, ale kocham przebieranki i estetykę glamour. Tym razem chciałam jednak zejść głębiej – dotknąć prawdziwych relacji, miłości, którą mam, i lęku przed jej utratą – mówi artystka.
Podobnie jak przy poprzednich wydawnictwach, Ware samodzielnie pełniła rolę A&R, zachowując pełną kontrolę kreatywną nad projektem. Wśród współpracowników Superbloom znaleźli się m.in. James Ford, Barney Lister, Karma Kid, Jon Shave oraz Stuart Price. Za miks odpowiada Ben Baptie, znany ze współpracy m.in. z Sault, Little Simz i Adele.
Album ukaże się niemal trzy lata po znakomicie przyjętym That! Feels Good!.
Superbloom nie jest wyłącznie celebracją przyjemności. To opowieść o niej jako o czymś wypracowanym, świadomym i transformującym. Jessie Ware w pełnym rozkwicie – pewna siebie, zmysłowa i artystycznie najbardziej kompletna.



