Dzień Ojca ma swoje stałe obyczaje. Laurki, kubki, życzenia, czekoladki, czasem elegancko przemilczana para skarpet. Wszystko to miłe, potrzebne i zwykle odrobinę wzruszające, ale coraz częściej najlepszym prezentem nie jest rzecz, tylko wspólny czas. A ten, wbrew temu, co czasem sugerują rodzinne poradniki pisane tonem człowieka, który nigdy nie zgubił kabla HDMI, może mieć także formę wspólnego grania.
Według raportu Game Track 2025, przygotowanego przez Stowarzyszenie Video Games Poland, w Polsce gra prawie 16 milionów osób. Blisko 40 procent z nich mieści się w przedziale 25–44 lata, czyli dokładnie tam, gdzie zaczyna się duża część współczesnego rodzicielstwa. To już nie jest pokolenie ojców, którzy patrzą na konsolę jak na obcy artefakt z pokoju nastolatka. Wielu z nich samo dorastało z padem w ręku, tylko dziś częściej gra między zmywarką, pracą, przedszkolem, zakupami i komunikatem „tato, chodź zobacz”.
Wspólna gra może być więc czymś więcej niż prostą rozrywką. Raport Global Power of Play 2025 przygotowany przez Entertainment Software Association wskazuje, że 52 procent polskich rodziców uważa, iż granie pozytywnie wpłynęło na ich relację z dziećmi. I trudno się temu dziwić, bo dobrze dobrana gra potrafi zrobić coś, z czym czasem nie radzą sobie rozmowy przy stole. Zamiast pytań w stylu „jak było w szkole?”, na które odpowiedź mieści się zwykle w słowie „okej”, dostajemy wspólne zadanie, wspólną porażkę, wspólny śmiech i moment, w którym dziecko z pełną powagą instruuje dorosłego człowieka, że nie wolno wskakiwać w lawę.
„Wspólne granie tworzy przestrzeń do regularnego, angażującego kontaktu pomiędzy rodzicem a dzieckiem. W przeciwieństwie do wielu innych form rozrywki, gry wideo często wymagają aktywnej współpracy, komunikacji, wspólnego rozwiązywania problemów i podejmowania decyzji. Dzięki temu rodzic i dziecko nie tylko spędzają czas obok siebie, ale działają razem w kierunku wspólnego celu” – mówi dr Natalia Koperska, psycholożka zajmująca się tematyką gier wideo i e-sportu.
Kluczowe jest jednak to, co włączamy. Gra nie staje się automatycznie wartościowa tylko dlatego, że ma kolorową okładkę, sympatycznego zwierzaka i tryb kooperacji. Dr Koperska podkreśla, że najważniejszy jest dobór tytułu do wieku, potrzeb i możliwości dziecka. Najlepiej sprawdzają się gry kooperacyjne, sportowe, logiczne, edukacyjne i przygodowe – takie, które nie zamieniają rodzinnego popołudnia w trening frustracji, tylko dają przestrzeń do współpracy, eksperymentowania i wspólnego rozwiązywania problemów.
Z danych z raportu Global Power of Play 2025 wynika, że rodzice dostrzegają w grach także konkretny potencjał rozwojowy. Wśród najważniejszych kompetencji rozwijanych podczas wspólnego grania wymieniają kreatywność (82 procent), umiejętności poznawcze (78 procent) oraz rozwiązywanie problemów (77 procent). To oczywiście nie oznacza, że każda sesja z konsolą jest od razu seminarium z psychologii rozwoju. Czasem to po prostu gonienie cyfrowej piłki, budowanie świata z klocków albo wspólne ratowanie królestwa przed czymś, co wygląda jak efekt spotkania smoka z rozgniewanym odkurzaczem. Ale właśnie w takich sytuacjach dzieje się często najwięcej: dziecko planuje, komunikuje się, próbuje, popełnia błędy, poprawia strategię i widzi, że dorosły też nie zawsze wie, co robi.
Gry mogą być również oddechem dla samych rodziców. Ojcostwo bywa piękne, ale nie udawajmy, że zawsze wygląda jak reklama płatków śniadaniowych. Zmęczony, zestresowany tata też potrzebuje chwili resetu. Dr Koperska zwraca uwagę, że krótkie sesje grania, szczególnie trwające do godziny, mogą pomagać w redukcji stresu, poprawie nastroju i oderwaniu się od codziennych obowiązków. Ważne, by wybierać tytuły dające poczucie sprawczości i pozytywne emocje, a nie takie, po których człowiek ma ochotę przeprosić własne ciśnienie.
Potwierdzają to również polscy gracze przepytani w raporcie Global Power of Play 2025. Aż 80 procent z nich deklaruje, że gry pomagają im czuć się mniej zestresowanymi, 75 procent traktuje je jako zdrową odskocznię od codziennych wyzwań, a 74 procent uważa, że pomagają zmniejszyć poczucie lęku. To ważne, bo rozmowa o grach zbyt długo kręciła się wyłącznie wokół strachu przed ekranem. Tymczasem, jak zwykle, problemem nie jest samo narzędzie, tylko sposób jego używania.
Dzień Ojca może więc być dobrym pretekstem, żeby zamiast kolejnego symbolicznego prezentu zaproponować coś prostszego: wspólną sesję. Bez wielkiej ideologii, bez udawania, że konsola zastąpi rozmowę, spacer albo czytanie książek. Gry nie muszą być centrum rodzinnego życia. Mogą być jednym z jego języków – czasem zabawnym, czasem chaotycznym, czasem zaskakująco czułym. Zwłaszcza wtedy, gdy po wszystkim dziecko mówi: „tato, jeszcze jedna runda”, a tata, który miał tylko chwilę, nagle znajduje kolejne pół godziny.




