Słuchawki Baseus BH1 NC od początku budzą podejrzenia. Nie dlatego, że wyglądają źle, tylko przeciwnie – dlatego, że obiecują zbyt wiele za zbyt mało. Gdy na pudełku widzisz LDAC, aktywną redukcję hałasu, Bluetooth 6.0, szybkie ładowanie, tryb pracy z dwoma urządzeniami naraz i deklarowane 80 godzin działania, naturalnym odruchem nie jest zachwyt, tylko lekkie zmrużenie oczu. To trochę jak wtedy, gdy ktoś mówi, że znalazł idealne mieszkanie w Warszawie, blisko metra, z widokiem, ciszą i sensownym czynszem. Chcesz wierzyć, ale sprawdzasz, gdzie jest haczyk.
W przypadku Baseus BH1 NC haczyk istnieje, ale nie jest szczególnie dramatyczny. Te słuchawki nie próbują być konkurencją dla modeli klasy średniej i wyższej w sensie bezwzględnym. Nie mają tego poziomu wykończenia, tej głębi tłumienia i tej pewności siebie, którą daje sprzęt z półki kilka razy droższej. Ale też – i to jest ważniejsze – nie udają, że są czymś innym niż bardzo ambitną propozycją dla ludzi, którzy chcą dostać możliwie dużo za rozsądne pieniądze. A to już zupełnie inna rozmowa.
BH1 NC są lekkie, składane i zaskakująco wygodne. Konstrukcja jest plastikowa, co czuć od pierwszego kontaktu, ale nie sprawia wrażenia tandetnej. To nie jest ten rodzaj plastiku, który trzeszczy przy samym spojrzeniu i sugeruje rychły koniec przy pierwszym wrzuceniu do plecaka. Oczywiście metalu i luksusu tutaj nie ma, ale są sensownie poprowadzone prowadnice, miękkie pady z pianką memory i pałąk, który nie próbuje udowodnić dominacji nad twoją czaszką po pięciu minutach odsłuchu. Choć trzeba uczciwie dodać, że przy większej głowie docisk może być odczuwalny, a same nauszniki nie każdemu dadzą pełną swobodę. To jeden z tych modeli, które dla części osób będą wygodne od razu, a dla innych – wygodne z małą gwiazdką.


Sterowanie jest fizyczne, co samo w sobie zasługuje dziś na cichy aplauz. W czasach, gdy połowa rynku uznała, że każdy chce głaskać muszlę słuchawek jak tajemniczy artefakt z filmu science fiction, Baseus stawia na przyciski. I dobrze. Są konkretne, działają przewidywalnie i po krótkim przyzwyczajeniu można nimi sterować bez zdejmowania słuchawek i bez loterii pod tytułem „czy to już był kolejny utwór, czy jednak tryb ANC”. Nie jest idealnie, bo układ wymaga chwili nauki, ale to uczciwy kompromis. Zwłaszcza w ruchu, w kurtce, w tramwaju, na lotnisku albo podczas szybkiego marszu po mieście dotykowe wynalazki zwykle przegrywają z dobrze zaprojektowanym kliknięciem.
Jeszcze ciekawiej robi się po uruchomieniu aplikacji. I to jest moment, w którym BH1 NC przestają być tylko tanimi słuchawkami z długą listą funkcji, a zaczynają sprawiać wrażenie sprzętu przemyślanego. Można tu sterować trybami ANC, bawić się korektorem, regulować poziom tłumienia, aktywować wzmocnienie basu, włączyć niski lag, pobawić się dźwiękiem przestrzennym. To nie jest aplikacja dorzucona po to, by producent mógł dopisać ją do materiałów marketingowych. Ona faktycznie zmienia doświadczenie użytkownika. Co więcej, w tym przedziale cenowym możliwość realnego wpływu na charakter brzmienia nie jest wcale oczywista. A tutaj jest i działa.
Samo brzmienie? Przyjemne, ciepłe, nastawione na rozrywkę. Czyli dokładnie takie, jakiego można się spodziewać po modelu, który chce spodobać się szerokiemu odbiorcy już po pierwszych trzydziestu sekundach odsłuchu. Dół jest wyraźnie obecny, czasem nawet zbyt wyraźnie. Bas potrafi wejść do pokoju bez pukania, usiąść na środku kanapy i powiedzieć, że teraz on prowadzi narrację. Dla części osób będzie to zaleta, zwłaszcza przy popie, elektronice, hip-hopie czy podcastach słuchanych w biegu między obowiązkami. Ale jeśli ktoś szuka strojenia bardziej neutralnego, bardziej otwartego, bardziej „usiądźmy spokojnie i porozmawiajmy o fakturze talerzy perkusyjnych”, to bez wejścia do aplikacji się nie obejdzie.
Na szczęście po korekcie BH1 NC potrafią zabrzmieć dojrzało i bardziej przejrzyście. Wokale wychodzą wtedy krok do przodu, góra łapie więcej powietrza, a całość przestaje być tak mocno oparta na efekcie pierwszego wrażenia. Nie jest to poziom audiofilskiej analizy ani model do celebracji jazzu późnym wieczorem przy lampce czegoś ambitnego, ale też nie taki był plan. To są słuchawki do codzienności – do pracy, spaceru, pociągu, biura, lotu, grania na handheldzie, nadrabiania seriali i odbierania telefonu, kiedy właśnie robisz coś ważniejszego niż uczestniczenie w kolejnej wideokonferencji.

Wsparcie dla LDAC jest tutaj jednym z najmocniejszych argumentów, ale też warto uczciwie powiedzieć, że to prezent przede wszystkim dla użytkowników Androida. Na iPhonie ten punkt programu traci znaczenie, bo zostaje AAC i tyle. To nie przekreśla tych słuchawek, ale trochę zmienia optykę. Jeśli korzystasz z Apple, nie dostajesz jednego z najgłośniej reklamowanych atutów. Jeśli jesteś po stronie Androida, zwłaszcza słuchasz z lepszych źródeł i zależy ci na jakości bezprzewodowego audio, BH1 NC robią się znacznie bardziej sensowne.
ANC działa dobrze, ale nie należy dopisywać mu supermocy. To nie jest ten poziom izolacji, który wycina świat jak nożem. Raczej taki, który porządkuje tło. Szum ulicy, monotonny hałas transportu, jednostajne buczenie klimatyzacji albo miejski akompaniament codzienności zostają wyraźnie przytłumione. Głosy, nagłe dźwięki, bardziej nieprzewidywalne odgłosy nadal potrafią się przebić. Jednym słowem to ANC, które pomaga, a nie ANC, które zmienia rzeczywistość. I w tej cenie to w pełni fair. Tym bardziej że do wyboru są różne tryby pracy, a użytkownik może dobrać poziom tłumienia do sytuacji. W praktyce właśnie taka elastyczność okazuje się ważniejsza niż efektowne liczby w specyfikacji.
Tryb transparentny jest użyteczny, choć nieszczególnie naturalny. Brzmi trochę technicznie, trochę metalicznie, trochę tak, jakby świat zewnętrzny był transmitowany przez dość zdenerwowanego realizatora dźwięku. Ale spełnia swoje zadanie – pozwala usłyszeć komunikat, rozmówcę albo to, że ktoś właśnie pyta, czy ten fotel obok w pociągu jest wolny.
Dużo dobrego można powiedzieć o jakości rozmów. Pięć mikrofonów i algorytmy redukcji hałasu robią robotę lepiej, niż sugerowałaby cena. W spokojniejszym otoczeniu rozmowy są wyraźne i naturalne, w trudniejszych warunkach nadal da się normalnie funkcjonować. Owszem, przy większym hałasie głos bywa lekko przetworzony, ale nie na tyle, żeby druga strona chciała zakończyć połączenie i wysłać SMS-a z pytaniem, czy możesz oddzwonić już bez „tego czegoś na głowie”.


Największe wrażenie robi jednak bateria. To jest ta zaleta, który w codziennym życiu bywa ważniejsza niż opowieści o scenie, separacji i dekodowaniu plików wysokiej rozdzielczości. BH1 NC po prostu nie domagają się ładowarki co drugi dzień. Z wyłączonym ANC potrafią działać absurdalnie długo, z włączonym nadal oferują wynik, który w tej klasie cenowej wypada bardzo mocno. Do tego dochodzi szybkie ładowanie, które realnie ratuje życie w tych wszystkich momentach, gdy orientujesz się o wyjściu z domu, że słuchawki są niemal martwe, a ty nie masz czasu na długie ceremonie przy kablu.
Właśnie przez tę kompletność Baseus BH1 NC okazują się tak ciekawe. Nie są najlepsze w każdej kategorii. Nie wygrywają materiałami, nie nokautują ANC, nie oferują perfekcyjnej neutralności i nie udają klasy premium. Ale w codziennym użyciu składają się w całość, która ma sens. To sprzęt dla ludzi, którzy chcą słuchawek nie do podziwiania w recenzenckich tabelach, tylko do życia. Do wrzucenia do plecaka, do pracy z laptopem i telefonem jednocześnie, do lotu, do autobusu, do playlisty na spacer i do tego jednego albumu, który i tak brzmi najlepiej wtedy, gdy miasto trochę cichnie.
Baseus nie stworzył małej rewolucji. Stworzył coś może nawet cenniejszego – słuchawki, które wiedzą, gdzie kończy się ambicja, a zaczyna rozsądek. I właśnie dlatego BH1 NC da się lubić. Bo zamiast obiecywać przyszłość audio, po prostu dowożą bardzo dużo teraźniejszości.
Specyfikacja
- CENA 139 PLN
- WERSJA BLUETOOTH 6.0
- CZAS PRACY do 80 h
- ŚREDNICA PRZETWORNIKA 40 mm
- WAGA 235 g
Werdykt
NASZYM ZDANIEM
Baseus Bass BH1 NC to słuchawki, które za nieduże pieniądze robią tyle rzeczy dobrze, że aż chce się im wybaczyć to, czego jeszcze nie potrafią.
Plusy
Bardzo długi czas pracy. LDAC, multipoint i sensowna aplikacja. Wygodne, ciepłe brzmienie z możliwością korekty. Skuteczne ANC jak na ten segment. Dobra jakość rozmów i szybkie ładowanie.
Minusy
Plastikowa konstrukcja. Domyślne strojenie jest zbyt basowe. Na iPhonie część potencjału po prostu znika. Przy większych uszach pady mogą okazać się zbyt ciasne.


