Gdy Tesla obiecywała nam jutro, a dostarczyła Cybertrucka – czyli motoryzacyjny odpowiednik mema, który uciekł z kontrolowanego laboratorium – Hyundai w tym czasie spokojnie dłubał nad własną wizją futurystycznego, rodzinnego auta. Dziś na scenę wjeżdża IONIQ 9, trójrzędowy, elektryczny kolos, który wygląda, jakby zjechał prosto z planu Człowieka Demolki. I wreszcie jest to ta wersja przyszłości, której nie trzeba się wstydzić. Taka, którą chcesz zarazem zaparkować pod Lidlem, a jedzenie odbierać z okienka w metawersie.
IONIQ 9 przyciąga wzrok pikselowymi światłami i sylwetką, która jednocześnie jest dobrze znana i kompletnie nowa – jakby ktoś połączył SUV-a, kombi i… odrobinę minivana, ale w sposób, który nie powoduje estetycznego bólu. To auto wygląda jak przyszłość, ale nie ta przerysowana, którą projektowano w latach 60. – raczej ta, o której marzyliśmy w latach 90., patrząc na Volvo i zastanawiając się, czy kiedyś będzie można połączyć bezpieczeństwo, styl i science fiction. Hyundai twierdzi, że tak. Moi sąsiedzi – że absolutnie nie. I, szczerze mówiąc, ten dysonans jest najlepszym dowodem na to, że stylistycznie im wyszło.
W środku IONIQ 9 już mniej eksperymentuje: dwa 12,3-calowe ekrany pod wspólną taflą szkła, znane i lubiane fizyczne przyciski, przełączniki i pokrętła, które ktoś wreszcie miał odwagę tu zachować. To projekt, który nie próbuje udawać Tesli. Jest bardziej skandynawski, funkcjonalny, zorganizowany jak szuflada z kablami w IKEA – tylko tym razem bez poczucia winy. Wersje sześcio- i siedmioosobowe oferują tyle miejsca, że nawet dorośli w trzecim rzędzie nie muszą podpisywać oświadczenia o ryzyku urazów szyi.
Pierwsze dwa zakręty zdradzają, że Hyundai postanowił powalczyć o dusze kierowców spragnionych „dawnego, dobrego” czucia układu kierowniczego. Jest ciężko, ale przyjemnie – jakby inżynierowie znaleźli stare, hydrauliczne wspomaganie w magazynie i zawołali: „Panowie, mamy to!”. Oczywiście to nadal trzyrzędowy SUV, więc nie ma co szukać w nim Porsche, a nawet literki N, ale sterowanie ma charakter. Nie sztuczny, nie plastikowy – prawdziwy.

435 koni mechanicznych (jest też dostępna wersja 313-konna) i 700 Nm maksymalnego momentu obrotowego robią swoje – auto jest szybkie, ale nie brutalne. Bardziej jak dobrze wyreżyserowana scena akcji: dynamiczne, ale nikt nie wychodzi po niej z wstrząśnieniem mózgu. Zawieszenie to prawdziwa perełka – pasywne, a jednocześnie dopracowane. IONIQ 9 jeździ gładko, tylko czasami, przy nierównościach, auto wpada w dziwny, miękki rezonans – jakby zastanawiało się, czy wykonywać ukłon, czy zrobić mostek.
Hyundai obiecywał rodzinny samochód przyszłości i, o dziwo, dotrzymał słowa – choć przyszłość, jak zwykle, okazuje się znacznie droższa, niż przewidywały ulotki
Regeneracja hamowania działa świetnie, ale Hyundai popełnił jeden grzech ciężki: tryb i-Pedal resetuje się po każdym uruchomieniu. To jakby ktoś codziennie rano usuwał twoją ulubioną playlistę. Niefajne.
Widoczność jest znakomita – nisko poprowadzona deska i szeroka szyba czynią IONIQ-a bardziej przemyślanym niż EV9, a zaokrąglona tylna szyba sprawia, że w lusterku widać coś między statkiem kosmicznym a kapsułą ratunkową. Nie, to nie jest wada.


Cennik natomiast… cóż. Hyundai wkracza tu do przedziału cenowego, w którym zwykle operuje marka z pierścieniami w logo. Podstawowa wersja IONIQ 9 zaczyna się od 309 900 PLN, a szczyt gamy flirtuje już z okolicami 400 tysięcy. To poziom Audi Q6 E-Tron – ale, paradoksalnie, Hyundai staje się tu bardziej rodzinną i bardziej sensowną opcją. Daje trzy rzędy, więcej miejsca i bardziej przyjazną ergonomię. A dzięki platformie E-GMP z architekturą 800 V ładowanie jest szybkie.
W grudniu z deklarowanych 600 km realnie przejechałem 460. Wynik może nie poetycki, ale uczciwy. IONIQ 9 nie próbuje być bohaterem okładki magazynu ekologicznego, on po prostu robi swoje i robi to bardzo dobrze.
I tak naprawdę w tym tkwi jego siła – w świecie, w którym producenci kłócą się o centymetry ekranów, piksele i memy w socialach, Hyundai zrobił auto, które faktycznie działa. Jest wygodne, inteligentne, futurystyczne, ale nie przekombinowane. Zbudowane dla rodzin, ale bez patronizowania rodziców estetyką w stylu „hip SUV dla młodych duchem”.
A jeśli nie planujesz holować łodzi i nie wjeżdżasz w teren częściej niż raz w roku, to IONIQ 9 staje się tym jednym wielkim elektrykiem, którego naprawdę warto rozważyć. Bo przyszłość, prezentowana w takim wydaniu, może mieć sens.
Specyfikacja
- CENA MODELU TESTOWEGO 400 900 PLN
- PRĘDKOŚĆ MAKSYMALNA 200 km/h
- 0-100 KM/H 5,2 sekundy
- SILNIK elektryczny
- MOC 435 KM
- MAKSYMALNY MOMENT OBROTOWY 700 Nm
Werdykt
NASZYM ZDANIEM
Auto, które przekonuje, że przyszłość naprawdę dużych aut może być ciekawa – o ile znajdziesz sposób, by ją sfinansować.
Plusy
Rewelacyjna jakość jazdy. Świetne wykorzystanie przestrzeni. Szybkie ładowanie.
Minusy
Wysoka cena. Resetujący się i-Pedal. Sporadyczne dziwactwa zawieszenia.



