Jest taki moment, mniej więcej po trzech-czterech tygodniach życia z Roombą, kiedy orientujesz się, że przestałeś o niej myśleć. I to wcale nie dlatego, że się zepsuła albo znudziła. Wręcz przeciwnie – dlatego, że zrobiła dokładnie to, co najlepsza technologia potrafi zrobić człowiekowi: zniknęła z pola świadomości. Stała się tłem. Jak zmywarka, która pracuje w nocy, jak streaming muzyki, który „po prostu gra”, jak światło uliczne, które zapala się samo, zanim zdążysz pomyśleć, że robi się ciemno.
Po trzydziestu dniach z Roombą nie pamiętasz już, jak to było „przed”. Kurz nie jest tematem. Okruchy po kolacji nie są wyrzutem sumienia. Podłoga przestaje być polem negocjacji pomiędzy zmęczeniem a poczuciem obowiązku. I to jest chyba najciekawsza zmiana – nie technologiczna, tylko psychologiczna. Technologia nie tyle coś za ciebie robi, co odbiera ci jeden z tych drobnych, codziennych ciężarów, które sumują się w zmęczenie dorosłym, rodzinnym życiem.
Na początku oczywiście wszyscy robimy to samo. Patrzymy. Śledzimy trasę robota jak mecz Ligi Mistrzów w fazie pucharowej. Zerkamy w aplikację częściej, niż przyznalibyśmy się przed znajomymi. Przesuwamy krzesła „żeby miał łatwiej”, podnosimy kabel z podłogi, poprawiamy dywan. Jest w tym coś z pierwszych dni z nowym samochodem – parkowanie z aptekarską precyzją, nasłuchiwanie każdego dźwięku, delikatność niemal przesadna. Ale ten etap mija szybciej, niż myślisz.
Bo portfolio iRobotów Roomba, od kompaktowych modeli z serii 105 i 205, przez złoty środek w postaci 405 i 505, aż po najbardziej zaawansowane warianty 705, zostało zaprojektowane nie po to, żeby imponować specyfikacją na papierze, tylko żeby wytrzymać realne życie. Takie z kanapą, pod którą zawsze gromadzi się kurz. Z kuchnią, w której „tylko na chwilę” oznacza „zostawione do jutra”. Z włosami na podłodze, które pojawiają się szybciej, niż zdążysz je zauważyć. Różnice pomiędzy modelami oczywiście są – inne systemy mopowania, różne poziomy autonomii, stacje dokujące, które przejmują coraz więcej obowiązków – ale wspólny mianownik jest jeden: poczucie, że sprzątanie przestaje być wydarzeniem.

I to właśnie wtedy zaczynają się te drobne, nieoczywiste zmiany w zachowaniu. Odkładasz odkurzacz do szafy na odpowiednie okazje. Przestajesz planować „sprzątanie w weekend”. Zauważasz, że możesz wyjść z domu, zostawiając po sobie ślady dnia codziennego, bo ktoś – a raczej coś – zajmie się tym później. Jakbyś miał niewidzialnego współlokatora, który nie marudzi, nie ocenia i nie oczekuje pochwał. Włącza się sam, robi swoje i wraca do bazy.
Roomba wpisuje się w szerszą zmianę kulturową – od technologii, która krzyczy „zobacz, co potrafię”, do tej, która działa cicho i konsekwentnie
Jest w tym coś uwalniającego, ale też trochę przewrotnego. Bo nagle okazuje się, że technologia nie tylko oszczędza czas, ale też zmienia relację z przestrzenią. Mieszkanie przestaje być projektem do ciągłego ogarniania, a zaczyna być miejscem, w którym po prostu jesteś. I jeśli brzmi to jak banał, to tylko do momentu, gdy przypomnisz sobie, ile energii mentalnej potrafiło zjadać „muszę jeszcze odkurzyć”. To trochę jak różnica między ręcznym przewijaniem kasety a playlistą, która sama się nie kończy – drobiazg, który w praktyce zmienia cały rytm dnia.
Ciekawie robi się też wtedy, gdy wchodzisz poziom wyżej. Modele z bardziej rozbudowanych serii, szczególnie te z linii 705, potrafią przejąć nie tylko samo sprzątanie, ale i całą logistykę wokół niego. Opróżnianie, mycie, planowanie – wszystko dzieje się poza tobą. I tu pojawia się pytanie, które coraz częściej wraca w rozmowach o nowoczesnych technologiach: co robimy z odzyskanym czasem i energią? Odpowiedź bywa prosta i zupełnie nieheroiczna. Siedzisz chwilę dłużej z kawą. Włączasz album od początku, zamiast w tle. Idziesz spać bez poczucia, że „coś jeszcze zostało do zrobienia”.

W tym sensie Roomba wpisuje się w szerszą zmianę kulturową – od technologii, która krzyczy „zobacz, co potrafię”, do tej, która działa cicho i konsekwentnie. I może dlatego nie dziwi, że marka taka jak iRobot od lat próbuje wyjść poza czysto użytkowe ramy i łączyć swoje produkty z czymś więcej niż domową rutyną. W tym roku znów robi to poprzez wsparcie Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy – inicjatywy, która sama w sobie jest dowodem na to, że technologia, design i emocje mogą spotkać się w jednym punkcie. Artystycznie zaprojektowany robot Roomba Max 705 Combo trafiający na licytację to nie jest gadżet. To symbol bardzo konkretnej idei – przedmioty codziennego użytku też mogą mieć drugie życie i wyjątkowy sens.
Po miesiącu z robotem sprzątającym nie myślisz już o algorytmach, czujnikach ani trybach pracy. Wiesz, że w domu jest czysto, a domowe obowiązki nie są tak uciążliwe. I właśnie na tym polega dziś najlepsza technologia – nie na tym, że robi wrażenie, tylko na tym, że oddaje ci kawałek codziennego spokoju, zanim zdążysz zauważyć, że go brakowało.



