Istnieją takie auta, które odpalasz i po pięciu minutach wiesz, że cała reszta będzie tylko przypisem do jednego elementu. W BMW X3 M50 xDrive (G45) tym elementem jest rzędowa szóstka B58 – instrument tak dopracowany, że mógłby grać w filharmonii, nawet jeśli ktoś dla hecy umieścił w niej najnowszego iPada z iDrive 9. Ten samochód chce być jednocześnie szybkim luksusem, rodzinnym narzędziem i cyfrową wizją przyszłości, a ja dorzucam do tego jeszcze jeden filtr: polski cennik i konfigurację, która nie udaje „rozsądnej”. Gdy na fakturze pojawia się 480 900 PLN, przestajesz kupować „X3 z mocnym silnikiem”, a zaczynasz obietnicę, że ten SUV będzie szybki, komfortowy i na co dzień dopracowany – bez chwytania się wymówek.
Z zewnątrz nowe X3 potrafi zrobić psikusa. W internecie bywa jak projekt, który uciekł z prezentacji o SUV-ach przyszłości i wylądował w salonie bez konsultacji z działem „tradycja”. Na żywo jest dużo lepiej – bryła jest bardziej spójna, proporcje lepiej osadzone, a samochód nie próbuje być subtelny. Jest dłuższy i szerszy od poprzednika, a jednocześnie niższy, więc wygląda bardziej atletycznie, jak zawodnik, który przestał udawać, że „tylko trenuje dla zdrowia”. Moja konfiguracja dokłada do tego odpowiedni akcent: Iconic Glow na grillu, czarne M Shadowline, cztery końcówki wydechu i 21-calowe obręcze M Star-spoke 1037 bicolor. To wizualny komunikat bez przecinków – nie jestem bazową wersją w garniturze. Tyle że 21 cali to też skórzana kurtka w styczniu – wygląda genialnie, ale czasem przypomina, że komfort ma swoją cenę.
W środku BMW gra w dwie gry naraz. Z jednej strony jest nowoczesne „wow”: zakrzywiony zestaw ekranów pod jedną taflą szkła, geometryczna architektura deski i ambient, który nocą potrafi zmienić kabinę w scenografię do filmu science fiction – takiego, w którym bohater jedzie na spotkanie z własnym przeznaczeniem, a nie po bułki. Mój egzemplarz robił sporo, żebym miał mu wybaczyć wszystko. Skóra BMW Individual Merino Black/Atlas Grey, deska rozdzielcza Luxury, szczotkowane aluminium, podsufitka M Anthracite, pasy z przeszyciami w barwach BMW M, sportowe fotele z wentylacją i ogrzewaniem, do tego panorama nad głową – to wszystko buduje atmosferę, w której łatwo wpaść w myślenie: „okej, tu jest klasa”. Pozycja za kierownicą też jest klasycznie bmw-owska: siedzisz pewnie, masz poczucie kontroli i tego, że kabina została narysowana z myślą o kierowcy.
Testem cierpliwości jest natomiast ergonomia klimatyzacji i nawiewów. To temat, który wraca jak refren i trudno się dziwić. W sytuacjach, w których samochód ma cię ratować – zimą, w deszczu, w nocy, przy zaparowanej szybie – nie chcesz mocować się z interfejsem. Chcesz kliknąć, przekręcić i wrócić wzrokiem na drogę. BMW poszło w stronę nowoczesnego minimalizmu, ale ten minimalizm bywa jak designerski czajnik: piękny, dopóki nie próbujesz nalać wody jedną ręką. iDrive 9 działa szybko i wygląda świetnie, ale jego logika bywa jak serial, który ma za dużo wątków pobocznych. BMW na szczęście zostawia pokrętło iDrive, więc nie musisz dotykać ekranu jak smartfona podczas jazdy, ale część funkcji i tak ląduje głęboko w menu. Tak, brak dającej informację zwrotną haptyki, to rzecz, o której nie pisałbym w wielu samochodach, ale w takim aucie oczekiwania są najwyższe. Do tego regulacja asystentów potrafi wymagać kilku kroków i chwili nieuwagi, czyli dokładnie tego, czego w aucie nie chcę trenować.



Technologia ma też jednak jasną stronę: systemy asystujące kierowcy Professional, Parking Assistant Professional z kamerami 360, head-up display i cały pakiet rozwiązań, które mają zdejmować z głowy stres. I rzeczywiście robią to w sposób topowy. W mieście kamery i parkowanie działają jak dodatkowy zmysł, na trasie asystenci odciążają, a HUD pomaga utrzymać rytm jazdy bez ciągłego zerkania na zegary. To najwyższej klasy rozwiązania. Tym bardziej chciałbym w przyszłości zmian, które sprawiłyby, że byłoby prościej i czyściej.
I wtedy naciskasz gaz i nagle wszystko się wyjaśnia. B58 w tej iteracji jest jak najlepszy utwór na płycie, po którym reszta brzmi jak obudowywanie wokół tego elementu. 293 kW (398 KM), 580 Nm i 0-100 km/h w 4,6 s robią wrażenie na papierze, ale liczby są tylko napisami końcowymi. Najważniejsze jest to, jak ten układ napędowy niesie auto bez wysiłku. Reakcja na gaz jest tak szybka, że chwilami zapominasz o turbosprężarce, a mild hybrid wygładza starty i przejścia tak, że Start/Stop przestaje być tematem. Ośmiobiegowy automat jest w punkt – w spokojnej jeździe płynie jak oscarowy montaż w kinie, a w trybach dynamicznych potrafi zagrać brutalniej, z mocniejszym „kopnięciem” przy zmianach biegów, jakby SUV na chwilę przypominał sobie, że w rodzinie ma literę M. Dźwięk? Możesz żyć z tym, że część emocji jest podbita przez audio, ale dobrze, że da się to wyłączyć i zostawić bardziej naturalny pomruk. Wtedy robi się „dokument”, nie „teledysk”.
Z zewnątrz awangarda, w środku cyfrowy minimalizm, a pod maską czysta, sześciocylindrowa poezja – i to ona wygrywa ten test
X3 M50 ma dwie osobowości i obie są przekonujące. W Comfort jest miękko, cicho i luksusowo, jakby ktoś przykrył świat grubym dywanem. To tryb na dojazdy, autostrady i te dni, kiedy jedyne, czego chcesz od motoryzacji, to żeby nie przeszkadzała. Jest lekka zwłoka w reakcjach i trochę więcej przechyłu, ale też spokój, którego oczekujesz od SUV-a tej klasy. W Sport wszystko się spina – układ kierowniczy robi się bardziej bezpośredni, adaptacyjne zawieszenie M trzyma nadwozie krócej, a napęd xDrive zostawia wrażenie, że tył ma coś do powiedzenia. To nie jest auto, które wymaga od ciebie koncentracji jak hot hatch albo coupé, bo fizyki nie oszukasz i te ponad dwie tony zawsze gdzieś tam są. Ale to jest bardzo szybki, pewny SUV, który daje frajdę z tempa i kontroli, a nie z czystej, analogowej komunikacji. I w tej roli jest cholernie skuteczny.
W tej układance 21-calowe koła są pięknym i bezczelnym przypisem. Potrafią dołożyć nerwowości na krótkich nierównościach i wpuścić więcej szumu do kabiny przy wyższych prędkościach, niż chciałbyś w aucie tej klasy. Jednocześnie komfort nie rozpada się w proch, bo adaptacyjne zawieszenie M trzyma konstrukcję w ryzach, a tłumienie nie znika nagle jak drugoplanowy bohater po pierwszym sezonie. Po prostu czujesz, że wybrałeś wariant, w którym wygląd i obecność są częścią umowy. Ja tę umowę rozumiem, a jeśli ktoś chce, może ją dostosować bardziej do siebie dzięki innym rozwiązaniom konfiguracyjnym.



Codzienność w tym BMW ma sens praktyczny. Bagażnik jest duży i ustawny (570 l), a w mojej specyfikacji dochodzą rzeczy, które w realnym życiu robią większą różnicę niż kolejny „tryb”: elektryczny hak holowniczy, rolety tylnych szyb, ogrzewanie postojowe, grzana kierownica, panoramiczny dach i pakiety komfortu. To są dodatki, które doceniasz nie w dniu konfiguracji, tylko w styczniu o siódmej rano albo w sierpniu w korku, kiedy asfalt wygląda jak patelnia. Pasażerowie z tyłu mają dużo miejsca, a panoramiczny dach potęguje wrażenie przestronności. To auto, którym rano odwieziesz dzieci do szkoły, a po południu poczujesz się jak król lewego pasa, nie czując, że któryś z tych światów został zaniedbany. Spalanie też potrafi mile zaskoczyć. WLTP obiecuje okolice 8 l/100 km, w realu osiągnąłem nieco ponad 9, a przy ciężkiej nodze można dobić pewnie i do 11. Ale przy prawie 400 KM i masie powyżej dwóch ton to i tak jest wynik, który bardziej mówi o dopracowaniu układu napędowego niż o cudach.
A cena? Jest wysoka, jednak z dwoma „ale”. Po pierwsze X3 można kupić od 263 500 PLN, a wariant M50 xDrive od 380 500 PLN. Po drugie, nawet przy skrajnie dopakowanym modelu testowym, kosztującym 480 900 PLN, konkurencja wcale nie ma prostej odpowiedzi: Audi SQ5 kusi rozsądkiem, ale nie ma tej szlachetności pracy sześciu cylindrów, Mercedes-AMG GLC 43 gra dziś na czterech cylindrach i nawet jeśli jest szybki, bywa mniej „arystokratyczny”, a Porsche Macan potrafi zachwycić, tylko że w konfiguracji podobnej do mojej będzie znacznie droższy. Zostaje pytanie o sens litery „M” w nazwie. Jeśli znaczek ma być religią, zawsze znajdzie się ktoś, kto powie, że to nie jest „prawdziwe M”. Jeśli ma być obietnicą połączenia sportu i komfortu, X3 M50 tę obietnicę dowozi po stokroć. W tej cenie chciałbym mniej przesady w cyfrowej komplikacji, ale gdy tylko wyjeżdżasz z parkingu i pozwalasz rzędowej szóstce oddychać, pretensje robią się cichsze.
BMW X3 M50 xDrive to SUV, który potrafi oczarować. Ma duszę i charakter, którego próżno szukać u wielu konkurentów. To wybór dla kogoś, kto żyje przyszłością, ale wciąż czuje dreszcz na dźwięk mechanicznej symfonii. Nie jest to auto idealne, ale jest to auto, które się pamięta. Za kilka lat będziemy o nim pisać z nostalgią, wspominając czasy, gdy Monachium potrafiło tak genialnie połączyć ogień z wodą.
Specyfikacja
- CENA MODELU TESTOWEGO 480 900 PLN
- NAPĘD benzynowy 3.0 – mild hybrid 48 V
- MOC 398 KM
- 0-100 KM/H 4,6 sekundy
- PRĘDKOŚĆ MAKSYMALNA 250 km/h
- MAKSYMALNY MOMENT OBROTOWY 580 Nm

Werdykt
NASZYM ZDANIEM
BMW X3 M50 xDrive to dowód na to, że świetny silnik i dobrze zestrojone podwozie wciąż potrafią zdefiniować cały samochód.
Plusy
Fenomenalny silnik B58. Udany balans Comfort/Sport. Bogata specyfikacja realnie poprawiająca codzienność. Zaskakująco rozsądne zużycie paliwa jak na masę i osiągi.
Minusy
Sterowanie HVAC i część funkcji w menu.



