Połącz się z nami

Gaming

RECENZJA: Final Fantasy VII Remake

Wydarzenie, na które cały gamingowy świat czekał z zapartym tchem.

Nieliczne tytuły do dziś budzą tyle emocji, co Final Fantasy VII. Przez wielu graczy uważany za najlepszą historię, jaka kiedykolwiek została opowiedziana w formie gry wideo, do dziś stanowi inspirację dla fanów i podłoże do dyskusji. Gdy studio Square Enix ogłosiło, że pracuje nad gruntownym remakiem kultowej gry, część społeczności była zachwycona, a część przepełniona obawami – czy nowa gra będzie dorastała do pięt legendarnemu poprzednikowi? Nadszedł czas, by to sprawdzić.  

Fabuła gry kręci się wokół ekoterrorystycznej organizacji Avalanche, prowadzącej nierówną walkę z niszczącą zasoby naturalne korporacją Shinra. Główny bohater, Cloud Strife, pracował niegdyś dla megakorporacji, ale obecnie zarabia na życie jako najemnik walczący w szeregach Avalanche. Podczas jednej z misji spotyka on na swojej drodze Aerith, ściganą przez agentów Shinry kwiaciarkę o tajemniczych mocach. Szybko okaże się, że losy bohaterów splotły się nieprzypadkowo. 

Remake Final Fantasy VII został (prawdopodobnie!) podzielony na trzy osobne części. Ta pierwsza obejmuje przygody drużyny w ogromnej metropolii Midgar. W oryginale ukończenie tego rozdziału zajmowało ledwie 5 godzin, ale spokojnie, tutaj został on znacząco wydłużony – przejście gry w pośpiechu zajęło mi 20 godzin, a rozsądny czas, który wypada jej poświęcić wynosi dwukrotnie tyle. Square Enix mocno rozbudowało lokacje znajdujące się w Midgarze, dodało mnóstwo questów pobocznych i pozwoliło lepiej poznać towarzyszących nam bohaterów. Najlepiej widać to na przykładzie Jessie, Wedge’a i Biggsa – trójki najemników Avalanche, którzy w starszej wersji FFVII służyli jedynie jako standardowi „enpece” bez charakteru. Remake nareszcie pozwolił mi się z nimi zaprzyjaźnić, poznać ich motywacje i posłuchać sarkastycznych wymian zdań, jakimi obdarzają się nawzajem. 

Podobnie jak w oryginale, gra zachwyca fantastyczną kreacją postaci i mistrzowskim prowadzeniem fabuły. Opowieść również nie ustrzegła się poważnych zmian, szczególnie w finałowych godzinach rozgrywki – ostatni rozdział już wywołał burzę wśród fanów, i słusznie, ponieważ takie zwieńczenie jakie zaserwowali nam twórcy, jest nie tylko kontrowersyjne, ale i ekstremalnie ryzykowne w kontekście kontynuacji. Nie o taki „remake” nic nie robiłem! Dodatkowo niektóre z questów koszmarnie spowolniały tempo rozgrywki, zamieniając wartką historię we wleczący się spektakl polegający na chodzeniu z miejsca na miejsce. Pod tym względem najgorsze okazały się zadania poboczne, w przeważającej większości skonstruowane na zasadzie „pójdź-zabij-przynieś”, ale nawet niektóre misje fabularne potrafią ciut przynudzić. 

Jeszcze przed premierą FFVII Remake wiele kontrowersji wzbudziło odejście od turowego systemu walki na rzecz dynamicznej choreografii, przypominającej starcia z piętnastej części. Początkowo nie byłem przekonany do tego rozwiązania, ale faktyczne potyczki bardzo przypadły mi do gustu. Walki są szybkie, ale ważną role pełnią elementy taktyczne – po naładowaniu paska ATB bohaterowie otrzymują dostęp do umiejętności specjalnych, czarów i oczywiście kultowych summonów (chociaż te ostatnie można przyzwać jedynie w wybranych momentach). Powraca znany z oryginału system Materii, czyli kuli magicznej energii, które ulepszają umiejętności bojowe postaci. Gdy dodamy do tego swobodną możliwość przełączania się między członkami drużyny, otrzymamy naprawdę rewelacyjny system walki. 

23 lata temu FFVII było wzorem, jak powinno się tworzyć oprawę audiowizualną. Remake podtrzymuje ten złoty standard, chociaż są elementy, do których można się przyczepić – niektóre tekstury otoczenia z bliska prezentują się zaskakująco poniżej standardów. Te drobiazgi zauważalne były jednak tylko wtedy, gdy naprawdę zmusiłem się do szukania dziury w całym, ponieważ poza tym gra wygląda przecudownie. Efektowne ataki, płynne animacje i widowiskowe efekty specjalne to uczta dla oczu, podobnie zresztą jak monumentalne krajobrazy Midgaru. W tle przygrywa nam kultowy, chociaż na nowo zaaranżowany soundtrack autorstwa znanego wszystkim Nobuo Uematsu. 

Nowy Final Fantasy VII to nie tyle remake, co zupełnie nowe podejście do znanego tytułu. Square Enix zdecydowało się na odważny krok, jakim było zmierzenie się z legendą, i wyszło z tego starcia zwycięsko. Koniecznie polecam wam zagranie, a sam z niecierpliwością czekam na kolejne części.

Werdykt

95

NASZYM ZDANIEM...

Final Fantasy VII Remake zachwyci fanów serii, ale i graczy, którzy do tej pory nie mieli z nią do czynienia.

Plusy

Genialna fabuła i bohaterowie z krwi i kości, na dodatek jeszcze bardziej wielowymiarowi niż w oryginale. Zręcznościowo-taktyczna walka. Warstwa wizualna i dźwiękowa.

Minusy

Drobne niedociągnięcia tekstur. Niektóre questy poboczne można sobie było darować.

Od dziewięciu lat redaktor naczelny Magazynu T3. Ekspert w dziedzinie nowych technologii. Częsty gość programów radiowych i telewizyjnych. Prowadzący konferencji technologicznych. Autor wydawnictw książkowych o grach oraz organizator koncertów. Pasjonat muzyki, kina i literatury.

Kliknij, by skomentować

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Popularne

Samsung opracował ładowarkę Qi z czyszczeniem UV

Newsy

Amazon produkuje serial oparty na Falloucie

Gaming

TEST: Lenovo Yoga C940

Testy

Sieć 5G od Orange oficjalnie ruszyła

Newsy

Połącz
Newsletter

Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!