Niektóre postacie nie potrzebują wielkiego wejścia. Wystarczy, że wrócą. Alex – ten sam, którego wielu pamięta z Street Fighter III: New Generation – już jest częścią Street Fighter 6. Bez fanfar, za to z konkretem: nowy zestaw ruchów, trzy tryby gry i miejsce w rotacji, która powoli domyka trzeci rok życia gry.
Alex trafia jednocześnie na wszystkie platformy – od PS5 i Xbox Series X|S po PC i Switcha 2 – i od razu daje się sprawdzić w każdym z filarów gry. W Fighting Ground chodzi o czyste starcie, w World Tour o budowanie relacji i stylu walki, a w Battle Hub o to, co zwykle kończy się „jeszcze jedną rundą” o drugiej w nocy.
Jego styl? Nadal oparty na zapasach, ale z wyraźnym przesunięciem w stronę płynności. Capcom dorzuca nową Prowler Stance, która otwiera dodatkowe kombinacje – więcej przejść, więcej presji, mniej przewidywalności. W praktyce oznacza to jedną rzecz: Alex nie próbuje być szybki. On próbuje być nieunikniony.
Na start dostaje dwa stroje. Pierwszy – nowoczesny, wrestlingowy, wpisujący się w estetykę Street Fighter 6. Drugi – ukłon w stronę przeszłości: zielone spodnie i czerwona bandana, czyli dokładnie to, co pamiętamy sprzed lat. Ten klasyczny wariant można odblokować także bez wydawania waluty, po prostu spędzając z nim więcej czasu w World Tour. Rzadki przypadek, kiedy gra mówi: „pograj chwilę, a nie zapłać”.
Sam Alex jest dostępny w ramach Year 3 Character Pass, Ultimate Passa albo osobno za Fighter Coins. I choć to standardowy model dystrybucji, jego timing nie jest przypadkowy – to jeden z ostatnich akcentów trzeciego sezonu, po Sagacie i C. Viper.
Równolegle z premierą postaci wchodzi patch balansujący całą grę. Tego typu aktualizacje rzadko robią hałas, ale to one decydują, czy wracasz do gry na kolejne tygodnie, czy odkładasz ją na półkę. Do tego dorzucono kilka lżejszych rzeczy – nowe stroje dla Dee Jaya i Eleny (tym razem w klimacie plażowym), współpracę z Mega Manem i dodatkowe kosmetyki inspirowane utworem „Go! Alex! Hope is Born!” od JAM Project.
To nie jest rewolucja. To raczej spokojne domknięcie pewnego etapu – z postacią, która dobrze pamięta czasy, kiedy bijatyki były prostsze, ale niekoniecznie łatwiejsze. I może właśnie dlatego pasuje tu tak dobrze.



