Są samochody, które od pierwszych metrów próbują być kimś innym, niż są w rzeczywistości. Ale są też takie, które wiedzą dokładnie, w jakiej lidze grają – i po prostu chcą w niej wygrywać. Renault Austral full hybrid E-Tech 200 zdecydowanie należy do tej drugiej grupy. To kompaktowy SUV, który nie udaje sportowca, nie sili się na luksus rodem z segmentu premium, ale bardzo wyraźnie pokazuje, że Renault odrobiło pracę domową. I to nie tylko z designu.
Austral jest jak dobrze skrojona marynarka z paryskiego domu mody: nowoczesna, wyrazista, ale bez krzyku. Linia nadwozia ma w sobie masę i pewność, szerokie barki i charakterystyczny grill nadają mu obecność, której Captur czy Arkana mogą mu tylko zazdrościć. Dwukolorowe, matowoszare malowanie z czarnym dachem robi dokładnie to, co powinno – sprawia, że Austral wygląda na droższego, niż jest w rzeczywistości. I owszem, kosztuje sporo, ale stylistycznie broni się jak dobrze napisany felieton: bez tanich chwytów, z wyczuciem proporcji.
W środku wita nas jeden z największych jakościowych skoków, jakie Renault wykonało w ostatnich latach. Materiały są miękkie, dobrze zestawione, ambientowe światło nie jest tandetnym neonem z klubu techno, tylko subtelnym tłem – a do tego sprytnie zsynchronizowanym z kolorystyką interfejsów. To detal, ale właśnie z takich szczegółów buduje się wrażenie klasy. Fotele są wygodne, dobrze wyprofilowane i nawet przy szybszej jeździe nie każą trzymać się kierownicy jak poręczy w zatłoczonym tramwaju. Ergonomia? Bardzo dobra. Jedyny zgrzyt to szeroka konsola środkowa, która przy wyższym wzroście potrafi delikatnie przypominać o swojej obecności kolanom – niby nic, ale jednak odczuwalne.
Z tyłu miejsca jest wystarczająco, choć bez fajerwerków. To nie salon VIP w Operze Garnier, raczej solidna loża balkonowa – da się wygodnie usiąść, ale luksusów nie ma. Bagażnik o pojemności 505 litrów w zupełności wystarcza do codziennego życia, zakupów, wyjazdów i wszystkiego pomiędzy. Dopiero przy detalach widać drobne oszczędności: haczyki na torby są małe i raczej niepraktyczne, a szkoda, bo to dokładnie ten typ drobiazgu, który odróżnia „dobrze” od „świetnie”.

Esprit Alpine to konfiguracja, która robi z Australa SUV-a z ambicjami – podgrzewane wszystko, świetnie brzmiący Harman Kardon, skrętna tylna oś i masa elektronicznych asyst. Zabrakło jedynie kilku gestów w stronę pasażerów tylnej kanapy: podgrzewania siedzeń czy nastrojowego światła. Dziwne, bo cała reszta mówi: „patrzcie, umiemy”.
Austral potrafi być oszczędny, komfortowy i zaskakująco stylowy – pod warunkiem, że pozwolimy mu jechać we własnym, spokojniejszym tempie
I tu dochodzimy do serca sprawy, czyli napędu. Full hybrid E-Tech 200 brzmi dumnie i na papierze wygląda znakomicie. W praktyce – bywa genialny… i irytujący jednocześnie. W mieście Austral bardzo często porusza się na prądzie, płynnie i cicho, jakby chciał udawać elektryka. Problem pojawia się w momencie, gdy do gry wchodzi benzynowy trzycylindrowiec. Wtedy kultura pracy potrafi spaść jak notowania polityka po niefortunnym tweecie. Silnik włącza się czasem bez wyraźnego powodu, wchodzi na wysokie obroty, wibruje i hałasuje, psując w większości bardzo przyjemny klimat.
Winowajcą jest multimode’owa skrzynia biegów – technicznie ciekawa, w praktyce chaotyczna. W trybie Sport zachowuje się jak perkusista grający solo w nieodpowiednim momencie: zmienia biegi nerwowo, szarpie, gubi rytm. W trybie Comfort sytuacja się uspokaja, wszystko zaczyna mieć sens i nagle Austral przypomina dojrzałego, dobrze zestrojonego, hybrydowego SUV-a. I dokładnie tak powinien jeździć na co dzień.

Podwozie to jeden z najmocniejszych punktów tego auta. Skrętna tylna oś sprawia, że w mieście Austral jest zaskakująco zwrotny, a na trasie stabilny jak dobrze postawiona scena koncertowa. Zawieszenie jest raczej zwarte niż miękkie, ale nieprzesadnie twarde – dokładnie tyle, ile trzeba, by zachować kontrolę i komfort. W kabinie nawet przy prędkościach autostradowych panuje cisza, którą spokojnie można by zagłuszyć tylko playlistą z francuskim popem albo starym Daft Punk.
Infotainment oparty na Google działa szybko, logicznie i bez zbędnej gimnastyki palców. Fizyczne przyciski do klimatyzacji są jak analogowe syntezatory w świecie cyfrowej muzyki – po prostu działają i dają radość z obsługi. Systemy wsparcia kierowcy są dobrze skalibrowane, nie panikują i nie próbują wychowywać kierowcy na siłę. Wyświetlacz przezierny jest przejrzysty i informacyjny, ale niektóre wskazówki nawigacyjne są nieco za małe. Brakuje elementów rzeczywistości rozszerzonej, takich jak w grupie Volkswagena, które byłyby tutaj prawdziwym atutem.
I zostaje temat ceny. Ponad 209 700 PLN za egzemplarz testowy to kwota, która każe się zastanowić. Do wyboru jest przecież jeszcze Nissan Qashqai e-Power o mocy 190 KM, Kia Sportage Hybrid o mocy 230 KM czy Toyota RAV4 Hybrid o mocy 218 KM. Odrzuciłbym ze stawki jedynie Peugeot 3008 Hybrid o mocy zaledwie 136 KM. Konkurencja bywa tańsza, czasem mocniejsza, czasem bardziej przewidywalna w zachowaniu. Ale Austral ma coś, czego nie da się wpisać w tabelkę: charakter, świeżość i poczucie, że Renault w końcu znalazło własny język w segmencie kompaktowych SUV-ów.
To samochód, który potrafi być świetny, o ile zaakceptujemy jego drobne nerwice. Jak dobry film z drobnymi potknięciami montażowymi – pamięta się emocje, nie błędy.
Specyfikacja
- CENA MODELU TESTOWEGO 209 700 PLN
- PRĘDKOŚĆ MAKSYMALNA 175 km/h
- 0-100 KM/H 8,4 sekundy
- SILNIK full hybrid 1.2
- MOC 199 KM
- MAKSYMALNY MOMENT OBROTOWY 205 (TCe) + 205 (E-motor)
Werdykt
NASZYM ZDANIEM
Renault Austral to SUV, który myśli jak księgowy, wygląda jak projektant i czasem zachowuje się jak artysta po zbyt dużej kawie.
Plusy
Wyrazisty, nowoczesny design. Bardzo wysoka jakość wnętrza. Niskie zużycie paliwa (poniżej 7 l/100 km) w codziennej jeździe. Świetne prowadzenie. Dopracowane infotainment i fizyczne przyciski.
Minusy
Nerwowa praca skrzyni biegów. Wysoka cena dobrze wyposażonych wersji. Drobne braki wyposażenia tylnej kanapy.



